Afera Petraeusa – tajemnice łóżkowe i państwowe

Upadła doskonałość
Kto zrozumie purytańską Amerykę z obsesją seksu? Nowa zagadka: upadek i upokorzenie chodzącej doskonałości i wzoru cnót wojskowych, generała Davida Petraeusa.
Gen. Petraeus składa przysięgę przed objęciem funkcji szefa CIA, obok jego żona Holly.
Mandel NGAN/AFP/EAST NEWS

Gen. Petraeus składa przysięgę przed objęciem funkcji szefa CIA, obok jego żona Holly.

David Petraeus z Paulą Broadwell.
ISAF/Reuters/Forum

David Petraeus z Paulą Broadwell.

Gen. Petraeus z Jill Kelley.
Amy Scherzer/ZUMAPRESS/Forum

Gen. Petraeus z Jill Kelley.

Przypadek zetknął mnie z gen. Petraeusem. Dwa lata temu przejeżdżał przez Warszawę. Zgodził się na długi wywiad. Był wówczas szefem Central Command USA, czyli dowództwa środkowej części globu, odpowiadał za amerykańskie operacje w 20 krajach – od Pakistanu na wschodzie po Egipt na zachodzie i od Jemenu na południu po Kazachstan na północy. – Mam też na głowie piratów na Oceanie Indyjskim – przypomniał. Widocznie ta skala dowodzenia sprawiała, że jego amerykańskie otoczenie traktowało go niczym monarchę. Towarzyszyła mu, poza świtą, jeszcze aura stratega, który nie tylko radził sobie w Iraku, ale przełamał porażki w wojnie w Afganistanie. Absolwent West Point – żołnierz, ale też posiadacz doktoratu ze stosunków międzynarodowych z Uniwersytetu Princeton oraz stypendium w Georgetown – naprawdę intelektualista. Autor podręcznika o nowej taktyce walki z partyzantką. I co mogło być dalej? Być może przyszły prezydent? Na pewno byłby lepszy od Mitta Romneya. W każdym razie miał etykietkę najsławniejszego w Ameryce generała od czasów Eisenhowera. Nic dziwnego, że Barack Obama powierzył mu Centralną Agencję Wywiadowczą, tajne służby w czasach, kiedy trzeba było znaleźć i zabić ibn Ladena. Głosowanie w Senacie było jednomyślne – 94:0.

Patrzy na rozmówcę z intensywną uwagą, ale i sympatią, widać, jak łatwo mu zjednać ludzi. (– Doskonale funkcjonujący system selekcji na ścieżce awansu – skomentował moje wrażenia szef naszego Biura Bezpieczeństwa Narodowego, gen. Stanisław Koziej). Na zakończenie wywiadu Petraeus dyskretnie wręczył mi pamiątkę – metalową złotawą tarczę ze swym podpisem, mieczem i wieńcem oraz mottem: „Do doskonałości”.

Doskonałość – to jego ambicja. I zasada przywództwa: świecić przykładem. Zasady te skatalogowała w jego biografii 40-letnia Paula Broadwell, dziś femme fatale całej afery. Sama tak przedstawiła historię ich znajomości: w 2006 r. generał, po dwóch turach służby w Iraku, przyjechał z wykładem na Uniwersytet Harvarda, który Paula właśnie kończyła. Zaproszono ją na obiad jako byłą wojskową, wcześniej też absolwentkę West Point, zajmującą się studiami nad zwalczaniem terroryzmu, po 11 września uprzywilejowanym tematem w USA. Generał obiecał pomoc w kontaktach z kim trzeba, ale sam też żywo odpowiadał na jej maile, zachęcając do dyskusji. Jak znajdował na to czas, mimo dowodzenia wszystkimi amerykańskimi i międzynarodowymi siłami w Iraku? Sztuka przywództwa.

Tylko "flirt"

Nic dziwnego, że w 2008 r. Paula wybrała jego dowodzenie na temat swego doktoratu. Warto było temat zgłębić osobiście. Tyle mówił o zdrowej rywalizacji, że postanowiła to sprawdzić w biegu. Dosłownie. W USA nawet czterogwiazdkowi generałowie przechodzą testy na kondycję i muszą ją utrzymywać, a Paula Broadwell (60 kg, 172 cm wzrostu i tylko 13 proc. tłuszczu w organizmie) była mistrzynią szkoły w gimnastyce. Bieg odbył się nad Potomakiem – od Pentagonu do pomnika Waszyngtona i z powrotem – w tempie 16 km na godzinę, z rozmową w trakcie.

Kiedy romans wyjdzie na jaw, ktoś napisze, że Petraeusa nie pokonali talibowie ani terroryści, tylko jego własny awatar, 36-letnia Paula, mężatka i matka dwojga dzieci. Ale nie ma się co śmiać: wywiad-bieg na pewno był testem dla 56-letniego wówczas generała, między seansami chemioterapii na raka prostaty.

Wkrótce doktorantka musiała rozszerzyć temat pracy, gdyż jej bohater zaczął dowodzić 150-tys. armią w Afganistanie. Paula na długie miesiące przeniosła się do Kabulu, idąc trop w trop za Petraeusem, także w terenie, dokumentując wojnę. Prasa niechętna generałowi pisze, że jest próżny i lubi otaczać się akademikami i dziennikarzami. „Krytycy – przyznaje Paula – mają mu za złe ambicję i autopromocję. Powiem na tych kartach, że więcej dla mnie znaczy jego energia, optymizm, wola zwycięstwa i dążenie do celu”. Bo ulubiony cytat generał wziął z Seneki: szczęście to dobre przygotowanie do skorzystania z okazji.

Wygląda na to, że tę sentencję autorka wzięła sobie do serca. O własnej okazji w książce ani słowa. W każdym razie towarzyszyła też generałowi w podróżach po stolicach europejskich przed powrotem do Waszyngtonu. I wielka wpadka: Paula zaczyna być zazdrosna o inną, trzy lata od niej młodszą kobietę, Jill Kelley, która mieszka na Florydzie obok dowództwa Central Command. Jill nie kończyła West Point, ale jest socialite, czyli bywalczynią, organizatorką życia towarzyskiego. I akcji charytatywnych, choć może nie całkiem charytatywnych, skoro prezes nowojorskiej firmy Transgas twierdzi, że Kelley, powołując się na znajomości w wojsku, chciała za duże pieniądze pomóc w sfinalizowaniu kontraktu z Koreą Płd.

Paula uważała Jill za rywalkę i zaczęła jej słać anonimowe pogróżki. Przestraszona Jill poskarżyła się znajomemu z FBI. Zaczęło się gotować na cztery fajerki. Dochodzenie znajomego szybko przekształciło się w wyjątkowe śledztwo FBI, bo biuro zwykle odrzuca prywatne skargi na cyberataki. Podobno bano się przecieków danych wrażliwych. Okazało się, że Jill stale korespondowała z innym czterogwiazdkowym generałem, Johnem Allenem, który wkrótce miał dowodzić NATO, ale to „był tylko flirt” – objaśniają w prasie.

 

Czytaj także

Ważne w świecie

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną