Jak się będzie zmieniać Unia

Europa w wieku średnim
O tym, co przyniósł szczyt unijny, o zadufaniu elit i o bogatym kontynencie, który tworzą biedne państwa - mówi Janusz Lewandowski.
„Unia przyjrzała się sobie w zwierciadle kryzysu. Spory budżetowe są trudniejsze niż kiedykolwiek, bo toczą się właśnie w cieniu kryzysu”.
Darek Iwański/Forum

„Unia przyjrzała się sobie w zwierciadle kryzysu. Spory budżetowe są trudniejsze niż kiedykolwiek, bo toczą się właśnie w cieniu kryzysu”.

„Problem europejski polega na tym, że trzeba sięgać po większe uprawnienia dla Brukseli, aby ocalić wspólny los wyznaczony przez wspólną walutę”.
Łukasz Ostalski/Reporter

„Problem europejski polega na tym, że trzeba sięgać po większe uprawnienia dla Brukseli, aby ocalić wspólny los wyznaczony przez wspólną walutę”.

Janina Paradowska: – Unia Europejska została nagrodzona pokojową Nagrodą Nobla, ale nie była w stanie uzgodnić budżetu, czyli swej wizji przyszłości. Wizja pozbawiona pieniędzy jest gołosłowną deklaracją?
Janusz Lewandowski: – Budżet znaczy „sprawdzam”. Jest to wizja wyposażona w pieniądze. Brak zgody co do Perspektywy Finansowej na lata 2014–20 mnoży znaki zapytania i potęguje niepewność. Zaś Europa pragnie przewidywalności inwestowania w obliczu kryzysu. Pozostaje nadzieja, że drugie podejście, oby w styczniu 2013 r., przywróci szansę uzgodnienia pokoju finansowego na siedem lat, co jest wartością samą w sobie w epoce niepewności.

Czego dowiedzieliśmy się o Unii Europejskiej w trakcie prac nad ramami finansowymi na lata 2014–20? Słabe przywództwo, kryzys, narastające narodowe egoizmy, słabnąca zdolność do kompromisu – czy coś jeszcze?
Unia przyjrzała się sobie w zwierciadle kryzysu. Spory budżetowe są trudniejsze niż kiedykolwiek, bo toczą się właśnie w cieniu kryzysu. Nie zapominajmy, że europejski budżet jest niewielki w stosunku do ogromnych pieniędzy przeznaczanych na pomoc finansową dla części krajów strefy euro. Niezbyt skuteczna w walce z kryzysem, dzisiejsza Unia nie zasługuje na Nagrodę Nobla, wbrew temu, co o sobie myśli. Na tę nagrodę zasługuje pokolenie zimnej wojny, bo to jego dziełem i zasługą jest Europa bez wojen i granic. Nie ma innego niż Europa kontynentu, który zapewnił sobie taki poziom bezpieczeństwa i w takim stopniu uchronił ludzi od lęków egzystencjalnych. Ale z tego optymizmu, wzmożonego wraz z upadkiem muru berlińskiego, wzięło się zadufanie elit; wiara, że można dowolnie kształtować przyszłość bez pytania ludzi…

A tu już zbliżał się fin de siècle wspólnoty i trzeba było refleksji?
Wolałbym to nazwać kłopotami wieku średniego. Dopóki pamiętano straszną wojnę, europejska wspólnota organizowała się na zasadzie zawierzenia, że elity prowadzą swe narody w dobrym kierunku. Europa zamieniła się w dom pełen wygód i wielonarodowych przyjaźni, co wzmagało zaufanie. Stąd samozadowolenie elit i gotowość „ucieczki do przodu” akurat wtedy, gdy do tego domu wkroczyli kuzyni zza żelaznej kurtyny, średnio lub mało przygotowani do głębszej integracji. Takim przyspieszeniem był nowy traktat, nazwany konstytucją, co świadczyło o braku wrażliwości wobec krajów, które niedawno odzyskały wolność, a ich własne konstytucje były ważnymi emblematami odzyskanej wolności. Wkrótce też kryzys obnażył słabości tego projektu politycznego, jakim jest wspólna waluta euro, przy zróżnicowaniu kultur gospodarczych uczestników tego przedsięwzięcia. W czasach dobrej pogody gospodarczej było to niezauważalne, bo na całą strefę euro przeniosła się wiarygodność marki niemieckiej i holenderskiego guldena. Kryzys różnice obnażył. Nawet w tak krytycznym momencie Unia za bardzo zajmuje się sobą, mało zrozumiałymi traktatami, za mało okazując swoją użyteczność dla mieszkańców kontynentu, gdzie wrócił lęk o przyszłość.

Jak demonstrować użyteczność, co pokazywać?
To trudne zadanie w czasie, gdy zarysował się prawdziwy europejski dramat. Mianowicie skoro się powiedziało A, czyli wspólny pieniądz, to trzeba powiedzieć B, a więc więcej widzialnej ręki Brukseli. Trzeba wymusić dyscyplinę i lepsze standardy gospodarcze tam, gdzie żyło się ponad stan. Dotychczasowe narzędzia, jak pakt stabilności i wzrostu, nie zadziałały. Jeśli euro ma trwać, to nie ma odwrotu od silnej ręki Brukseli, czyli kontroli polityki gospodarczej i ingerencji w budżety poszczególnych krajów. Stąd rozmnożenie nowych zobowiązań, których ukoronowaniem ma być unia fiskalna i unia bankowa. Odwrotem może być tylko powrót do walut narodowych i koniec euro albo euro w wąskim gronie. Tyle że w takiej Unii jest więcej kija niż marchewki…

Wspólna waluta wcale nie jest dziś życzeniem wielu krajów i społeczeństw. Widać tendencję przeciwną – do obrony tożsamości.
Na tym właśnie polega dramat eurostrefy. Odkryła, że jest wspólnotą losu na dobre i na złe, ale złe teraz przeważa i dyktuje głębszą wspólnotę. Okazało się, że Niemcy zależą od Greków, a Słowacy muszą zrzucać się na bogatsze kraje. Ryzyko rozpadu jest większe niż koszty przetrwania. W tej europejskiej rodzinie nie ma dziś ciepłych uczuć. Są tylko zimne, nieubłagane zależności. Na takim gruncie buduje się nowa architektura euro. Niepokoję się o jakość tego tworzywa. Bo ulatnia się duch wspólnoty, wypierany przez chłodne kalkulacje. Europa nie jest potęgą militarną, ciągle jest jeszcze potęgą gospodarczą, ale gdzie indziej są źródła wzrostu. Czy to zimne spoiwo euro doda jej dynamizmu? Wątpię.

W perspektywie nie tak odległej Europa to taki kontynent, gdzie będą przyjeżdżać emeryci z bogatych, dynamicznych krajów, żeby się osiedlić w charakterze rezydentów?
Ta wizja budzi mój sprzeciw, chociaż przyznaję, że nie ma to jak europejski styl życia! Nie zasługujemy wprawdzie na Nobla z ekonomii, ale źle znoszę pouczenia ze strony krajów, które nie potrafią nawet kontrolować swego terytorium, bo kontroluje je mafia narkotykowa. W Stanach Zjednoczonych, gdzie w modzie jest patrzenie z góry na Stary Kontynent, przypomniałem niedawno, że Amerykanie w ostatniej dekadzie spadli z poziomu 20 proc. udziału w handlu światowym do 12 proc., Japonia też straciła, a Europa jako jedyna utrzymała swoją pozycję i ma mniejsze zbiorowe zadłużenie. Doniesienia o jej śmierci są więc zdecydowanie przedwczesne. Mocna pozycja wynika jednak z siły poszczególnych krajów, a nie Unii jako całości. Jedni tracą, drudzy zyskują. Osiągnięcia poszczególnych krajów nie sumują się w poczucie wspólnoty, w europejską identyfikację zaprawioną odrobiną ciepłego uczucia.

 

Czytaj także

Ważne w świecie

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną