Miej własną politykę.

Pierwszy miesiąc prenumeraty tylko 9,90 zł!

Subskrybuj
Świat

Fasada i tyły

Nowe życie ambasady Polski w Berlinie

To dobra wiadomość, choć spóźniona o kilkanaście lat. Ambasada RP w Berlinie będzie nareszcie zmodernizowana. Kolejny konkurs architektoniczny jest rozstrzygnięty.

MSZ zapowiada szybkie rozpoczęcie i zakończenie prac. Przestanie nas zawstydzać szara, enerdowska fasada RP przy najbardziej chyba reprezentacyjnej alei Berlina - Unter den Linden, sto metrów od Bramy Brandenburskiej, odbudowanego hotelu „Aldon”, gigantycznej ambasady Rosji, i mniejszych, ale zadbanych ambasad Wielkiej Brytanii, czy tuż w sąsiedztwie – Węgier.

Nie ma powodu wchodzić w dawne żale, skąd ta zwłoka: z powodu administracyjnego bałaganu, naszego wzajemnego kopania się po kostkach w polityce wewnętrznej i robienia sobie na złość – co postanowi jeden rząd, drugi musi unieważnić, aby tylko nie przyznać laurów poprzednikowi… Może teraz to już nie będzie miało znaczenia.

Polska nareszcie będzie miała godną reprezentację w centrum stolicy Niemiec. Tu nie chodzi o lepszą fasadę. Ambasady w dzisiejszej Europie nie są, jak w XIX wieku, miejscem w którym się prowadzi tajną dyplomację. W Unii Europejskiej, gdy szefowie państw i rządów spotykają się co kilka tygodni, ta funkcja poselstw dyplomatycznych przestała być aktualna. Ambasady to biura kontaktowe w sprawach dwustronnych, miejsca szybkich analiz i interwencji w sprawach bieżących, ale też miejsca kameralnych debat przy kominku z politykami, ekonomistami czy intelektualistami nie tylko z obu krajów, także miejsce publicznych spotkań z najróżniejszymi środowiskami.

Dla Polski zwłaszcza w osiemdziesięciomilionowych i terytorialnie rozległych i zróżnicowanych Niemczech każda polska placówka jest na wagę złota. Oszczędności powodują redukcję ich tam gdzie się dublują, na przykład w Lipsku gdzie był jeszcze z czasów enerdowskich zarówno konsulat, jak i ośrodek kultury polskiej. Nie jest natomiast dobrze, gdy – jak doniosły media – „zwija się” się reprezentacyjną dawną ambasadę RP w Kolonii. Nadrenia to nadal jeden z głównych ośrodków gospodarczych, politycznych, kulturalnych, a także polonijnych. Sam Berlin i sama Bruksela nie załatwią tych kontaktów lokalnych, które trzeba podtrzymywać na miejscu.

Więcej na ten temat
Reklama

Warte przeczytania

Czytaj także

Społeczeństwo

Rząd tnie cesarki, choć Polki boją się rodzić naturalnie. Co się dzieje na porodówkach?

Polka idzie dziś po zaświadczenie od psychiatry nie tylko wtedy, kiedy potrzebuje aborcji, ale i po to, żeby zagwarantować sobie cesarskie cięcie. Rodzi w ten sposób już co druga. Eksperci WHO i ONZ przypatrują się tej sytuacji ze zdziwieniem, pytając, co właściwie dzieje się na polskich porodówkach?

Agata Szczerbiak
02.12.2022
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną