Czarna flaga nad Timbuktu

Złapał Kozak Tuarega
Czy dojdzie od międzynarodowej interwencji w rozrywanej etnicznym i religijnym konfliktem Republice Mali? I czy Francuzom uda się do niej namówić m.in. Polskę?
materiały prasowe

Kiedyś słynął ze skłonności do alkoholu, eleganckiego wąsa i ciągłych romansów. Był dyplomatą, wodzem rebeliantów oraz negocjował z porywaczami z Al-Kaidy. Obecnie jednak Iyad Ag Ghali – znany w swoim środowisku jako Lew Pustyni – zdobywa nową, złą sławę jako dowódca bojowników i szara eminencja islamistów w strategicznym zakątku północnej Afryki. W nadchodzących miesiącach jego znaczenie jeszcze wzrośnie. Rebelia na północy Mali, która zaczęła się na początku roku, jest coraz mocniej zdominowana przez Ansar Dine – radykalny ruch islamistyczny z Ag Ghalim na czele.

Kwestia tygodni

Prezydent Francji François Hollande doprowadził do głosowania w ONZ w sprawie interwencji w Mali, a jego minister obrony Jean-Yves Le Drian powiedział niedawno, że akcja zbrojna to „kwestia tygodni”.

Wiele z tego, co będzie dalej, zależy od Ag Ghalego. W ostatnich miesiącach  zdumiał obserwatorów zwycięstwem nad niegdysiejszym sojusznikiem, Narodowym Ruchem Wyzwolenia Azawadu (MNLA). MNLA żąda niezależności Tuaregów z północy kraju, ale nigdy nie wyróżniało się religijną wojowniczością. Ansar Dine dąży do zjednoczenia Mali pod flagą islamu i rządami szarijatu.

 

Pełna wersja artykułu dostępna w 49 numerze "Forum".

Ważne w świecie

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną