Przejdź do treści
Reklama
Reklama
Świat

Koczownicy na mieliźnie

Cyganie morza

materiały prasowe
Lud Mokenów przez setki lat pływał po morzach południowych. Po tsunami w 2004 roku musiał jednak osiąść na stałym lądzie. Jego pradawne zaczęły zanikać.

Będąc dzieckiem, Liya Pramongkit wiodła życie na łodzi zwanej kabang. Dziś ta leciwa położna o skórze brązowej i pomarszczonej jak skorupka orzecha jest nestorką i żywą skarbnicą tradycji swojej etnicznej wspólnoty – Mokenów. Przez stulecia domami tych morskich koczowników były własnoręcznie budowane łodzie, którymi krążyli po archipelagu Mergui, obejmującym 800 wysp rozsianych wzdłuż 400 km birmańskiego i tajlandzkiego wybrzeża na Morzu Andamańskim. Całe rodziny spędzały długie miesiące na swoich kabangach, na których umieszczano słomiany daszek chroniący je – choć przecież tylko częściowo – przed kaprysami aury. Żyli na wodzie, poławiając ryby, małże i ostrygi, gromadząc niewiele dóbr i schodząc na ląd tylko w porze monsunowej.

Te łodzie mieszkalne budowano z ogromnych drzew pociętych na deski, które wiązano lianami. Liya wspomina, że wszystkie elementy symbolizowały części ludzkiego ciała. Nadawano im takie nazwy jak „żebra” czy „żołądek”. Wszędzie wokół– zgodnie z wierzeniami – błąkały się duchy morza. Dziś walczą o przetrwanie w zupełnie innym, obcym sobie świecie. Tsunami sprzed ośmiu lat, wywołane przez potężne trzęsienie ziemi na Oceanie Indyjskim, wpłynęło na pogorszenie warunków ich życia, podobnie jak wyczerpywanie się zasobów ryb. Tworzenie parków morskich i stref turystycznych po obu stronach granicy między Tajlandią a Birmą, ograniczające możliwości żeglugi, także podkopuje ich dawny styl życia.

Fala śmieci

Klan Liyi jest na terytorium Tajlandii jedną z ostatnich grup Morskich Cyganów, których członkowie nadal mówią w ojczystym języku. Ich tradycje są jednak zagrożone.

Zamiast przemierzać Morze Andamańskie, kierując się położeniem gwiazd i korzystając z prądów morskich, kilkaset osób tkwi na wysepce Koh Lao, w odległości 40 minut drogi łodzią motorową od miasta Ranong. Mieszkają tam na stałe, mimo że nie mają tajlandzkiego obywatelstwa.

 

Pełna wersja artykułu dostępna w 1 numerze "Forum".

Reklama

Warte przeczytania

Czytaj także

null
Świat

Lęk przed drugą Jałtą. Trzech drapieżców gra już nowy koncert mocarstw? Trudny czas dla Europy i Polski

Amerykańska interwencja w Wenezueli i zapowiedzi Donalda Trumpa o zagarnięciu Grenlandii zapowiadają inny porządek świata. Fatalny dla takich krajów jak Polska.

Tomasz Zalewski z Waszyngtonu
13.01.2026
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną