Ludzkie dramaty na placu Tahrir

To jest nadal rewolucja. Inszallach
Egipska opozycja przegrała referendum konstytucyjne. Dlatego Rasza Elszahid z Ruchu 28 Stycznia prorokuje: jeśli prezydent Morsi nie ustąpi, pokojowe protesty zamienią się w wojnę domową.
Rasza Elszahid z antyrządowej lewicowej organizacji Ruch 28 stycznia.
Przemysław Kozłowski/Polityka

Rasza Elszahid z antyrządowej lewicowej organizacji Ruch 28 stycznia.

Jeden z protestantów na placu Tahrir. Na szyi zawiesił podobiznę prezydenta Mursiego z napisem „Trucizna konstytucji nas zabije.”
Przemysław Kozłowski/Polityka

Jeden z protestantów na placu Tahrir. Na szyi zawiesił podobiznę prezydenta Mursiego z napisem „Trucizna konstytucji nas zabije.”

Przy wejściu do metra zaaranżowano punkt sanitarny, w którym opatruje się rannych w starciach z policją.
Przemysław Kozłowski/Polityka

Przy wejściu do metra zaaranżowano punkt sanitarny, w którym opatruje się rannych w starciach z policją.

Znaleziony na placu Tahrir pocisk ma dowodzić, że w nocy policja użyła ostrych naboi.
Przemysław Kozłowski/Polityka

Znaleziony na placu Tahrir pocisk ma dowodzić, że w nocy policja użyła ostrych naboi.

Potrzebne będzie wiele krwi, by obalić Morsiego – słowa te drobna 30-latka o delikatnej urodzie, w eleganckim płaszczu i z rozpuszczonymi włosami do ramion mówi z pewnością Kasandry. Brzmią groźnie, bo Rasza Elszahid ma dar widzenia. Albo politycznego nosa. Podczas pierwszej rewolucji w styczniu 2011 r. nie przychodziła na plac Tahrir w Kairze, by domagać się ustąpienia prezydenta Hosniego Mubaraka (rządzącego Egiptem od 1981 r.). – Wiedziałam, że jeśli wówczas obalimy dyktatora, zastąpi go jeszcze groźniejszy. Mówiłam, że opozycja demokratyczna nie jest jeszcze gotowa do przejęcia władzy.

Była pewna, że do władzy dojdzie Bractwo Muzułmańskie (skłaniające się ku fundamentalizmowi islamskiemu). Teraz jest pewna, że rządzącego od czerwca 2012 r. Mohameda Morsiego nie będzie tak łatwo usunąć jak Mubaraka, za którego nikt nie chciał się bić. – Za Morsim stoją fanatyczni Bracia. Ludzie nazywają Morsiego faraonem, bo chce sprawować boską władzę.

Rasza od początku zaangażowała się w dogrywkę rewolucji. Cele pozostały te same: wolność i równe prawa dla wszystkich obywateli, sprawiedliwość społeczna, ograniczenie władzy wykonawczej i prezydenckiej, zniesienie specjalnych przywilejów armii, niezależność sądownictwa. Tymczasem napisany przez islamistów projekt nowej konstytucji nadaje władzy wykonawczej jeszcze większe uprawnienia, a poprzez podporządkowanie jej sądu najwyższego ogranicza możliwość pociągnięcia prezydenta i rządu do odpowiedzialności. Utrzymuje przywileje armii. Zasady prawa czerpie z szariatu – islamskiego kodeksu prawnego, a policji daje prawo ingerowania w życie prywatne obywateli dla ochrony moralności i podstawowych wartości egipskiej rodziny.

Lewicowy Ruch 28 Stycznia to obecnie jedna z wielu organizacji antyrządowych. Domaga się ustąpienia prezydenta i nowego projektu konstytucji napisanego przez przedstawicieli całego społeczeństwa. Rasza pełni w ruchu ważną funkcję. Uświadamia działających w różnych organizacjach i partiach opozycjonistów, że mają wspólne cele i nie powinni ze sobą rywalizować. Tym razem wygłasza bardziej optymistyczną prognozę: – Odrobiliśmy lekcję z przeszłości i teraz będziemy potrafili się zjednoczyć. Współpracujemy w ramach Frontu Ocalenia Narodowego.

Masakra

Ciąg dalszy rewolucji zaczął się w poniedziałek 19 listopada 2012 r., w pierwszą rocznicę masakry demonstrantów, na prowadzącej od placu Tahrir do ministerstwa spraw wewnętrznych ulicy Mohameda Mahmouda.

Jesienią 2011 r. ludzie wyszli na ulice, domagając się oddania władzy w ręce cywili. Rządzące od obalenia prezydenta Mubaraka (w lutym 2011 r.) siły zbrojne zgotowały demonstrantom jatkę. Zginęło ponad 40 osób.

Jesienią 2012 r. ludzie chcieli przypomnieć, że przez rok nikt nie został pociągnięty do odpowiedzialności za rzeź. Na ulicy, na której mury budynków pokryte są sugestywnymi malunkami przedstawiającymi zmasakrowane twarze męczenników i karykatury oficerów, znów doszło do zamieszek.

W pierwszym tygodniu demonstracji codziennie przybywało na placu ludzi. Zaostrzały się starcia z policją, która okopała się w dawnym budynku Uniwersytetu Amerykańskiego, przeniesionego obecnie w bezpieczniejsze miejsce. Codziennie z okien uczelni leciały pociski z gazem łzawiącym i gumowe kule. Młodzież i dzieciaki z głowami omotanymi arafatkami odpowiadały kamieniami i koktajlami Mołotowa. Przy wejściu do metra urządzono polowy punkt medyczny, gdzie lekarze i sanitariusze opatrywali rannych dowożonych na motorach.

W piątek 23 listopada plac Tahrir już pękał w szwach. Prezydent Morsi dolał oliwy do ognia, ogłaszając dzień wcześniej dekrety dające mu nieograniczoną władzę.

Czytaj także

Ważne w świecie

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną