Miej własną politykę.

Pierwszy miesiąc prenumeraty w okazyjnej cenie!

Subskrybuj
Świat

Fabryka bohaterów

10 procent buntu

materiały prasowe
Amerykański psycholog społeczny Philip Zimbardo zbadał już, co skłania człowieka do popełniania czynów podłych. Teraz zajął się mechanizmami rządzącymi heroizmem.

O dziesiątej wieczorem więźniowie mają ostatnią tego dnia możliwość wyjścia do toalety. Później będą musieli korzystać z kubła w celi. Z kolei dla strażników to ostatnia okazja, aby upokorzyć uwięzionych. Naciągają im papierowe torby na głowę, skuwają ich ze sobą łańcuchami i na nich pokrzykują. Naczelnik więzienia nadzoruje te zabiegi. Zjawia się młoda pani psycholog i na widok tej sceny po jej policzkach spływają łzy. – Co się z tobą dzieje? – pyta ją przełożony. – Nie mogę tego znieść – odpowiada kobieta, po czym wychodzi. Naczelnik wybiega za nią. – Co z tobą? – krzyczy.

– Jak ty możesz spokojnie na to patrzeć? Już sama nie wiem, kim ty właściwie jesteś. Nie jesteś tym samym człowiekiem, którego pokochałam. Żegnaj! – rzuca kobieta.
Więzienie było jedynie inscenizacją, a rolę jego naczelnika odgrywał amerykański psycholog Philip Zimbardo. Chodziło o eksperyment naukowy dotyczący banalności zła, przeprowadzony w 1971 r. na Uniwersytecie Stanforda w Kalifornii. Młoda pani psycholog (Christina Maslach, która potem wyszła za mąż za Zimbarda) została ona zaproszona przez Zimbarda na wizytację „więzienia” urządzonego w jednej z piwnic na terenie kampusu, aby ocenić realizm eksperymentu, nie odgrywała w nim jednak żadnej konkretnej roli, a ich dyskusja była całkiem na serio. – Postanowiłem go zakończyć następnego ranka – opowiada amerykański psycholog.

Celem tego badania, znanego jako „stanfordzki eksperyment więzienny”, było zaobserwowanie, co się stanie, gdy 24 zupełnie zdrowych psychicznie studentów, którym przydzielono losowo role strażników i osadzonych, będzie pozostawać przez dwa tygodnie w środowisku więziennym.

Zaczyna się od 15 woltów

Inspiracją dla Zimbarda było słynne doświadczenie przeprowadzone w 1963 r. przez Stanleya Milgrama, psychologa z Uniwersytetu Yale. Tysiąc ochotników zwerbowano wówczas do udziału w eksperymencie poświęconym rzekomo badaniom nad pamięcią. Wcielali się oni w rolę nauczycieli i za każdym razem, gdy uczeń (zamknięty w oddzielonym pomieszczeniu) udzielał złej odpowiedzi, mieli za karę razić go prądem. Przy każdym kolejnym błędzie nauczyciele mieli zwiększać napięcie o 15 woltów. – Milgram ustalił, że w celu zachowania kontroli nad uczniami (których reakcje były symulowane) dwie trzecie uczestników posuwało się aż do końca, aplikując badanym potencjalnie śmiertelny wstrząs o napięciu 45 woltów – przypomina Zimbardo. On sam chętnie podsumowuje te wyniki jednym zdaniem: Całe zło zaczyna się od 15 woltów.

 

Pełna wersja artykułu dostępna w 3 numerze "Forum".

Reklama

Warte przeczytania

Czytaj także

Archiwum Polityki

Niepokorni

Historię PRL odmierza kilka dat społecznych protestów przeciw ludowej władzy, zwykle brutalnie lub krwawo tłumionych. W 1956 r. – czerwiec, w 1968 r. – marzec, w 1970 r. – grudzień, w 1976 r. – znów czerwiec... I gdyby nie tamte zdarzenia sprzed 30 lat, nie byłoby pewnie sierpnia 1980 r. i wyjątkowej polskiej drogi do wolności.

Marcin Kołodziejczyk
13.05.2006
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną