Miej własną politykę.

Pierwszy miesiąc prenumeraty w okazyjnej cenie!

Subskrybuj
Świat

Marlin na haczyku

Wędkarski parnas

materiały prasowe
Skuszeni opowieścią pióra Ernesta Hemingwaya zamożni wędkarze z całego świata próbują zmierzyć się z wielką rybą.

Zaczyna się już ściemniać, gdy z głośnika pada zapowiedź, że wkrótce do brzegu przybije ostatnia tego dnia łódź. Setki ludzi na przystani w Cabo San Lucas, niedużym meksykańskim mieście na południowym krańcu Półwyspu Kalifornijskiego, w napięciu wstrzymuje oddech, gdy biały jacht zbliża się do brzegu w eskorcie mniejszych łódek. Z pokładu 15-metrowej luksusowej łodzi Shambala sześciu mężczyzn pozdrawia tłum, wymachując wędkami.

Na przystani panuje atmosfera iście karnawałowa. Błyskają flesze, słychać oklaski, śmiechy i krzyki, ludzie się rozpychają, żeby lepiej widzieć. Wśród tłumu są klienci, którzy wybiegli z restauracji, zostawiając niedokończony posiłek, taksówkarze niemający teraz żadnych pasażerów, strażnicy miejscy, turyści i marynarze, którzy przyszli zobaczyć, co się dzieje.

Drań na wadze

Po kilku minutach załoga jachtu wreszcie ściąga brezent, odsłaniając potwora. Jest tak wielki, że potrzeba czterech dorosłych mężczyzn, aby przenieść masywne cielsko na wózek. – That’s a big son of a bitch! (Ale wielki sukinsyn!) – komentuje amerykański turysta stojący w długiej procesji ciekawskich. Odprowadzają zdobycz aż do stanowiska ważenia na samym końcu nabrzeża. Pochód posuwa się woli, aby każdy mógł podziwiać ciało potwora wyciągniętego z głębin. Można by pomyśleć, że to orszak pogrzebowy.

 

Pełna wersja artykułu dostępna w 3 numerze "Forum".

Reklama

Warte przeczytania

Czytaj także

Społeczeństwo

Spacerek pod lufą. Jak zwykli Polacy polują na myśliwych

Czy sprzeciw zwykłych obywateli może położyć kres polowaniom na zwierzęta? Sezon łowiecki właśnie się rozkręca.

Przemysław Ziemacki
03.10.2022
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną