Piszemy o wszystkim, co ważne

Codziennie coś nowego. Bądź w centrum wydarzeń.

Subskrybuj
Świat

Połowa mojej duszy

Dziedzictwo jasnowidza

materiały prasowe
Tłumaczył mi, że chcąc być wolną, zamykałam się w więzieniu – María Kodama wciąż żyje życiem swego zmarłego męża Jorge Luisa Borgesa.

Skąd po śmierci pisarza wiadomo, że odegrał ważną rolę? Co świadczy o jego wielkości?
María Kodama: Pisarze, zdaniem wielu ludzi, po śmierci trafiają na pewien czas do otchłani czyśćcowej. A ich dzieła żyją nadal.

Poza Borgesem, który tego nie potrzebował.
Rzeczywiście, w jego przypadku tak nie było. To właśnie mówią mi wszyscy dokoła: że wciąż żyje, jest obecny. O to chodzi w mojej pracy.

Nie ma studiów, na których można by się było nauczyć, jak pielęgnować spuściznę po pisarzu. Jak uczą się tego wdowy i spadkobiercy? Bo przecież jedni twórcy błyszczą pełnym blaskiem, a inni popadają w zapomnienie...
Usiłuję robić to najlepiej jak umiem. W pewnym sensie byłam do tego przygotowana, studiowałam literaturę, znam kilka języków, to narzędzia, którymi posługuję się w swojej pracy. Spędziłam z nim całe życie, odkąd skończyłam 16 lat. Od jego śmierci minęło już 26 lat, a ja wciąż jestem z nim. Życie przygotowywało mnie do tego, co mnie spotkało. Uczestniczę w różnych spotkaniach, organizuję konferencje, wygłaszam odczyty, spotykam się z wykładowcami, założyłam fundację, analizuję jego twórczość.

Te wszystkie działania składają się na tajemniczy cud, w którym współuczestniczy wiele osób. Dzięki temu udaje nam się utrzymać go przy życiu, mimo że już odszedł. A to – jak mówi mi wielu ludzi – bardzo trudno osiągnąć. Ale najważniejsza jest miłość. Bo jeśli jej nie ma, nie sposób zajmować się tym dzień w dzień

 

Pełna wersja artykułu dostępna w 3 numerze "Forum".

Reklama

Warte przeczytania

Czytaj także

Świat

Franciszek szokuje, gdy mówi o wojnie. O co mu chodzi?

Papież Franciszek wprowadził pół świata w osłupienie swoimi komentarzami na temat wojny w Ukrainie. Kręci, lawiruje i nie chce wprost nazwać najeźdźców – najeźdźcami, a ofiar – ofiarami agresora. Trudno też pojąć, czemu Franciszek chce jechać do Moskwy, do której i tak go nie zapraszają, i rozmawiać z Putinem. Bo tylko on ma klucze do bram pokoju?

Adam Szostkiewicz
12.05.2022
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną