Audiofil w stylu retro

Brzęk – i Bach
Zapomniany instrument sprzed wieków, ukochany przez Jana Sebastiana Bacha, został odtworzony dzięki nawiedzonemu lutnikowi z Węgier.
materiały prasowe

Tihamér Romanek często śni o Janie Sebastianie Bachu. A mówiąc dokładniej, śni mu się, że się z nim spotyka. Genialny kompozytor odwiedza Romanka w jego domu nad jeziorem Velence w środkowych Węgrzech, zasiada przy klawesynie lutniowym zbudowanym przez gospodarza i wykonuje kilka swoich utworów. Obaj są uszczęśliwieni swoim towarzystwem. Nic dziwnego, że mistrz Jan Sebastian jest zachwycony: węgierski lutnik odtworzył w XXI w. dawno zapomniany instrument, klawesyn w kształcie lutni, używany w połowie XVIII stulecia. Na całym świecie istniało co najwyżej dziesięć egzemplarzy tego instrumentu, a do naszych czasów nie przetrwał żaden. Nie zachował się też żaden rysunek ani opis techniczny. Wiadomo tylko, że Bach zachęcał do jego produkcji. Zależało mu bardzo na tym, aby mieć do dyspozycji instrument, na którym mógłby szarpać lutniowe struny za pośrednictwem klawiatury. Skomponował nawet kilka utworów na ten instrument.

Wewnętrzny głos

Po śmierci Bacha lautenwerk wyszedł z użycia. A że wszystkie modele przepadły, nie sposób było odtworzyć go w identycznym kształcie, z zastosowaniem tej samej konstrukcji i rozwiązań technicznych. Wielu próbowało, zwłaszcza spośród producentów klawesynów, ale nikomu się nie udało. Kluczem do sukcesu Romanka jest to, że podszedł do sprawy nie jak konstruktor klawesynu, tylko jak lutnik. Jak sam mówi, wykonując swój fach, nauczył się operować bardzo cienkimi deszczułkami i strunami, a klawesyn lutniowy ma niezwykle lekką konstrukcję. Przez długi czas 58-letni obecnie mistrz budował wyłącznie lutnie. Za te, które wykonywał na zamówienie, brał pieniądze, ale nigdy nie było to jego głównym źródłem utrzymania. Przed 30 laty uzyskał dyplom lekarza foniatry i uprawiał także ten zawód, pracując z upośledzonymi dziećmi w wyspecjalizowanych placówkach.

Romanek jest pasjonatem, który ekscytuje się wszystkim, co go otacza. O klawesynie lutniowym nie mówi inaczej, jak tylko z wielką emfazą. Jest jednym z tych nielicznych ludzi, którzy mówią, że są szczęśliwi. Nawet gdyby spał na pieniądzach, to i tak dalej śniłby o Bachu i robił dokładnie to samo co teraz. Codziennie wstaje z łóżka, ciesząc się, że może dotykać instrumentu, kształtować go, upiększać, lakierować i wydobywać z niego dźwięki. Nie jest muzycznym wirtuozem, choć pobierał lekcje gry na gitarze. A potem już całkiem sam nauczył się grać na innych instrumentach, strunowych i wyposażonych w klawiaturę. Dźwięk violi da gamba robi na nim większe wrażenie niż sam utwór muzyczny.

 

Artykuł pochodzi z najnowszego 4 numeru tygodnika FORUM w kioskach od poniedziałku 28 stycznia 2013 r.

Ważne w świecie

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną