Co można urządzić w odświęconym kościele?

Odświęcone
Kiedyś były świątyniami. Zapomniane przez wiernych i odarte ze świętości, służą dziś pomniejszym bogom. W odświęconych kościołach można zamieszkać, naprawić samochód, zjeść obiad, obejrzeć film, szukać kredytu albo się upić. Dla jednych to świętokradztwo, dla innych – wymowny znak czasu.
Gattopardo cafe, od 2001 r. popularny w Mediolanie klub; niegdys kościół pod wezwaniem św. Józefa.
Andrea Di Martino/Picturetank/Picturetank

Gattopardo cafe, od 2001 r. popularny w Mediolanie klub; niegdys kościół pod wezwaniem św. Józefa.

Warsztat samochodowy w Luisago; do 1966 r. kosiółek Matki Bożej Śnieżnej.
Andrea Di Martino/Picturetank/Picturetank

Warsztat samochodowy w Luisago; do 1966 r. kosiółek Matki Bożej Śnieżnej.

Bank w antycznej siedzibie kościoła św. Sabiny w Genui; odświęcony w 1951 r.
Andrea Di Martino/Picturetank/Picturetank

Bank w antycznej siedzibie kościoła św. Sabiny w Genui; odświęcony w 1951 r.

Luisago, maleńka mieścina pod Como. Pod koniec XIX w. licząca wówczas niecałe 500 dusz społeczność wystawiła sobie banalny architektonicznie kościółek Matki Bożej Śnieżnej. Gdy mieścina rozrosła się do 2,5 tys. mieszkańców, wierni wznieśli większą świątynię, a starą w 1966 r. kupił mechanik samochodowy. Od 1985 r. budynek należy do mediolańskiego łańcucha warsztatów Autofficina Corti. Pod śnieżnobiałymi, eleganckimi łukami sklepień, tam, gdzie kiedyś był ołtarz, zamiast dusz, leczą dziś samochodowe silniki.

O ile w Nowym Jorku czy Londynie takie przeobrażenia dawnych kościołów już dawno przestały dziwić, w katolickiej Italii triumf profanum nad sacrum nadal wywołuje emocje, a nawet fascynację artystów. Fotografik Andrea Di Martino w cyklu „Messa è finita” (Msza jest skończona) udokumentował tak przepoczwarzone miejsca religijnego kultu i w 2010 r. otrzymał za to prestiżową nagrodę im. Amilcare G. Ponchiellego (zmarłego w 2001 r. guru włoskich fotoedytorów) za najlepszy projekt fotograficzny roku. Artysta tłumaczył: „Zacząłem ten projekt przypadkiem w Lombardii, a potem poszukiwania zdekonsekrowanych kościołów stały się moją obsesją. Szukałem ich po całej Italii, szczególnie poprzez agencje nieruchomości, ale najwięcej znalazłem na stronach internetowych plantatorów winorośli”. Di Martino zdaje sobie sprawę, że jego prace mogą zostać odczytane jako ilustracja zmierzchu religii, ale zapewnia, że chodziło mu o „uchwycenie statycznej architektury, pozbawionej ducha i ludzkiej obecności”, a przede wszystkim o ukazanie fascynujących, zaskakujących form rewaloryzacji.

Di Martino w peregrynacjach po odświęconych kościołach natknął się na imponujące dowody ludzkiej inwencji, wyrafinowania i taniej powierzchowności, pietyzmu i kompletnego braku szacunku dla uduchowionej przeszłości. Były też, jak podkreśla, porywającą lekcją historii, której próżno szukać w podręcznikach: dziejów nigdy niespisanych, zapomnianych, obrosłych lokalnym mitem, zaklętych w kamieniach węgielnych, portalach, łukach sklepień i witrażach.

Inne ołtarze

Kościół św. Józefa w Mediolanie wzniesiono w 1927 r. przy via della Francesca, w rozbudowującej się wówczas północy miasta. Bombastyczny, pretensjonalny, neorenesansowy budynek był pomnikiem pychy i bezguścia architektów, a co gorsza, również własnością władz miejskich, co stało się zalążkiem wieloletnich kłótni o to, kto ma ponosić koszta utrzymania: parafia czy włodarze miasta? Konflikt skończył się dla kościoła smutno. W 1971 r. świątynia została dekonsekrowana, a parafia wystawiła sobie za rogiem mniejszy, ale własny kościół. Stary przez pewien czas służył jako magazyn, ale generalnie przez blisko 30 lat stał i niszczał.

Nowe, hałaśliwe i kolorowe życie tchnął w budowlę 47-letni dziś Pino Scalise, urodzony nieopodal wzięty biznesmen i właściciel modnych nocnych lokali w centrum miasta. – Znam ten kościół od dziecka – wspomina Scalise. – Zawsze intrygowały mnie te majestatyczne, imponujące, ale niestety wciąż zamknięte wrota. Pod koniec lat 90. w okolicy mówiło się, że kościół wyburzą i postawią tam supermarket. Więc postanowiłem go uratować, bo przecież jest częścią mego dzieciństwa. Kupiłem i zamieniłem w świątynię rozrywki.

Tak w 2001 r. w dawnym kościele św. Józefa powstała Gattopardo cafè. Od tej pory lokal to żelazny punkt mediolańskiej movidy, jak z hiszpańska Włosi nazywają clubbing i nocne łazikowanie po mieście. Lokal jest ekstrawagancki i wyjątkowy – jak właściciel. Pino Scalise, kolekcjoner starodruków i antycznych zegarków, jest poza tym entuzjastą i wybitnym znawcą historii, architektury i kultury Sycylii Burbonów.

Zbieżność nazwy lokalu z tytułem najbardziej znanej włoskiej powieści Tomasiego Di Lampedusy (po polsku „Lampart”), której akcja toczy się na wyspie w czasach schyłku dynastii i jednoczenia Włoch, nie jest przypadkowa. Cały wystrój wnętrza, z liczącym 65 tys. kryształowych łez żyrandolem, fotelami i owalnymi stolikami o wygiętych nogach, obłymi szezlongami, balkonami z wijącą się jak wąż balustradą na zdobionych tralkach – przypomina dawną świetność pałaców burbońskiej arystokracji. Jakby żywcem wyjęte z ekranizacji „Lamparta” Viscontiego z Claudią Cardinale.

Czytaj także

Ważne w świecie

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną