Na Kubie jak w „Misiu”
Yoani Sanchez z kubańskim paszportem.
Alejandro Ernesto/EPA/PAP

Yoani Sanchez z kubańskim paszportem.

Do 21 razy sztuka. Tyle wniosków o wydanie paszportu złożyła przez ostatnie kilka lat Yoani Sanchez, najbardziej znana kubańska dysydentka i autorka czytywanego na całym świecie bloga „Generacion Y”. Zjadliwej krytyczce władzy zawsze odmawiano wystawienia białej karty, czyli jedynej na świecie wizy wyjazdowej, wprowadzonej zaraz po rewolucji w 1959 r. Ale na początku stycznia, w ramach reform, które mają uzdrowić ledwie zipiącą komunistyczną gospodarkę, dokument został zniesiony – rząd ma nadzieję, że liczni emigranci zarobkowi będą przysyłać do domu bardzo potrzebne na wyspie dolary. Do urzędów jeszcze przed świtem ustawiają się więc kolejki, bo chociaż biała karta przeszła do historii, to paszporty wciąż wydaje się jak w „Misiu” Barei.

Sanchez złożyła wniosek o wyjazd bez większych nadziei, bo zgodnie z łatwymi do nadinterpretacji przepisami dokumentu można nie wydać, jeżeli wyjazd jego posiadacza „godzi w interes narodowy”. Jednak ku swojemu zaskoczeniu blogerka paszport dostała. I teraz ma kłopot, bo jak wyjedzie, może nie móc wrócić.

Ważne w świecie

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną