Miej własną politykę.

Pierwszy miesiąc prenumeraty tylko 9,90 zł!

Subskrybuj
Świat

Obrona nieklerykalna

Polski rząd chce bronić chrześcijaństwa

Premier Tusk i minister Sikorski są gotowi bronić praw chrześcijan (Sikorski) i kultury chrześcijańskiej (Tusk). Sikorski dodaje, że „na tyle, ile to możliwe”.

Więc bronimy totalnie czy tylko częściowo? I w jaki sposób? Na czym konkretnie ma polegać deklarowana przez premiera w liście do nowego papieża „umacnianie więzi współpracy ze Stolicą Apostolską w tej dziedzinie”?

Niezbyt zręcznie to brzmi, ale pal sześć. Moim zdaniem problem nie jest wyssany z klerykalnego palca premiera czy ministra. To po prostu fakt, że w świecie islamskim, ale też w Indiach czy Chinach, mniejszości chrześcijańskie (to znaczy nie tylko katolickie) są atakowane i dyskryminowane. Sytuacja jest szczególnie dramatyczna na Bliskim Wschodzie, od Syrii po Egipt i Saudię.

Nie zawsze stoją za tym rządy, bo często pogromy chrześcijan urządzają oddolnie zwykli muzułmanie czy hinduiści na odwiecznej zasadzie niechęci do innych czy obcych. Ale bywa i tak, że represje są elementem polityki państwowej, na przykład w Chinach w stosunku do Kościoła podziemnego, lojalnego wobec papieża.
Wobec tego odruch solidarności wydaje się tu naturalny. Także w sensie deklaracji politycznej. W praktyce na deklaracjach się kończy i inaczej być nie może, bo przecież rząd Tuska wraz z prezydentem Komorowskim nie planują, o ile wiem, nowej krucjaty. Tym bardziej nie planuje jej Unia Europejska. Ale wartości, jakie wyznajemy w demokracji, nie mogą być podzielne.

Skoro za standard uważamy ochronę praw mniejszości, to ta zasada każe nam ująć się także za prawami chrześcijan tam, gdzie są naruszane. Dlatego w sumie stanowisko polskich polityków wydaje mi się zdrowe. Jest też głębszy powód, by się z nimi zgodzić w tej kwestii.

W Europie próby ułożenia jakiegoś modus vivendi z tutejszymi muzułmanami przynoszą dziś słabsze wyniki niż przed epoką globalnego dżihadu. Ale wydaje mi się, że to zagraża nie tyle kulturze chrześcijańskiej, ile Europie jako pewnemu projektowi polityczno-ideowemu. Może jest tak, że kto broni tego projektu przed wszelkimi fanatyzmami, ten w istocie broni też kultury chrześcijańskiej. Jestem pewien, że zarówno Tusk, jak Sikorski, to dobrze rozumieją.

Więcej na ten temat
Reklama

Warte przeczytania

Czytaj także

Rynek

Kim pan jest, panie W.? Skąd się wziął i na czym dorobił cichy bohater afery taśmowej

Cała Polska usłyszała o zeznaniach Marcina W. Najpierw, że Marek Falenta sprzedał Rosjanom słynne „taśmy prawdy”; potem, że Michał Tusk przyjął 600 tys. euro łapówki. Ale równie ciekawe jak zeznania są biznesy Marcina W. I jego związki z CBA.

Marek Czarkowski
05.12.2022
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną