Oferta na pierwszy rok:

4 zł/tydzień

SUBSKRYBUJ
Osoby czytające wydania polityki

Wiarygodność w czasach niepewności

Wypróbuj za 24,99 zł!

Subskrybuj
Świat

Tchórzliwa odwaga

Polski antysemityzm w niemieckiej telewizji

Znakomity historyk niemiecki Ulrich Wehler powiedział dziennikowi „Die Welt”, że aktem odwagi było pokazanie w trzyczęściowym filmie drugiego programu telewizji niemieckiej ZDF „Nasze matki, nasi ojcowie” antysemityzmu polskich partyzantów z Armii Krajowej. W domyśle: bo dotychczas to było tabu.

Z kolei u nas pojawiło się oburzenie, że Niemcy znowu wycierają sobie sumienie polskim antysemityzmem. Na podobne pytanie dziennikarzy „Die Zeit” reżyser filmu Nico Hofmann odpowiedział, że o co chodzi, przecież pokazał rolę SS. Wbrew opinii Wehlera wskazywanie na polski antysemityzm nie wymaga w Niemczech specjalnej odwagi, bo jest wspominany przy każdej debacie o Holocauście. Natomiast wbrew opinii niektórych naszych komentatorów, nie jest prawdą, że Niemcy nie mają moralnego prawa o nim mówić. Problem w tym, jak i w jakim celu mówią.

W „Naszych matkach, naszych ojcach” polski epizod drażni nie tym, że gdy jeden z chłopów dostarczających żywność akowcom pyta: „A czy są u was Żydzi?”, odpowiedź brzmi: „Nie, bo gdyby byli, to byśmy ich potopili jak koty!”. Polska sekwencja drażni tym, że w odróżnieniu od epizodów rosyjskich i ukraińskich, nie mówiąc już o niemieckich, jest sklecona byle jak. Bez żadnej prawdy psychologicznej i z kłamliwie przemilczanym tłem politycznym. Widać, że autorów kraj, w którym lokują akcję, nic nie obchodzi.

Zresztą w pierwotnym scenariuszu miało Polski nie być. Viktor – niemiecki Żyd, jeden z piątki przyjaciół, których widz poznaje latem 1941 r. w czasie pożegnalnego party tuż przed inwazją ZSRR, miał uciec do Francji i wrócić w amerykańskim mundurze. Ponieważ Ameryka okazała się dla filmowców za droga, więc ze stereotypów sklecono „polski” scenariusz. Efekt jest kuriozalny. Aktorka, która gra Polkę, mówi łamaną niemczyzną, ale za to po polsku z niemiecką wymową. Jest lato 1944 r., ale w rozmowach nie wspomina się ani o powstaniu warszawskim, ani o Katyniu.

Jeszcze jedna zmarnowana okazja do rzetelnego wpisania do niemieckiej świadomości polskiego aspektu w niemieckiej historii drugiej wojny.

Więcej na ten temat
Reklama

Warte przeczytania

Czytaj także

null
Kraj

Czy oddawać Ukrainie polskie patrioty? NATO naciska, presja rośnie, Warszawa odmawia

Międzynarodowa presja na Polskę nie maleje – zapewne będzie rosła do szczytu w Waszyngtonie, któremu potrzeba „sukcesu". W którymś momencie Warszawa może być nawet napiętnowana za opór, zwłaszcza jeśli na podarowanie Ukrainie świeżo kupionych patriotów zdecydują się Rumunia lub Szwecja.

Marek Świerczyński, Polityka Insight
14.05.2024
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną