Świat

Siostra Teresa od Oburzonych

Hiszpania: siostra Teresa od Oburzonych

Benedyktynka Teresa Forcades postanowiła aktywnie wejść do polityki. Benedyktynka Teresa Forcades postanowiła aktywnie wejść do polityki. Llluis Gene/AFP / EAST NEWS
Zadarła już z firmami farmaceutycznymi i z kościelną hierarchią. Wzywa do obalenia kapitalizmu. A wszystko to robi w habicie. Benedyktynka Teresa Forcades, która w Katalonii ma już status ikony lewicy, właśnie wchodzi do polityki.
Protest Oburzonych w Barcelonie. Maj 2011 r.Marcello Vicidomini/Wikipedia Protest Oburzonych w Barcelonie. Maj 2011 r.

Na początku kwietnia siostra Teresa Forcades i ulubiony ekonomista Oburzonych Arcadi Oliveras ogłosili, że zakładają ugrupowanie, które wystartuje w katalońskich wyborach w 2016 r. Nie nową partię, ale platformę obywatelską, otwartą dla partii, zwykłych ludzi i liderów społecznych. Cel: niepodległość Katalonii i nowa konstytucja, ale przede wszystkim zmiana modelu ekonomiczno-politycznego. – Chcemy niepodległej Katalonii, ale nie rządzonej przez banki – mówią.

W ciągu dwóch tygodni pod ich manifestem podpisało się w Internecie 20 tys. osób. Choć Katalończycy są zaskoczeni nagłym przejściem dwóch znanych postaci do polityki, przyjęli inicjatywę jak łyk świeżego powietrza. Polityczny krajobraz rysuje się bowiem przygnębiająco. Kryzys, ostre cięcia socjalne i przeżerająca hiszpańskie instytucje korupcja przyczyniły się do bezprecedensowego krachu zaufania do polityki, partii, monarchii i innych instytucji publicznych. Według niedawnych badań ośrodka Metroscopia dla dziennika „El Pais”, tylko 11 proc. Hiszpanów ufa rządowi.

Na tym tle charyzmatyczna mniszka z sercem po lewej stronie i dyplomem z Harvardu jawi się jako polityczna odkupicielka.

Na przekór grypie

To, że siostra Teresa została obdarzona przez stwórcę charyzmą, stało się jasne już w 2009 r., kiedy wyprodukowane przez nią własnym sumptem nagranie wideo zobaczyło pół miliona osób. Obalała w nim mity związane z rzekomą epidemią świńskiej grypy. Po czasie okazało się, że w dużym stopniu miała rację. Zaraz później okazało się również, że ma sporo do powiedzenia na inne tematy. Hiszpanie nagle spostrzegli, że w Kościele katolickim jest ktoś, kto przemawia zupełnie innym językiem niż ten, do którego przywykli w świątyniach.

W telewizyjnym wywiadzie powiedziała, że jest zwolenniczką podawania tabletki „dzień po” ofiarom gwałtów ze względów humanitarnych i że Kościołowi potrzebne jest bardziej humanitarne podejście do aborcji. Uznaje ją za „decyzję nierozłączną z wolnością osobistą matki” i sprzeciwia się jej penalizacji. Publicznie broni praw homoseksualistów i krytykuje brak demokracji wewnątrz Kościoła. Jako znawczyni teologii feministycznej dowodziła wielokrotnie, że z teologicznego i biblijnego punktu widzenia nie ma przeciwwskazań wobec kapłaństwa kobiet.

Kościołowi wytykała też, że jego bogactwo – zwłaszcza w czasach kryzysu – to skandal i że zamiast koncentrować się na obyczajach, powinien zwrócić większą uwagę na ekonomiczny wyzysk w krajach pozbawionych praw pracowniczych. Teraz mówi: – Żyjemy w dyktaturze rynków. Potrzebujemy nowego modelu. I to pilnie.

Trudno się z nią skontaktować, bo jest oblegana przez media. Przyznaje, że cisza i kontemplacja, dla których wybrała życie w zakonie, są chwilowo ograniczone na rzecz aktywności publicznej. Ale wierzy, że równowaga wróci. – To z ciszy i modlitwy czerpię siłę i gdyby nie one, nie miałabym nic do powiedzenia – mówi ze śmiechem. Jest bezpośrednia i sympatyczna. – Zamiast przyjmować katastroficzny punkt widzenia na zasadzie: jest tak źle, że zakonnica musiała się zająć polityką, wolę mówić, że im ktoś dalej od systemu, tym większa szansa, że uda mu się go zmienić – wyjaśnia. I przekonuje, że obecny system partyjny i profesjonalna polityka to tylko pozory demokracji: – Nie da się ich naprawić od środka, trzeba zmienić reguły gry.

Niełatwo ją zaszufladkować. Wychowała się w niewierzącej rodzinie, gdzie Kościół i monarchia były uważane za przestarzałe instytucje. Ewangelię przeczytała przypadkiem w wieku 15 lat. Do klasztoru wstąpiła jednak dopiero przed trzydziestką. Wcześniej skończyła medycynę w Hiszpanii i USA oraz studia teologiczne na Harvardzie. Ma dwa doktoraty.

Pierwsza książka teologiczna, którą przeczytała, to „Jezus Chrystus Wyzwoliciel” brazylijskiego eksfranciszkanina Leonarda Boffa, jednego z orędowników teologii wyzwolenia. Do dziś jest pod wrażeniem tej lektury. Krytykuje kapitalizm jako nieetyczny, bo zmusza ludzi do rywalizacji. Nie jest – jak zastrzega – przeciwniczką przedsiębiorczości, upomina się jednak o solidarny podział dóbr i cytuje anarchistyczną definicję wolności: „Jednostka nie jest wolna, dopóki wolni nie są wszyscy”. Często przypomina, że wskutek kryzysu Hiszpania stała się jednym z krajów europejskich o największych nierównościach. Sprzeciwia się polityce cięć i mówi, że gdyby skutecznie ścigać oszustwa podatkowe, oszczędności budżetowe nie byłyby wcale potrzebne. Dodaje, że zawsze podziwiała Hugo Cháveza za zmniejszenie skrajnej nędzy i walkę z analfabetyzmem.

Reprymenda z Watykanu

Siostra Teresa jest wyjątkiem potwierdzającym regułę, a nie odzwierciedleniem szerszych tendencji w hiszpańskim Kościele – mówi dziennikarka Eulalia Tort, która przeprowadziła z nią wywiad rzekę. – Można się z nią zgadzać lub nie, ale jest konsekwentna w swoim przekonaniu, że duch Ewangelii zawiera się w byciu z najsłabszymi. Nie boi się mówić tego, co myśli, nawet jeśli naraża się na kłopoty i krytykę.

Gdy zabrała głos w sprawie aborcji, reprymendę dostała z samego Watykanu. Choć nie jest bynajmniej zwolenniczką przerywania ciąży i wskazywała raczej na konieczność debaty, od tamtego czasu woli nie wypowiadać się na ten temat. Przekonuje jednak, że każda jej krytyka Kościoła wynika z miłości i prawdziwej troski.

Na pytanie, czy aktywność polityczną można pogodzić z habitem, mówi, że to niemożliwe tylko w przypadku partyjnej polityki, a na takiej jej nie zależy. Wraz z Arcadim Oliverasem chcą być inspiratorami procesu ponad podziałami. Sami kandydować nie zamierzają. Mówi, że swoją polityczną inicjatywę konsultowała z biskupem. – Jezus nie pyta, czy kochasz bliźniego głęboko w sercu, tylko czy poszedłeś go odwiedzić w więzieniu albo podzieliłeś się z nim chlebem – przekonuje. – Sprawiedliwość społeczna to dla mnie wierność Bogu.

„Polityka to dziś sport wysokiego ryzyka, do którego nikt nie chce się pchać” – ironizował na łamach barcelońskiego dziennika „Ara” publicysta Toni Soler, odnosząc się do planów siostry Teresy. Duet Forcades-Oliveras przekonuje jednak, że polityce da się przywrócić godność. Ich manifest to zbiór postulatów Oburzonych: wywłaszczenie prywatnych banków i obrona etycznej bankowości publicznej, eliminacja przywilejów klasy politycznej, godne wynagrodzenie i emerytury, walka z korupcją, ekologiczna gospodarka i wyjście z NATO.

Choć do współpracy chcą zachęcić lewicowe partie, mówią, że szukają nowych liderów, niezwiązanych z tradycyjną polityką. Późniejszych kandydatów do parlamentu mieliby wyłonić w demokratyczny sposób członkowie ich platformy. Na oku mają rzeczniczkę zyskującego coraz większy rozgłos stowarzyszenia Platforma Poszkodowanych przez Hipoteki, Adę Colau, choć ona zapowiada, że instytucjonalna polityka jej nie interesuje. Ta strategia może jednak okazać się skuteczna, bo – jak pokazują badania opinii publicznej – to właśnie ruchy społeczne i organizacje pozarządowe, przejmujące coraz więcej funkcji nierealizowanych przez podupadłe państwo, cieszą się największym zaufaniem Hiszpanów (81 proc.).

Szansa dla niesplamionych

Niezależnie od tego, czy inicjatywa odniesie sukces, wiele mówi o nowych formach uprawiania polityki w czasach kryzysu nie tylko gospodarki, ale i mechanizmów reprezentacji. Hiszpańscy politolodzy zwracają uwagę, że między skompromitowaną klasą polityczną i wyborcami powstała wolna przestrzeń, gotowa do zagospodarowania. – To szansa dla postaci spoza dotychczasowego spektrum politycznego, niesplamionych – mówi prof. Joan Subirats, politolog z Uniwersytetu Autonomicznego w Barcelonie. Przekonuje, że polityczna świeżość to ich siła i słabość. Przywołuje też postać Beppe Grillo, komika, który zatrząsł sceną polityczną we Włoszech. – Swoją horyzontalną partią nie partią pozbawioną liderów pokazał, że wszyscy mogą uprawiać politykę, że rzeczy można wziąć wspólnie w swoje ręce. To element odnowy, przy wszystkich innych zastrzeżeniach, jakie do niego mogę mieć – mówi Subirats.

Wejście społecznych liderów na polityczną scenę to też znak, że kultura protestu odciska coraz wyraźniejszy ślad na życiu politycznym. W Hiszpanii Oburzeni mieli już kilka politycznych wcieleń, choć jak dotąd są to inicjatywy niewielkich rozmiarów: w zeszłym roku do katalońskiego parlamentu weszło ugrupowanie CUP (Candidatura d’Unitat Popular), które jest zrzeszeniem lewicowych grup wyrastających z oburzonych „miejskich zgromadzeń”. Parę miesięcy temu członkowie ruchu 15-M powołali też internetową Partię Przyszłości X, która opowiada się za wolną kulturą, wolnym software’em i bezpośrednim uczestnictwem obywateli w tworzeniu prawa.

Dylemat: zmieniać politykę od zewnątrz czy od środka, przed którym stoją ruchy protestu, pozostaje jednak nierozstrzygnięty. – Co z tego wyniknie, nie wiadomo, ale formy uprawiania polityki zmieniają się na dobre – mówi Joan Subirats. Oprócz tradycyjnych wymiarów, jak lewica i prawica, dochodzi nowy: stara i nowa polityka. Nowe inicjatywy przypominają, że polityka to nie tylko profesja, ale jak u swojego zarania kolektywna odpowiedź na wspólne problemy. A dziś zawodowi politycy są widziani nie jako część rozwiązania, ale jako problem.

To samo twierdzi siostra Teresa Forcades i opowiada, jak niedługo po wstąpieniu do zakonu przeżyła poważny kryzys wywołany tym, że zamiast oddawać się intelektualnej karierze, musiała zająć się wyrobem ceramiki. Powiedziała sobie wówczas: „Albo wszechmocny Pan Bóg mnie zmieni i to polubię, albo to ja zmienię zasady, które tu rządzą”. Stanęło na tym drugim. Teraz los ceramiki może podzielić stara partyjna polityka.

Aleksandra Lipczak z Barcelony

Polityka 19.2013 (2906) z dnia 07.05.2013; Świat; s. 48
Oryginalny tytuł tekstu: "Siostra Teresa od Oburzonych"
Więcej na ten temat

Warte przeczytania

Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Kultura

„Motel Polska”, czyli perwersyjna propaganda PiS

O nie, „Motel Polska” to nie jest produkcja żenująca. Nie jest obciachem, popisem złego gustu i amatorszczyzny. To produkt jak najbardziej przemyślany, diablo przewrotny i wyrachowany.

Jan Hartman
01.12.2020
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną