Dlaczego Izrael atakuje Syrię?

Sami
W sprawie Syrii pierwsi stracili cierpliwość Izraelczycy. Gdy poczuli się zagrożeni, zaatakowali. I zrobią to ponownie, nawet gdyby wojna domowa miała się rozlać na cały region.
Modlący się żołnierze z oddziału izraelskich czołgów, stacjonującego na Wzgórzach Golan w pobliżu granicy z Syrią, maj 2013 r.
Menahem Kahana/AFP Photo/EAST NEWS

Modlący się żołnierze z oddziału izraelskich czołgów, stacjonującego na Wzgórzach Golan w pobliżu granicy z Syrią, maj 2013 r.

Bojownicy Wolnej Syryjskiej Armii przy barykadzie na ulicy w Aleppo, maj 2013. Kurtyna ma chronić przed ogniem snajperów.
AFP Photo/STR/EAST NEWS

Bojownicy Wolnej Syryjskiej Armii przy barykadzie na ulicy w Aleppo, maj 2013. Kurtyna ma chronić przed ogniem snajperów.

Przez dwa lata nie odważyli się tego zrobić ani Amerykanie, ani żadna z europejskich potęg. Mimo kolejnych debat poświęconych sposobom zakończenia rebelii w Syrii, mimo dyskusji nad tym, kto będzie w przyszłości rządził w Damaszku, użalający się nad losem Syryjczyków świat nie zrobił tyle, co w ciągu kilku godzin uczyniły dwa skuteczne ataki izraelskich bombowców, które zniszczyły składy nowoczesnej broni na damasceńskim lotnisku i na zboczach góry Kasjun. Naloty z 3 i 5 maja rozpoczęły bardzo ryzykowną sekwencję wydarzeń, która może zmienić nie tylko wewnętrzną sytuację Syrii, rządzonej wciąż przez Baszara Asada, ale również wciągnąć w bezpośredni konflikt sąsiadów Syrii na czele z Izraelem.

Cisza po burzy

Gdy minęła pierwsza fala zaskoczenia izraelskimi atakami, oficjalne reakcje międzynarodowe były już stonowane. Co więcej, niektóre z arabskich rządów w ogóle nie zareagowały na naruszenie syryjskiej suwerenności. Jedynie turecki premier Recep Tayyip Erdog˘an w parlamencie głośno i wyraźnie potępił Izrael za atak na lotnisko w Damaszku. Tureccy komentatorzy twierdzą, że ten incydent może zawiesić rozpoczęte niedawno rokowania dotyczące przywrócenia pełnych stosunków dyplomatycznych między Ankarą a Jerozolimą. Sam rząd syryjski złożył w sprawie izraelskiego ataku oficjalną skargę do Rady Bezpieczeństwa ONZ. Jak dotychczas nikt jej nie rozpatrywał. Prezydent Barack Obama w reakcji na ataki oznajmił natomiast półgębkiem, że Izrael ma prawo do samoobrony.

Mniej więcej w tym samym czasie irański minister spraw zagranicznych Ali Akbar Salehi pojawił się w Ammanie, aby ostrzec Jordańczyków przed pójściem w ślady krajów Zatoki Perskiej, które czynnie wspierają rebeliantów. Minister Salehi usiłował przekonać króla Abdullaha II, iż upadek Asada i związany z tym chaos w Syrii bardziej zagrażają stabilności świata arabskiego niż syjoniści w Jerozolimie.

Jordania, która w 1994 r. podpisała umowę pokojową z Izraelem, wobec wydarzeń ostatniego tygodnia postawiła na neutralność. Król Abdullah, zaplątany w wewnętrzny spór z Bractwem Muzułmańskim, przyjął dotychczas już ponad 400 tys. uchodźców z Syrii. Dziś zagrażają oni stabilności królestwa – nie wiadomo, z jakim miejscowym obozem politycznym zechcą się w przyszłości związać. Zadłużona Jordania nie może zapewnić im godziwego bytu i gdyby nie pomoc finansowa Arabii Saudyjskiej, nie mieliby na kromkę chleba. Król Abdullah uważa, że otwarcie granic dla uciekinierów bez prześwietlania ich poglądów stanowi już wystarczający wkład jego kraju w rozwiązanie syryjskiego konfliktu i nie zamierza reagować na izraelskie ataki.

W ostatnich tygodniach sytuacja w Syrii mocno się skomplikowała. Wspomniana Arabia Saudyjska finansuje nie tylko pomoc humanitarną dla uciekinierów z tego kraju, ale także zbroi tych, którzy prawdopodobnie spowodowali ich ucieczkę. Rijad wspiera 50-tys. oddziały Wolnej Syryjskiej Armii, rekrutujące się w większości z dezerterów, którzy porzucili służbę w wojskach reżymowych. Saudyjczycy opłacają również 37 tys. bardziej umiarkowanych członków Islamskiego Frontu Wyzwolenia Syrii. Z kolei emir Kataru finansuje działalność fundamentalistów, m.in. Wnuków Proroka Mahometa. Ich oddziały, liczące 15 tys. bojowników, za cel stawiają sobie wprowadzenie w Syrii rządów szariatu. Najbardziej radykalna rebeliancka frakcja w Syrii, Front al-Nusra, korzysta w końcu z czynnej pomocy irackiej Al-Kaidy.

Ten bałagan powiększają sami rebelianci, którzy wciąż nie potrafią stworzyć wspólnej reprezentacji politycznej; każde ugrupowanie postrzega przyszłość Syrii przez pryzmat własnych przekonań religijnych; jedyne, co ich łączy, oprócz chęci obalenia rządów Asada, to wrogi stosunek do szyickiego Iranu. Stąd m.in. alians Teheranu z syryjskim dyktatorem. Temu sojuszowi z kolei patronuje Moskwa, ponieważ korzystanie z syryjskich portów Tartus i Latakia umożliwia rosyjskim okrętom swobodny dostęp do Morza Śródziemnego stanowiącego do niedawna niemal wyłączną domenę amerykańskiej floty. W marcu 2013 r. oba porty dostosowane zostały – na polecenie Baszara Asada – do kotwiczenia wielkich jednostek rosyjskiej Floty Czarnomorskiej.

Czytaj także

Ważne w świecie

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną