Broń chemiczna w Syrii: Trzeba zareagować

Naruszenie tabu
Użycie broni chemicznej na znaczną skalę w Syrii 21 sierpnia zmienia obraz krwawej wojny domowej, na którą – mimo jej horrorów, co tu mówić – zobojętnieliśmy w bezsilności.

Do tej pory trzeba było się liczyć z argumentami Asada i jego sojuszników: że w Syrii, inaczej niż w Egipcie czy Tunezji, nie mówiąc już o „Solidarności” w Polsce – opozycja nie organizowała pokojowych demonstracji dla obalenia rządu, lecz wystąpiła z atakami zbrojnymi. Takie ataki każdy rząd zawsze tłumił. Potem już starcia przekształciły się w przewlekłą wojnę. Interwencja z zewnątrz – po doświadczeniach z Afganistanu i Iraku – wydawała się przerastać siły społeczności międzynarodowej.

Od mniej więcej 10 lat w prawie międzynarodowym ugruntowała się doktryna R2P – odpowiedzialności za ochronę. Państwa mają prawo interweniować siłą w stosunki wewnętrzne innych państw, kiedy wymaga tego obowiązek niesienia pomocy cierpiącej ludności. Wydawało się, że tego wymaga przyzwoitość. Jednak właśnie te doświadczenia z Afganistanu i Iraku – gdzie ostatecznie koszty ludzkie, w tym koszty przelanej krwi, także ludności cywilnej były karygodnie wielkie – ostudziły szacunek dla doktryny i prawa R2P. Coraz mniej ludzi popiera interwencje, albo uważa, że interwencja jest obowiązkiem innych, chyba tylko USA. Z kolei prezydent Obama jeszcze w kampanii wyborczej podkreślał, że Waszyngton nie powinien w ogóle ruszać na Irak i do dziś bardzo sceptycznie patrzy na interwencje zagraniczne.

Jednak użycie broni chemicznej narusza tabu, zakorzenione w historii od czasu I Wojny Światowej. Co można zrobić? Doświadczony amerykański strateg, gen. Martin Dempsey wysłał list do przewodniczącego senackiej komisji sił zbrojnych wyłuszczając – z czysto wojskowego punktu widzenia – możliwości interwencji armii USA w Syrii. Warto szczegółowo zapoznać się z tym listem, który omawia kilka wariantów: szkolenie i pomoc wojskom opozycji, ograniczone ataki na najważniejsze cele wojskowe reżimu Asada, wprowadzenie i wymuszenie stref zakazu lotów (jak niegdyś w Iraku), ustanowienie stref buforowych, chroniących ludność, wreszcie próba zapanowania nad bronią chemiczną poprzez zniszczenie jej głównych magazynów. Generał Dempsey nie kryje, że większość z tych propozycji wymaga użycia setek samolotów i okrętów i kosztuje miliardy, tak – miliardy dolarów. Kto taki koszt poniesie? Czy te działania przyniosłyby sukces? Na te pytania nie ma odpowiedzi.

Ale naruszono tabu i społeczność międzynarodowa musi to sobie uświadomić. Dla zachowania resztek zdrowia psychicznego w polityce międzynarodowej nie można pozostawić tego strasznego wydarzenia bez reakcji.

Czytaj także

Ważne w świecie

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj