Broń chemiczna w Syrii: nowe dowody?

Pożytki z ping ponga
Syria przekazała Rosji dowody podobno wskazujące, że atak chemiczny z użyciem sarinu przeprowadzony miesiąc temu pod Damaszkiem był akcją powstańców, a nie dziełem armii wiernej reżimowi Baszara Asada.

Ani syryjska, ani rosyjska dyplomacja nie zdradzają jakiego rodzaju są to materiały, w każdym razie mają podważać wnioski, jakie m.in. Francja, Stany Zjednoczone i Wielka Brytania wyciągają z raportu przygotowanego przez inspektorów ONZ badających miejsce ataku. Co prawda misją inspektorów nie było szukanie winnych, mieli jedynie potwierdzić lub wykluczyć obecność substancji toksycznych oraz ustalić przebieg zdarzeń z 21 sierpnia, jednak na podstawie informacji zawartych w raporcie, zachodni eksperci wysnuli wnioski, że atak obciąża dyktatora. Rosja twierdzi z kolei, że to wnioski nieuprawnione, a poza tym inspektorzy są stronniczy, gdyż nie zbadali kilku innych wcześniejszych przypadków użycia broni chemicznej w Syrii – w domyśle: w nie także mają być zamieszani rebelianci. Inspektorzy zaś w samym raporcie przyznali, że zbyt późno rozpoczęli prace pod Damaszkiem i teren, który przebadali mógł być dowolnie zmanipulowany, bo każdy mógł tam podrzucić dowolny przedmiot.

Zostawmy na boku sprawców zbrodni z 21 sierpnia – być może uda się ich kiedyś wskazać i dyplomatyczny ping pong między Rosją i Zachodem (w ostatnich dniach zdecydowanie punktuje ta pierwsza), ważniejsze że atak spod Damaszku stał się punktem zwrotnym. Może nie samej wojny, bo nikt nie potrafi powiedzieć, jak długo ona jeszcze potrwa, ale na pewno punktem zmieniającym odbiór syryjskiej tragedii. Przez wiele miesięcy rosnąca liczba ofiar, dramat uchodźców, zbrodnie obu stron, pojawienie się na froncie islamistów, rola Iranu, Turcji, państw Zatoki itd. nie przyciągały takiej uwagi, jak osobiste zaangażowanie Baracka Obamy i Władimira Putina. Gdy to oboje prezydenci i ich ministrowie stali się bohaterami konfliktu, Syrię katapultowano na pierwsze strony gazet i czołówki programów informacyjnych. Trafiła też do zbiorowej wyobraźni świata, została się również tematem rozmów tzw. zwykłych ludzi.

Można się zżymać, że jest w tym coś z hipokryzji. Tak samo można ubolewać, że dopiero zabijanie za pomocą np. sarinu uznawane jest karygodne, a mordowanie pociskami artyleryjskimi, bronią maszynową i z karabinów snajperskich mieści się w kanonach cywilizowanego starcia i to nie ono zostało umieszczone w pobliżu słynnej czerwonej linii Obamy. Jednak to dzięki niej Syria została dostrzeżona, a Asad postraszony ewentualną interwencją prezentuje bardziej elastyczną postawę, deklaruje m.in. że odda w międzynarodowy depozyt swój chemiczny arsenał. Asad może oczywiście blefować, ale krok w stronę stołu rokowań został wykonany.

Czytaj także

Ważne w świecie

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj