Saakaszwili odchodzi, teraz Margwelaszwili

Gruziński wybór
Gruzini wybrali nowego prezydenta. Postawili na Giorgia Margwelaszwilego, naukowca, doktora filozofii, byłego ministra edukacji i byłego rektora Gruzińskiego Instytutu Spraw Publicznych, kandydata koalicji Gruzińskie Marzenie, namaszczonego przez premiera Bidzine Iwaniszwilego.

Margwelaszwili dostał 67 proc. poparcia i wygrał już w pierwszej turze. Jednak swoje zwycięstwo zawdzięcza bardziej popularności Iwaniszwilego niż swojej charyzmie i rozpoznawalności. Teraz koalicja Gruzińskie Marzenie ma całą władzę. I chociaż właśnie wchodzą w życie zmiany w konstytucji, zgodnie z którymi Gruzja przechodzi z systemu prezydenckiego na parlamentarny (wprowadził je jeszcze ustępujący prezydent, Micheil Saakaszwili dwa lata temu, kiedy wysoka popularność pozwalała mu sądzić, że gładko przesiądzie się na fotel premiera i po dwóch kadencjach prezydenckich zapewni sobie przedłużenie sprawowania władzy), prezydent z tego samego ugrupowania, nawet jeśli ma ograniczoną władzę, może tylko pomóc w rządzeniu krajem.

Teoretycznie więc premier Iwaniszwili ma wolną rękę i pełną możliwość działania. Tymczasem najbogatszy Gruzin chce pożegnać się z polityką. Już kilka miesięcy temu zapowiedział, że po wyborach odejdzie z urzędu i zajmie się tworzeniem państwa obywatelskiego. W praktyce pewnie będzie wspierał stworzony przez siebie rząd, a może nawet kierował państwem z tylnego siedzenia. Niemniej jednak dla Margwelaszwilego odejście człowieka, który stał się ikoną koalicji może być niekorzystne. Nie wiadomo, czy sam będzie w stanie udźwignąć zmiany, jakie czekają Gruzję i utrzymać popularność Gruzińskiego Marzenia. Poza tym wielu Gruzinów nie głosowało na partie wchodzące w skład koalicji Gruzińskie Marzenie, ale właśnie na Iwaniszwilego. Nowy premier, choć wyznaczony przez Iwaniszwilego, nie będzie już dla nowego prezydenta tak dużym wsparciem.

Nie wiadomo jak zachowa się liderka ugrupowania Ruch Demokratyczny Zjednoczona Gruzja Nino Burdżanadze, była przewodnicząca parlamentu i jedna z współtwórczyń rewolucji róż, która teraz dostała zaledwie 8 proc. głosów. Jeszcze kilka dni temu mówiła, że jeśli nie wygra, będzie nawoływała Gruzinów do bojkotu wyborów. „Każdy inny wynik niż zwycięstwo uznam za dowód fałszerstw” – zapowiadała. Czas też pokaże, co zrobi kandydat opozycyjnego Zjednoczonego Ruchu Narodowego, popularny i cieszący się sporym zaufaniem wśród Gruzinów były przewodniczący parlamentu Gruzji Dawid Bakradze.

Wybory skończyły dekadę rządów Saakaszwilego. A ponieważ wraz z nimi wygasł immunitet byłego prezydenta, teraz możliwe stanie się rozliczenie go za domniemane nadużycia władzy. Jednak sposób przeprowadzenia tych rozliczeń będzie wielkim testem gruzińskiej dojrzałości. Politycy sekundujący Gruzji i zaangażowani w Partnerstwo Wschodnie przestrzegają, żeby gruziński rząd chęcią odwetu i niedemokratycznymi działaniami nie zamknął sobie drogi do podpisania umowy stowarzyszeniowej oraz umowy o pogłębionej strefie wolnego handlu z Unią Europejską, na którą przecież Gruzini pracowali całymi latami.

Czytaj także

Ważne w świecie

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną