Prenumerata na trudne czasy.

6 miesięcy za 99 zł.

Subskrybuj
Świat

Enda, rywal Donalda

Odważny premier Irlandii. Czy zrobi karierę w Brukseli?

Uważa się, że Kenny ma duże szanse na fotel szefa Komisji Europejskiej. Tusk ma z kim przegrać. Uważa się, że Kenny ma duże szanse na fotel szefa Komisji Europejskiej. Tusk ma z kim przegrać. European People's Party / Wikipedia
Premier Enda Kenny w trzy lata wstrzymał kryzys i ruszył przemiany społeczne w Irlandii. Premier Tusk ma poważnego konkurenta do stanowiska szefa Komisji Europejskiej.
Krytycy zarzucają premierowi Irlandii dwulicowość; co innego mówi w kraju, co innego za granicą.Olivier Douliery/EPA/PAP Krytycy zarzucają premierowi Irlandii dwulicowość; co innego mówi w kraju, co innego za granicą.
Enda Kenny na szczycie Europejskiej Partii Ludowej. 2011 r.European People's Party/Wikipedia Enda Kenny na szczycie Europejskiej Partii Ludowej. 2011 r.

Pierwszy raz Irlandczycy ogłosili swą niepodległość w święta wielkanocne 1916 r., choć tylko na kilka dni. Po raz drugi uczynili to trzy lata później – również nieskutecznie, bo wówczas poparła ich tylko Moskwa. Za trzecim razem, w grudniu 1921 r., postęp był większy, choć formalnie brytyjski król panował jeszcze nad całą Zieloną Wyspą przez prawie trzy dekady. Czwarta, być może ostateczna, deklaracja niepodległości Irlandii padła z ust premiera 15 grudnia 2013 r. „Nigdy więcej stabilność Irlandii nie będzie zagrożona przez spekulantów i ich chciwość” – powiedział przed kamerami Enda Kenny, ogłaszając jednocześnie, że unijny pakiet ratunkowy (tzw. bailout) nie jest już Dublinowi dłużej potrzebny.

Irlandia to pierwsze państwo, które przyjęło od Unii tanie pożyczki na ratowanie finansów (w sumie 85 mld euro) oraz idące z nimi w parze warunki, czyli wielki program oszczędnościowy, a teraz wraca do niezależności fiskalnej. Nie byłoby to możliwe bez Kenny’ego, który w 2011 r. przejął kraj w najgłębszym kryzysie gospodarczym i – jak sądzi wielu irlandzkich publicystów – moralnym, a dziś jest bohaterem europejskich zwolenników zaciskania pasa, czyli przede wszystkim Angeli Merkel i Davida Camerona.

Ten sukces Kenny’ego może wkrótce stać się zarzewiem pierwszej wojny irlandzko-polskiej. Na przełomie roku tygodnik „Der Spiegel” dowiedział się, że na placu boju o fotel szefa Komisji Europejskiej, który zwolni się z końcem października, pozostali już tylko dwaj kandydaci: Donald Tusk i właśnie Enda Kenny. Na Irlandczyka ostatnio wskazywał też francuski „Le Monde”. Co prawda obaj twierdzą, że nie są zainteresowani tym stanowiskiem, ale jeszcze się nie zdarzyło, aby przyszły szef KE powiedział coś innego.

Zdecydowanym faworytem jest Kenny – mówi polski europoseł zbliżony do kierownictwa Europejskiej Partii Ludowej, która na początku marca właśnie w Dublinie ma wybrać swojego kandydata. – Tusk ma z kim przegrać. Irlandczyk ma świetne kontakty z europejskimi liderami i w Białym Domu. Z łatwością porusza się po Brukseli. A poza tym jednak lepiej mówi po angielsku.

1.

62-letni dziś Kenny pojawił się w wielkiej polityce dość późno i niespodziewanie. Ostatnie ławy na sali obrad irlandzkiego parlamentu grzał co prawda już od 1975 r., ale przewodniczącym swojej partii Fine Gael został dopiero 27 lat później. Było to wówczas ugrupowanie frustratów – partia nie wygrała wyborów od swojego powstania w 1933 r. Brakowało indywidualności, która stawiłaby czoło wszechwładzy Bertiego Aherna, premiera z Fianna Fáil, czyli partii, która od zarania niepodległości dominowała w irlandzkiej polityce.

Enda Kenny, skromny nauczyciel z głębokiej prowincji, został wybrany na lidera partii, bo nie było lepszego kandydata. Od początku był skazywany na pożarcie, szczególnie że pod rządami Aherna rozpoczynały się właśnie złote lata cudu gospodarczego.

Zewnętrznemu obserwatorowi trudno zrozumieć zawiłości irlandzkiej polityki, choć akurat Polakom może być łatwiej. Do niedawna polityczna lewica nie liczyła się w konserwatywnej Irlandii. Główne partie, Fine Gael i Fianna Fáil, określają się jako prawicowe. Różnice w ich programach ograniczają się do niuansów – pierwsza z nich ciąży nieco w stronę chadecji, druga jest bardziej populistyczna. Historycznie jednak jest między nimi przepaść – głównie jeśli chodzi o stosunek do irlandzkiej wojny o niepodległość. I choć młodzi wyborcy często już zupełnie nie przykładają do tego wagi, większość Irlandczyków do zmiany sympatii politycznych mógł skłonić tylko jakiś kataklizm.

Przydarzył się on Irlandii w 2008 r. Po załamaniu się rynku nieruchomości wiele irlandzkich banków stanęło nad przepaścią, a gospodarka wpadła w recesję, która trwała nieprzerwanie do ubiegłego roku. Przez pierwsze trzy lata co tydzień znikało średnio 1600 miejsc pracy. W ciągu pięciu lat z 4,6-mln Irlandii wyemigrowało ponad 200 tys. ludzi. Dość powiedzieć, że poziom życia na Zielonej Wyspie spadł do poziomu brytyjskiego, co dla wielu Irlandczyków jest dziś największą porażką.

W rezultacie wybory parlamentarne w 2011 r. okazały się historyczną klęską dla rządzącej Fianna Fáil – partia zaliczyła spadek poparcia z 42 do 15 proc. i przegrała nie tylko z Fine Gael Kenny’ego, ale również z socjalistami. Nagle okazało się, że od miesięcy walczący o przetrwanie we własnej partii Kenny będzie premierem.

2.

W zaciszu opozycyjnych gabinetów Kenny bardzo się zmienił. – Jeszcze w latach 90. był nieokrzesanym politykiem z prowincji – wspomina John Downing, dziennikarz „The Irish Independent” i autor biografii premiera. Downing przywołuje tu historię z Lumumbą, która niemal nie zakończyła kariery Kenny’ego. Już jako szef partii na zamkniętym przyjęciu z dziennikarzami w 2002 r. zaczął opowiadać, dlaczego jeden z drinków nazywa się Lumumba: „Gdy na wakacjach w Portugalii zapytałem o to pewnego marokańskiego barmana, ten odpowiedział, że to na cześć jakiegoś czarnucha, który zginął w czasie wojny”. Kenny prosił później dziennikarzy o dyskrecję, co oczywiście skończyło się wielką publikacją na łamach „Sunday Independent”. W dodatku pech chciał, że syn i wnuczęta rzeczonego Patrice’a Lumumby, pierwszego premiera niepodległego Konga, mieszkają w Dublinie.

Kenny wyszedł z tych opresji głównie dzięki żonie Fionnuali, która poradziła mu przeczekać zamieszanie w domowym zaciszu – przekonuje Downing. Wielu niechętnych premierowi Irlandczyków twierdzi zresztą, że tak naprawdę to ona rządzi krajem. Była rzeczniczką jednego z rządów Fianna Fáil, potem ważną osobą w telewizji publicznej. Gdy w 1996 r. na świat przyszło ich trzecie dziecko, postanowiła jednak zająć się domem.

Dom jest tradycyjny, ze wspólnymi obiadami i modlitwą. Wszystkie dzieciaki mówią po irlandzku, a gdy były małe, Fionnuala tak przejmowała się ich wychowaniem, że chowała przed nimi gazety krytyczne wobec ojca. – Ona nie jest w typie Michele Obamy. Rzadko pokazuje się publicznie, nie pomaga mężowi w kampaniach. To jednak tylko nakręca mity, jak wielkie ma wpływy – dodaje Downing. Sam Kenny przyznał w jednym z wywiadów, że to żona wybiera mu garnitury i krawaty. Krytycy natychmiast dopowiedzieli: I co jeszcze? Prowadzi za niego posiedzenia rządu?

Krytyków Kenny ma wielu, a najcięższy zarzut wobec niego dotyczy dwulicowości: co innego mówi w kraju, co innego za granicą. I trudno z tym polemizować. Podczas międzynarodowej konferencji w Davos w 2012 r. zapytany o źródła kryzysu, odpowiedział, że „ludzie oszaleli z tymi pożyczkami”. Ale zaledwie kilka dni wcześniej w irlandzkiej telewizji tłumaczył kolejne podwyżki podatków i wpatrzony w kamerę przekonywał widzów, że kryzys to nie ich wina, że wszystkiemu winni są chciwi bankierzy.

Premier często zapada na to polityczne rozdwojenie jaźni – mówi irlandzki publicysta Anthony McGeady. – W Davos to była drobnostka. Ci najbardziej poszkodowani przez kryzys twierdzą, że Kenny’emu udało się wcisnąć światu bajkę o drugim cudzie gospodarczym w Irlandii, podczas gdy kraj jest w zgliszczach.

Mimo tych narzekań irlandzka gospodarka jednak wyraźnie przyspiesza. Już w 2013 r. PKB wzrósł prawdopodobnie o 2 proc., miejsc pracy przybywa w tempie tysiąc na tydzień. Jaka w tym zasługa Kenny’ego? – Największa, bo sprawy gospodarcze oddał w ręce ekspertów i się nie wtrącał – przekonuje John Downing i wśród ludzi premiera wymienia chociażby Michaela Noonana, którego „Financial Times” uznał właśnie za najlepszego ministra finansów w Europie w 2013 r. – Sam Kenny jednak też zrobił coś ważnego: uśmiechał się. Może to zabrzmi nieco naiwnie, ale jego optymizm podtrzymywał Irlandczyków na duchu w te najczarniejsze dni. Jak nikt inny w tym kraju wyczuwa nastroje społeczne i potrafi na nie reagować.

3.

Jak się okazało, ta umiejętność przydała mu się również w innej sprawie, która w Irlandii budzi emocje nie mniejsze niż sam kryzys. Kenny od początku doskonale zdawał sobie sprawę z ogromu niechęci społeczeństwa wobec katolickiej hierarchii w Irlandii. Brakowało tylko sygnału, który wyzwoliłby to niezadowolenie, przez lata tłumione w konserwatywnych ramach społecznych. W końcu – z braku lepszego pomysłu – ten przykładny katolik sam poszedł na wojnę z Kościołem.

W lipcu 2011 r. zakończyło się sądowe dochodzenie w sprawie przestępstw pedofilskich popełnionych przez księży z diecezji Cloyne na południu kraju. Z wniosków dochodzenia wynika, że miejscowy biskup świadomie zataił informacje o 19 takich księżach, mimo że nawet instrukcja irlandzkiego episkopatu zobowiązywała biskupów do kontaktowania się w takich sytuacjach z policją.

Kenny podczas parlamentarnego wystąpienia poszedł dalej. Wprost zarzucił Watykanowi matactwo w śledztwie i nakłanianie irlandzkich księży do przestępstwa. Powołał się na list, w którym nuncjusz nakazał biskupom zlekceważenie własnej instrukcji i zatajenie przestępstw pedofilskich. „Ten raport wyciąga na światło dzienne patologie, oderwanie od rzeczywistości, elityzm i narcyzm, które dziś panują w Watykanie – grzmiał premier kraju, w którym 87 proc. obywateli jest katolikami. – Przypadki gwałtów i torturowania dzieci były lekceważone lub tuszowane, aby chronić prymat Kościoła, jego władzę i reputację”. Kilka tygodni później Watykan pierwszy raz w historii odwołał nuncjusza z Irlandii. – Ludzie spoza Irlandii często nie zdają sobie sprawy, ile ważyły te słowa w kraju, gdzie jeszcze dekadę temu Kościół katolicki był nietykalny – mówi Juliet Gleeson ze stowarzyszenia rodzin poszkodowanych przez księży.

To był dopiero początek moralnej krucjaty premiera. W lutym 2013 r. swój raport opublikowała rządowa komisja zajmująca się tzw. pralniami magdalenek. Pierwotnie, na przełomie XIX i XX w., były to „azyle dla upadłych kobiet”, prostytutek, które chciały wrócić do cnotliwego życia. Z czasem te prowadzone przez żeńskie zakony i finansowane przez państwo instytucje przerodziły się w obozy pracy przymusowej dla kobiet odbiegających od norm społecznych: trafiały więc tam niezamężne matki, cudzołożnice, a nawet kobiety ponoć zbyt piękne, aby nie prowokowały pobożnych mężczyzn. Autorzy rządowego raportu stwierdzili systematyczne stosowanie przemocy wobec „azylantek”, a nawet przypadki gwałtów. Ostatnia z pralni została zamknięta dopiero w 1996 r.

„Jako społeczeństwo zawiedliśmy was, zapomnieliśmy o was – mówił Kenny do byłych „azylantek” przysłuchujących się parlamentarnej debacie. – To jest narodowa hańba, za którą bardzo przepraszam”. Następnie przywołał słowa piosenki śpiewanej przez kobiety w pralniach magdalenek: „Gdy kończy się ciemna noc, wyglądajcie brzasku”. I dodał łamiącym się głosem: „Mam nadzieję, że ten dzień zwiastuje nowy brzask dla kobiet, które myślały, że ciemna noc nigdy się nie skończy”.

Wieloletni korespondent polityczny „The Irish Independent” Michael Brennan napisał potem, że nigdy w życiu nie widział tak rozemocjonowanego parlamentu: „Te kobiety na balkonach płakały. Jedna z nich powiedziała mi później, że teraz może już umrzeć”.

4.

Słowa, które mają jednak szansę trafić na polityczny nagrobek obecnego szefa irlandzkiego rządu, padły w czerwcu ubiegłego roku. „Stoję tu dziś jako premier, który jest też katolikiem, ale nie katolickim premierem” – powiedział Kenny, uzasadniając pierwszą w historii Irlandii ustawę zezwalającą na aborcję. Mimo jej ograniczonego zakresu (tylko w przypadku zagrożenia życia matki) przez kraj przetoczyła się polityczna burza. Premier został nazwany mordercą, dostawał listy z pogróżkami pisane krwią.

Przed głosowaniem z rządu ustąpił jeden z ministrów, a z członkostwa w partii zrezygnowało siedmiu posłów. W ostatniej chwili losy ustawy chciało odwrócić kilku biskupów, którzy zagrozili premierowi ekskomuniką. Kenny się nie ugiął, a kilka tygodni po zwycięskim głosowaniu zapowiedział, że rząd wkrótce zajmie się ustawą o małżeństwach jednopłciowych.

John Downing przekonuje, że to było jak francuska rewolucja, tyle że bez przemocy. – W ciągu zaledwie dwóch lat rządów Kenny roztrzaskał tradycję polityczną, która rządziła tym krajem od 90 lat i dawała Kościołowi ostatnie słowo we wszystkich niemal sprawach państwowych. Zadziałał jak katalizator – z jednej strony uchronił irlandzkie środowisko przed jeszcze większym zatruciem kryzysem; z drugiej o dekadę przyspieszył zmiany społeczne w tym kraju. Z kolei Garry O’Sullivan, redaktor „Irish Catholic”, przekonując, jak ogromna zaszła zmiana, przypomina słowa premiera Johna Brutona, który jeszcze w latach 90. zwykł mówić, że najpierw jest katolikiem, a dopiero później politykiem.

Obaj eksperci nie znajdują jednak prostego wytłumaczenia, jak to się stało, że takiej rewolucji dokonał pobożny nauczyciel z prowincjonalnego miasteczka. Downing nawet swoją biografię Kenny’ego zatytułował „Przypadkowy premier”. O’Sullivan skłania się jednak ku pewnej teorii: – To jest po prostu pierwszy przyzwoity człowiek na tym stanowisku.

Teraz Kenny może też nieco przypadkowo trafić do Brukseli, choć niekoniecznie jako szef Komisji Europejskiej. Mimo zapewnień ze strony europejskiej prasy jest mało prawdopodobne, aby zaryzykował swoją pozycję w kraju. Musiałby zadeklarować, że chce zastąpić José Manuela Barroso i zaryzykować kampanię przed majowymi eurowyborami, którą przecież jego Europejska Partia Ludowa może przegrać. I co wtedy? Wróci do Dublina i powie, że ostatecznie rządzenie Irlandią nie jest takie złe?

Już bardziej prawdopodobne jest, że Kenny obejmie stanowisko prezydenta Unii, które Herman van Rompuy opuszcza w grudniu. W tym przypadku wyboru dokonują za zamkniętymi drzwiami liderzy 28 państw członkowskich, co jest jednak godniejszym rozwiązaniem dla urzędującego premiera. Jeśli mu się to uda i wyjedzie do Brukseli, jego krytycy w Irlandii, którzy uważają, że przez lata kryzysu jak namiestnik wykonywał tylko rozkazy Berlina, już zapowiadają, że po raz piąty ogłoszą irlandzką niepodległość. Wielu jednak za nim zatęskni.

Polityka 3.2014 (2941) z dnia 14.01.2014; Świat; s. 47
Oryginalny tytuł tekstu: "Enda, rywal Donalda"
Więcej na ten temat
Reklama

Warte przeczytania

Czytaj także

Społeczeństwo

Pusty Kościół. To już jest krach

Ks. prof. Andrzej Kobyliński o problemie pedofilii i innych grzechach polskiego Kościoła, kryzysie powołań oraz galopującej laicyzacji młodych.

Joanna Podgórska
04.03.2021
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną