Oferta na pierwszy rok:

4 zł/tydzień

SUBSKRYBUJ
Osoby czytające wydania polityki

Wiarygodność w czasach niepewności

Wypróbuj za 11,90 zł!

Subskrybuj
Świat

Karta zamiast kartek

Zamieszki w Caracas, 1 kwietnia 2014 r. Zamieszki w Caracas, 1 kwietnia 2014 r. Christian Veron/Reuters / Forum

Wenezuela właśnie wprowadziła system kart elektronicznych, które upoważniają do zakupów w państwowych sieciach handlowych – raz w tygodniu i w wybranym sklepie, odnotowując dokonane zakupy. Oferują za to rabaty oraz udział w losowaniu 500 domów. Po te karty, wydawane za pobraniem odcisków palców, z miejsca ustawiły się kolejki, nie krótsze, niż dziś stoją po deficytowe artykuły (czyli 26 proc. wszystkich na rynku, według ustaleń banku centralnego). Tym posunięciem ekipa Nicolása Maduro stara się okiełznać rynkowy chaos, dobrze znany Polakom z PRL. Masowo wystawane w kolejkach artykuły trafiają na czarny rynek, ludzie robią nadmierne zapasy, a według szacunków 40 proc. hojnie dotowanej żywności trafia nielegalnie do Kolumbii. Z kolei z powodu niskich państwowych cen upadło miejscowe rolnictwo i prawie wszystko trzeba importować. Ale do tego są potrzebne dolary, których nawet bogata w ropę Wenezuela ma coraz mniej. Właśnie wprowadzono (znany z PRL) podwójny kurs: oficjalny – 6,1 boliwara za dolara, i komercyjny – 52 boliwary.

Krytycy władz utrzymują, że wkrótce karty przestaną być dobrowolne i że to początek systemu kartkowego, spychającego Wenezuelę w stronę Kuby. Ale stawką jest być albo nie być. Na razie trwające już od blisko dwóch miesięcy niepokoje społeczne i zamieszki, które kosztowały życie 39 osób i przyniosły tysiąc aresztowań, nie obejmują ludu, ciągle wspierającego system, który prezydent Maduro odziedziczył równo przed rokiem po zmarłym Hugo Chávezie. Ta cierpliwość ma jednak swoją cenę.

Polityka 15.2014 (2953) z dnia 08.04.2014; Ludzie i wydarzenia. Świat; s. 8
Reklama