Świat

Hillary do pary

Clinton znów w Białym Domu?

Hillary Clinton na razie odbiera nagrody, pokazuje się w otoczeniu gwiazd świata mody i Hollywood, pisze pamiętniki oraz wygłasza przemówienia za honoraria sięgające 200 tys. dol. za występ. Hillary Clinton na razie odbiera nagrody, pokazuje się w otoczeniu gwiazd świata mody i Hollywood, pisze pamiętniki oraz wygłasza przemówienia za honoraria sięgające 200 tys. dol. za występ. Omar Sobhani/Reuters / Forum
Nie mówi „tak”, nie mówi „nie”. Ale wielki pochód z transparentem: „Hillary Clinton do Białego Domu” rusza właśnie z energią, werwą i wypchanymi kieszeniami.
W tym samym czasie, gdy Bill bronił się przed impeachmentem, Hillary rozpoczęła ze strategami Białego Domu rozmowy na temat przyszłej batalii o własne miejsce w Senacie.Jim Young/Reuters W tym samym czasie, gdy Bill bronił się przed impeachmentem, Hillary rozpoczęła ze strategami Białego Domu rozmowy na temat przyszłej batalii o własne miejsce w Senacie.

Artykuł w wersji audio

W sondażach opinii publicznej dominuje nad swymi potencjalnymi rywalami. W ważnym dla wyborów stanie Iowa popiera ją pięć razy tylu respondentów, co następną w demokratycznej klasyfikacji senator Elizabeth Warren. Wygląda na to, że tylko kataklizm albo kłopoty ze zdrowiem mogą jej odebrać nominację Partii Demokratycznej.

Hillary Clinton przeważnie zbywa jednak pytania o prezydenckie ambicje, jakie płyną wartkim potokiem od mediów, jej zwolenników i potencjalnych konkurentów. Ale niedawno na moment zabrakło jej słów, gdy pod koniec spotkania w Oregonie sześcioletnia dziewczynka zapytała: „Czy w 2016 r. chcesz, aby do ciebie mówiono Madam Prezydent czy Pani Prezydent?”. Hillary wyglądała na zakłopotaną i zeszła ze sceny bez odpowiedzi, wzruszając komicznie ramionami.

Do wyborów jeszcze prawie dwa i pół roku. Tyle samo czasu przed elekcją z 2008 r. autorzy sondaży nie wymieniali nawet nazwiska Baracka Obamy. Więc niby za wcześnie na typowanie finalistów. Lecz tym razem po jednej stronie sceny politycznej faworyt wydaje się oczywisty. „Ready for Hillary”, tzw. Super PAC, czyli formalnie niezależny fundusz wyborczy, już zbiera podpisy i pieniądze, sprzedaje koszulki, dresy, czapki, torebki, kubki, kieliszki, breloczki etc. z inicjałami lub pełnym nazwiskiem ulubionej kandydatki na kandydatkę. Wśród jej popleczników jest jedna z najbogatszych kobiet Ameryki, Laurene Powell Jobs, wdowa po twórcy Apple. Prawica nie bez powodu zaczęła więc nazywać nieoficjalną wciąż kampanię Clinton „Queen’s Machine” – czyli Machina Królowej.

Sama Hillary Clinton na razie odbiera nagrody, udziela wywiadów, pokazuje się w otoczeniu gwiazd świata mody i na galach w Hollywood, pisze pamiętniki oraz – co ważniejsze – wygłasza przemówienia za honoraria sięgające 200 tys. dol. za występ. Nie przebiera w publiczności: raz są to agenci handlu nieruchomościami, innym razem biura podróży albo firmy wywózki śmieci.

W bardziej elitarnym towarzystwie gęsto sypie takimi frazami, jak „ze wszystkich prezydentów, których znam”, albo mówi o Angeli Merkel jako o „bliskiej wieloletniej przyjaciółce”. Przypomina, że w świecie wielkiej polityki, gdzie ważne są osobiste relacje, niewielu ma sobie równych. Nie wygląda to wszystko na przygotowania do roli babci, chociaż jedynaczka Chelsea jest w ciąży.

Republikanie są świadomi siły tej machiny i już ruszyli do kontrataku. Karl Rove, architekt dwóch zwycięstw George’a W. Busha, publicznie podniósł kwestie zdrowia pani eksprezydentowej. W grudniu 2012 r., jak podał Departament Stanu, z powodu odwodnienia pani Clinton zemdlała, upadła i doznała wstrząśnienia mózgu. Spędziła kilka dni w szpitalu. Okulary, w których z niego wyszła, wskazywały, zdaniem Rove’a, na uszkodzenie mózgu. Mało elegancko, ale wykwintne maniery nigdy nie należały do repertuaru Rove’a, który wypomina Hillary także jej wiek. Byłaby najstarszym prezydentem po Ronaldzie Reaganie w chwili inauguracji – podkreśla Rove. I miałaby 77 lat, gdyby wygrała walkę o reelekcję.

Kennedy na odsiecz

Arytmetyka się zgadza, ale nawet nieprzychylny Clintonom „Wall Street ­Journal” przypomniał, że dziś ludzie żyją dłużej i że 69-letnia biała kobieta – a tyle Hillary miałaby w dzień inauguracji – ma statystycznie przed sobą jeszcze 17 lat życia. Gazeta przy okazji zacytowała szefową Stanford Center on Longevity dr Laurę Carstensen, zdaniem której w przypadku osób o wysokim wykształceniu zdolności intelektualne mniej cierpią z upływem czasu, a dochodzi atut stabilności emocjonalnej.

Inny front natarcia to Benghazi. Wkrótce z inicjatywy republikanów rozpocznie się w Kongresie śledztwo w sprawie ataku islamskich rebeliantów na ambasadę amerykańską w Libii w 2012 r., w wyniku której zginął ambasador i trzech innych obywateli USA. Będzie to próba oskarżenia Białego Domu o zatarcie śladów informacyjnego matactwa, aby chronić reputację administracji. Choć głównym celem republikanów jest zaszkodzenie demokratom tuż przed jesiennymi wyborami do Kongresu, to przy okazji pragną uderzyć też w Hillary, która w chwili ataku kierowała dyplomacją USA.

To dowodzenie Departamentem Stanu dało jej szansę na gruntowną przemianę polityczną, na pokazanie, że potrafi zarządzać wielką organizacją, co kwestionowano po porażce w zmaganiach z Obamą. Republikanie będą jednak starali się zarówno podważyć opinię o zdolnościach przywódczych Clinton, jak i podać w wątpliwość jej prawdomówność. Były wiceprezydent Dick Cheney podsunął bowiem pomysł, aby przesłuchać Clinton, co jego partia chętnie podchwyciła.

Wkrótce jednak przyszła odsiecz. Caroline Kennedy, jedyne żyjące dziecko prezydenta Johna F. Kennedy’ego, mianowana ostatnio ambasadorem USA w Japonii, w wywiadzie dla ABC oświadczyła, że bez wahania opowie się za Clinton, jeśli ta zdecyduje się kandydować. To właśnie jej poparcie dla Baracka Obamy w 2008 r. pozbawiło Hillary ostatnich szans. Clintonowie byli blisko z rodziną Kennedych, więc gdy w styczniu 2008 r., w trakcie ostrej walki o nominację demokratów w „New York Timesie” ukazał się artykuł autorstwa Caroline pod tytułem „Prezydent jak mój ojciec”, a następnego dnia senator Edward Kennedy publicznie poparł Obamę, był to cios równie bolesny co niespodziewany.

Czuje, chce i potrafi

Jeśli hipotetyczna do tej pory kampania stanie się w końcu rzeczywistością, Clinton będzie miała dwa wielkie problemy. Pierwszy to przekonać wystarczającą liczbę wyborców, że jej starania to nie – jak twierdzą wrogowie – przejaw opętania żądzą władzy i odegrania się za prawdziwe oraz urojone krzywdy, jakich doznała od życia.

Drugi, jeszcze ważniejszy problem to przekonać ludzi, że ubiega się o prezydenturę nie dlatego, że się jej należy i że jest to nagroda za dotychczasowe dokonania, ale dlatego, że ma w sobie dość energii, pomysłów dla Ameryki i przywiązania do wartości, które Amerykanie cenią. Że jest ulepiona z tej samej gliny, że rozumie, że czuje, że chce i że potrafi. Że poradzi sobie z politycznym paraliżem, że ma wrażliwość Obamy, ale potrafi rozmawiać z oponentami i budować międzypartyjny kompromis, tak jak jej mąż.

To są wyzwania niepomiernie trudniejsze niż przekonanie wyborców do jej kwalifikacji i osiągnięć. Nikt nie będzie bowiem w stanie kwestionować jej inteligencji, zdolności, talentu. Dowiodła tego na długo zanim trafiła do Białego Domu jako Pierwsza Dama.

Nikt nie wątpi też, że Hillary Clinton jest twarda i ambitna. Afera rozporkowa z Moniką Levinsky w 1998 r., rozgrywająca się na oczach całego świata, była upokarzająca i musiała zachwiać małżeństwem, ale nie aspiracjami Pierwszej Damy. W tym samym czasie, gdy Bill bronił się przed impeachmentem, Hillary rozpoczęła ze strategami Białego Domu rozmowy na temat przyszłej batalii o własne miejsce w Senacie.

Entuzjaści Hillary są jednak rozgoryczeni, że nawet po ośmiu latach reprezentowania Nowego Jorku w Senacie, gdzie zyskała uznanie także swych republikańskich kolegów, i czterech latach jako sekretarz stanu USA, dla wielu Amerykanów wciąż jest tylko żoną własnego męża. On natomiast, przynajmniej publicznie, demonstruje więcej ostrożności niż entuzjazmu w kwestii kandydowania żony. Wynika to, wydaje się, bardziej ze świadomości, co ewentualna kolejna przegrana Hillary może oznaczać dla jego własnej spuścizny i sukcesu fundacji, którą wspólnie tworzyli, i którą od niedawna kieruje córka, niż z jakichkolwiek wątpliwości co do talentu i możliwości żony.

Na językach

Hillary ma jeszcze jeden, nieco mimowolny talent – nie przestaje być tematem plotek i rozmów. Gdy rzucono w nią butem podczas przemówienia, incydent awansował do rangi ważnego newsa. Rodzą się więc teorie na temat tego, dlaczego Hillary Clinton zajmuje tak ważne miejsce w narodowej świadomości. W myśl jednej z nich wpisuje się znakomicie w rolę celebrytki, która fascynuje ludzi przy stole czy przy kawie w biurze.

200 lat temu gadało się z sąsiadem zza płotu. Później rozpad małych społeczności pozbawił ludzi wspólnych przyjaciół, o których można było poplotkować. Ich rolę jako tematu rozmów przejęli celebryci, swoisty substytut wspólnych znajomych. Dziś więc przy kolacji w weekend można żalić się na cenę benzyny, niesolidnego hydraulika, popsioczyć na temat kiepskiej pogody albo pogadać o Hillary. Bo ją wszyscy znają.

Nawet dla prawicy, która jej nie cierpi, Clinton stanowi od dawna ulubiony temat. Powód zawsze się znajdzie. W telewizji Fox jeden z jej asów, Glenn Beck, oświadczył, że dla zdobycia popularności Hillary jest gotowa na seks z kobietą na biurku w Białym Domu. A inna gwiazda znalazła związek między porwaniem setek młodych Nigeryjek przez Boko Haram i Hillary Clinton w roli sekretarza stanu. Dwa lata temu, wedle brukowca o milionowym nakładzie, Hillary pieściła się z kochanką, podczas gdy mąż tej kobiety umierał. Dziś ten sam tytuł donosi, że Hillary żąda od Billa rozwodu i 120 mln dol. (a brytyjski następca tronu książę William umiera na tajemniczą chorobę). Wszyscy – z prawa, lewa czy ze środka sceny politycznej mówią o jej kandydaturze.

Wszyscy oczywiście znają też Obamę. Ale dziś, gdy się mówi o nim przy rodzinnym stole, to rozmowa szybko schodzi na reformę ubezpieczeń zdrowotnych, bezrobocie albo Władimira Putina. Amerykanie świadomi ogromu obowiązków, jakie ciążą na prezydencie, tracą zainteresowanie samym człowiekiem. Obama próbuje to zmienić, rzucając raz uwagę o swym psie, innym razem o golfie, ale kiepsko mu to wychodzi. I dlatego, wedle tej teorii, Hillary Clinton chce być prezydentem – aby wreszcie przestali o niej mówić!

Andrzej Lubowski z Nowego Jorku

Polityka 22.2014 (2960) z dnia 27.05.2014; Świat; s. 46
Oryginalny tytuł tekstu: "Hillary do pary"
Więcej na ten temat

Warte przeczytania

Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Kraj

Osamotnienie – dżuma współczesności?

Mamy w Polsce 5 mln jednoosobowych gospodarstw domowych. Na razie co czwarte gospodarstwo. W 2035 r. – co trzecie.

Ewa Wilk
08.02.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną