Świat

Zły Frank i dobry Joe

Poczet amerykańskich wiceprezydentów

Kevin Spacey jako wiceprezydent Francis Underwood w serialu „House of Cards”. Kevin Spacey jako wiceprezydent Francis Underwood w serialu „House of Cards”. Ale Kino
Ile dziś znaczy wiceprezydent USA? Dobry może zapewnić swojemu szefowi reelekcję, zły sprawić, że kariera prezydenta zawali się jak domek z kart.
Joe Biden, lojalny zastępca Baracka Obamy.Jay LaPrete/AP/Fotolink Joe Biden, lojalny zastępca Baracka Obamy.

Barack Obama wyznał, że pasjami ogląda telewizyjny serial „­House of Cards” o zbrodniczym polityku, pnącym się dosłownie po trupach na szczyty władzy w Ameryce. Prezydent zażartował nawet, że podoba mu się „bezwzględna skuteczność” antybohatera filmu, która „przydałaby się w Waszyngtonie”.

W drugim sezonie serialu wiceprezydent Francis Underwood knuje tak skutecznie, że wysadza z siodła samego prezydenta i zajmuje jego miejsce. „Dom z kart”, oparty na brytyjskim pierwowzorze i zaadaptowany do amerykańskich realiów, chłodno ukazuje bezlitosny mechanizm walki o władzę. Jednak portret głównej postaci, natrętnie stylizowany na bohaterów szekspirowskich, jest tak złowrogi, że warto zapytać, jak filmowa fikcja ma się do rzeczywistości.

Obama raczej nie musi się obawiać, że czeka go los filmowego prezydenta Walkera. Jego własny zastępca Joe Biden jest dokładnym przeciwieństwem Franka Underwooda. Choć w przeszłości z wiceprezydentami bywało różnie. Trzeci z nich Aaron Burr (1800–04) zabił jednego z ojców założycieli USA Alexandra Hamiltona, ale w pojedynku. I chociaż był człowiekiem mściwym, o wybujałych ambicjach, ma dziś wielu obrońców jako jeden z pierwszych abolicjonistów i rzeczników praw kobiet.

Za postać najbardziej antypatyczną w tym gronie uchodzi Richard „Dick” Cheney, architekt wojny w Iraku i zwolennik kontrowersyjnych metod walki z terroryzmem za rządów George’a W. Busha. Wielu Amerykanów uważa, że to Cheney był prawdziwym prezydentem, który z ukrycia sterował swoim intelektualnie bezradnym szefem. Sam jednak nie snuł planów prezydenckich, słusznie przewidując, że z ciążącą nad nim czarną opinią nie ma żadnych szans. Z kolei o udział w zabójstwie prezydenta Johna Kennedy’ego niektórzy oskarżają jego wiceprezydenta Lyndona Johnsona, ale wierzą w to tylko maniacy teorii spiskowych albo lewacy, jak twórca powielającego tę wersję filmu „JFK” Oliver Stone.

Polityka 25.2014 (2963) z dnia 15.06.2014; Świat; s. 54
Oryginalny tytuł tekstu: "Zły Frank i dobry Joe"

Warte przeczytania

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Społeczeństwo

Kraśnik i inne strefy wolne of LGBT

Rok temu ostentacyjnie wprowadzali „strefy wolne od ideologii LGBT”. Teraz Europa sprawdza, czy polskie samorządy głosujące za strefami łamały prawa człowieka. Tymczasem straszenie gejami trwa w najlepsze. Andrzej Duda kusi wyborców obietnicą obrony dzieci przed LGBT. Zrobi to w ramach zobowiązania, które nazwał Kartą Rodziny.

Marcin Kołodziejczyk
18.06.2020