Miej własną politykę.

Pierwszy miesiąc prenumeraty tylko 11,90 zł!

Subskrybuj
Świat

Ebola i inne cholery

Patrol pracowników Światowej Organizacji Zdrowia w Liberii Patrol pracowników Światowej Organizacji Zdrowia w Liberii Ahmed Jallanzo/EPA / PAP

Rośnie liczba zachorowań na gorączkę krwotoczną, wywołaną zakażeniem wirusem ebola. Wirus jest bardzo zaraźliwy. Nie ma na niego jak na razie leków ani szczepionki. Znany od połowy lat 70. XX w. i nazwany ebolą od rzeki w Kongu (Zairze), gdzie po raz pierwszy go zidentyfikowano, nie atakował wcześniej miejsc gęsto zaludnionych. Tym razem szaleje w miastach trzech sąsiadujących ze sobą krajów: Gwinei, Sierra Leone i Liberii w Afryce Zachodniej. Według danych Światowej Organizacji Zdrowia od marca do końca lipca wirus zaatakował 982 osoby, z których zmarło 613. Liczby, choć arytmetycznie skromne, budzą poważne zaniepokojenie epidemiologów i rządów, zarówno w Afryce, jak i Europie oraz USA. Chodzi o łatwość roznoszenia choroby przez zarażonych podróżujących samolotami. Prezydent Liberii Ellen Johnson-Sirleaf alarmuje, że epidemia przybiera rozmiary katastrofy. Na każdych dziesięciu zarażonych umiera sześciu. Państwa dotknięte epidemią koordynują działania. ONZ szacuje, że na walkę potrzeba będzie 75 mln euro do końca roku. Amerykanie zapowiadają, że zaczną testować szczepionkę przeciwko zarażeniom ebolą jeszcze jesienią tego roku.

Tymczasem władze sanitarne USA poinformowały o dwóch zachorowaniach na Florydzie na tropikalną chorobę wirusową chikungunya, przenoszoną przez komary. Nie jest tak śmiercionośna, ale powoduje komplikacje i w zasadzie też nie ma na nią leków. Była dotąd rozpoznawana w Afryce Subsaharyjskiej, Azji Południowo-Wschodniej, w tropikalnych Indiach i na wyspach Oceanu Indyjskiego, teraz zaatakowała rejon Karaibów.

Polityka 32.2014 (2970) z dnia 05.08.2014; Ludzie i wydarzenia. Świat; s. 6
Reklama