Świat

„Washington Post” o życiu byłej pierwszej damy, czyli Hillary Clinton od wykładu do wykładu

Hillary Clinton nadal formalnie nie zgłosiła swej kandydatury w prawyborach Hillary Clinton nadal formalnie nie zgłosiła swej kandydatury w prawyborach Marc Nozell / Flickr CC by 2.0
Dziennik ujawnia smakowite szczegóły, choćby dotyczące wymagań, jakie ekipa Clinton stawia zapraszającym ją uczelniom. W ciągu ostatnich ośmiu lat Hillary i Bill mieli zarobić na wykładach nawet 100 mln dolarów.
Ready for Hillary”, tzw. Super PAC, czyli formalnie niezależny fundusz wyborczy zbiera podpisy i pieniądze, sprzedaje gadżety z inicjałami lub pełnym nazwiskiem ulubionej kandydatki na kandydatkę.Marc Nozell/Flickr CC by 2.0 Ready for Hillary”, tzw. Super PAC, czyli formalnie niezależny fundusz wyborczy zbiera podpisy i pieniądze, sprzedaje gadżety z inicjałami lub pełnym nazwiskiem ulubionej kandydatki na kandydatkę.

Co ciekawe, była Pierwsza Dama oficjalnie nie dostaje z tego ani centa. Dokąd więc płyną te pieniądze? I ważniejsze pytanie: czy osobie publicznej, która prawdopodobnie będzie walczyć w wyborach prezydenckich w 2016 r. o nominację Demokratów, wypada brać pieniądze za wystąpienia publiczne? A zatem po kolei.

300 tys. dolarów i ani centa mniej

„Washington Post” dotarł do korespondencji między ekipą Hillary Clinton a prestiżowym Uniwersytetem Kalifornijskim w Los Angeles (UCLA), zdradzającym szczegóły negocjacji między stronami. „Czy możemy dostać stawkę ze zniżką dla publicznych uniwersytetów?” – zapytali przedstawiciele Uniwersytetu. Odpowiedź brzmiała: 300 tys. dolarów to jest już specjalna stawka uniwersytecka. Co ciekawe, przed dwoma laty z podobnym wykładem na tej samej uczelni wystąpił też Bill Clinton. To, że jego stawka była o 50 tys. dolarów niższa, dziś prowokuje do szyderstw.

„Washington Post” ujawnia smakowite szczegóły, choćby te dotyczące wymagań, jakie ekipa Clinton postawiła uczelni. Wśród nich znalazły się m.in. specjalne podium, fotel z odpowiednio wygodnym oparciem (fotele rozmówców miały mieć dwie prostokątne poduszki i dwie w zapasie na wypadek, gdyby okazały się niewystarczające), komputer, myszka, skaner i teleprompter, ale także „cząstki” cytryny, kawa, herbata, woda gazowana i niegazowana w temperaturze pokojowej, dzbanek ciepłej wody, filiżanka ze spodkiem, dietetyczne piwo imbirowe, hummus na zapleczu, surowe warzywa i pokrojone owoce. Inne wymagania dotyczyły medalu, który władze UCLA chciały wręczyć Hillary. Miał zostać przekazany w pudełku, zawieszenie go na szyi nie wchodziło w grę.

Gazeta zwraca uwagę, że była Pierwsza Dama od czasu ustąpienia z funkcji sekretarz stanu przed dwoma laty wygłosiła już kilkadziesiąt płatnych wykładów. Można szacować, że za te wystąpienia zainkasowała miliony, jeśli nie dziesiątki milionów dolarów. Jednak, jak donosi „Washington Post”, opłaty za wykłady uniwersyteckie zasilają konta Fundacji Clintonów (nie wiadomo, co dzieje się z dochodami za wystąpienia w bankach). Według amerykańskiego serwisu POLITICO Bill i Hillary Clintonowie w ciągu ostatnich 8 lat mieli zarobić na wykładach nawet 100 mln dolarów. Całkiem sporo.

Standardowe umowy i niestandardowe wymagania

Ostatnie rewelacje są kolejnymi doniesieniami na ten temat w tym roku. Dziennikarka „Las Vegas Review Journal” w sierpniu opisała m.in. podobne wystąpienie Clinton na uczelni w stanie Nevada. Dotarła do wielu szczegółów jej standardowych kontraktów. Jest w nich zapisane, że Hillary podróżuje tylko odrzutowcami Gulfstream 450 lub większymi, śpi tylko w apartamentach prezydenckich (do dyspozycji jej ekipy musi być też kilka jednoosobowych pokoi). Koszt posiłków, telefonów, a nawet 500-dolarowych wydatków ekstra dla członków ekipy również musi pokryć instytucja zapraszająca byłą Pierwszą Damę. Podobno Clinton ma zagwarantowane, że w danym miejscu nie będzie przebywać dłużej niż 90 minut, będzie pozować do nie więcej niż 50 zdjęć i z nie więcej niż z setką osób. Nie zgadza się ponadto, by jej wystąpienia były rejestrowane (ani na nośniki audio, ani na wideo). Zakazuje jakiejkolwiek obsługi prasowej.

Jeśli chodzi o wystąpienie na UCLA, to organizatorzy mogli nagrywać spotkanie jedynie w celach archiwalnych, na Youtube udostępniono tylko dwuminutowy materiał. Wstęp na salę kosztował od 250 do 2 tys. dolarów (droższe za możliwość zrobienia zdjęcia z Clinton i udziału w krótkim bankiecie w jej obecności). Dla studentów przewidziano zniżkowe bilety (też pulę bezpłatnych), chętni bez biletów mogli śledzić wystąpienie na żywo.

W USA już pojawiają się głosy, dlaczego publiczny uniwersytet pobiera opłatę za występ osoby publicznej, dla której jest to świetna okazja do robienia kampanii politycznej. „Washington Post” cierpko zauważa, że wystąpienia za tak wygórowane stawki mogą skomplikować kampanię Clinton, budowaną wokół problemów ekonomicznych klasy średniej. Co więcej, wystawny styl życia był już nie raz powodem do krytyki Hillary, która nie odwołuje się tylko do klasy średniej, ale też – jako demokratka – reprezentuje przecież tradycyjnie mniej zamożną część amerykańskiego społeczeństwa.

Czym zajmuje się fundacja Clintonów?

Oficjalnie wszystkie dochody Clintonów trafiają na konta ich fundacji. Fundacja Billa, Hillary i Chelsea Clintonów jest organizacją non-profit. Były prezydent założył ją w 2001 r., po zakończeniu swej drugiej kadencji.

W 2007 r., kiedy Hillary ubiegała się o nominację demokratów w wyborach prezydenckich, fundacji zaczęto się przyglądać. Pojawiły się oskarżenia o brak przejrzystości. Kiedy Hillary została sekretarzem stanu w administracji Baracka Obamy, fundacja zaczęła publikować listę sponsorów (wtedy też okazało się, że pieniądze płyną m.in. z Arabii Saudyjskiej, ale także z kontrowersyjnej firmy ochroniarskiej Blackwater, o której stało się głośno w 2007 r., gdy jej pracownicy zabili 17 irackich cywilów w Bagdadzie).

Z raportu finansowego fundacji wynika, że co roku przechodzą przez nią dziesiątki milionów dolarów. W 2013 r. do kasy fundacji wpłynęło prawie 149 mln dolarów (rok wcześniej było to o prawie 100 mln mniej), wydano 84 mln dolarów. Na koniec 2013 r. saldo na kontach fundacji wyniosło 247 mln dolarów. Bill, Hillary i Chelsea Clintonowie mieli przepracować w zeszłym roku po 20 godzin tygodniowo na rzecz fundacji. Za tę pracę nie dostali ani dolara, choć nie jest do końca jasne, czy przypadkiem część dochodów z wykładów nie wpływa do ich kieszeni.

O zarobkach ludzi związanych z fundacją wiadomo tyle, że szef zarządu fundacji Bruce Lindsay od stycznia do lipca 2013 r. zarobił 360 tys. dolarów (jego następca Eric Braverman – 260 tys. dolarów za kilka miesięcy 2013 r.).

Clintonowie finansują programy dotyczące walki z ociepleniem klimatu na całym świecie, a także programy zdrowotne w USA, pomagają rolnikom z Malawi, Tanzanii i Rwandy w uzyskiwaniu przez nich coraz lepszych zbiorów z pól, organizują sympozja i wystawy, finansują w tysiącach szkół programy dotyczące zdrowego jedzenia (tylko w 2013 r. programy te objęły 12 mln dzieci), płacą także za leki dla prawie 7 mln chorych na HIV/AIDS w 70 krajach świata. Fundacja ma również programy prorozwojowe (skierowane do najmłodszych) oraz aktywizacji kobiet na całym świecie. Osobny program skierowany jest do Haiti. Od 2010 r. na wsparcie małego i średniego biznesu i edukację wydano 34 mln dolarów.

Mimo że fundacja co roku przedstawia szczegółowe sprawozdania finansowe (najnowsze liczy 125 stron), nie ujawnia wszystkiego. W raporcie zaczerniono dane najhojniejszych donatorów, którzy wsparli fundację kwotami od 3 do 15 mln dolarów. To może budzić co najmniej zdziwienie.

Więcej na ten temat

Warte przeczytania

Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Żyjmy Lepiej

Jak przeciwdziałać osteoporozie?

Nie powoduje bólu. Nie daje o sobie znać do momentu upadku i złamania biodra lub ręki. Może dlatego mało kto przyjmuje do wiadomości, że po 50. roku życia każdy powinien sprawdzić gęstość swojego kośćca. Czyli: czy nie dotknęła go osteoporoza.

Paweł Walewski
04.02.2020
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną