Świat

„Partia wojny w Kijowie nie chce zatrzymać wojny”

Rosyjskie media o porozumieniu w Mińsku

Prasowe Biuro Informacji Prezydenta / Wikipedia
Rosyjskie media, podobnie jak polskie, obawiają się, że porozumienie z Mińska może nie być przestrzegane.

Gdy na Zachodzie obawy wzbudza przyszła postawa separatystów i stojącej za nimi Moskwy, w Rosji komentatorzy mają inną optykę: nie ma żadnych gwarancji, że Ukraina „znowu nie naruszy rozejmu”.

Państwowa „Rossijskaja Gazieta” jeszcze w czwartek podsumowała z umiarkowanym optymizmem: „Normandzka czwórka dała Ukrainie szansę na zakończenie wojny domowej”. Dziennik pisze dość szczegółowo o przebiegu rozmów i o ustaleniach, a także o ostrożnej „nadziei” Angeli Merkel i Françoisa Hollande’a. Przypomina, że na Ukrainie większość (61 proc.) mieszkańców jest za rozwiązaniem pokojowym. Ale „partia wojny” w Kijowie nie śpi.

Gazeta cytuje Konstantina Kosaczowa, szefa komisji spraw zagranicznych w Radzie Federacji, który mówi, że nie można być pewnym ostatecznego sukcesu rozmów pokojowych. Na Ukrainie są bowiem „bardzo wpływowe siły i ludzie, którzy są żywotnie zainteresowani kontynuacją konfliktu”.

Nie zapominajmy że widziane z Rosji mińskie negocjacje były rozmową trzech liderów-mediatorów: Putina, Merkel i Hollande’a z uczestnikami konfliktu – Petrem Poroszenką i przywódcami separatystów.

Kommiersant” oprócz relacji z rozmów w białoruskiej stolicy publikuje też tekst swojego komentatora Maksima Jusina, który tłumaczy, na czym polegał kompromis, kto z czego w Mińsku zrezygnował. Pisze m.in. o niełatwej sytuacji Poroszenki, który musiał przyznać, że nie jest w stanie odzyskać kontroli nad separatystycznymi terytoriami, a zgadzając się na reformę konstytucyjną i inne punkty porozumienia, naraża się na problemy z opozycją radykalnych „patriotów”. Ci, jak wiadomo, prą do wojny i zarzucają prezydentowi Ukrainy, że zgodził się na „warunki Kremla”. Kijów będzie musiał amnestionować tych, których do tej pory nazywał „terrorystami”.

Z kolei koncesje Moskwy i separatystów polegają m.in. na przerwaniu ognia, podczas gdy ofensywa tak dobrze szła; uznaniu zwierzchności, choćby tylko formalnej, Kijowa; zgodzie na kolejne wybory; na wycofaniu zagranicznych wojsk i sprzętu oraz oddaniu Ukrainie kontroli nad granicą. A co będzie, zastanawia się autor, gdy Ukraina odzyska tę kontrolę? Może znowu zdecydować się na ofensywę, żeby zbrojnie odzyskać Donbas.

„Dla Władimira Putina, biorąc pod uwagę sytuację wewnątrzpolityczną, potencjalne ryzyka są znacznie mniejsze niż dla Petra Poroszenki. Notowania prezydenta FR mogą się  mocno pogorszyć tylko wtedy, jeśli kijowska »partia wojny« wykorzysta rozejm dla wzmocnienia swoich sił zbrojnych i w którymś momencie zdecyduje się powtórzyć krok prezydenta Chorwacji Franjo Tudźmana w 1995 r. Wtedy Kreml zostałby oskarżony o zdradę Noworosji. Na razie jednak nie widać przesłanek dla małej zwycięskiej ukraińskiej wojny” – pisze „Kommiersant”.

No proszę, Zachód martwi się, czy Moskwa nie wykorzysta kolejnego przestoju jako pauzy taktycznej tylko po to, by przegrupować i wzmocnić podporządkowane sobie siły w Donbasie, tymczasem to nie tam tkwi problem, a w „ukraińskiej partii wojny”.

Niezawisimaja Gazieta” cytuje z kolei politologa Władisława Biełowa, który obawia się, by pokojowych planów nie pokrzyżowała Ameryka. „USA będą zaostrzać konflikt (…), a Unia będzie się starała go rozwiązać. O ile wczoraj Europa za pośrednictwem dwóch liderów podjęła rozważną decyzję, o tyle Stany Zjednoczone ironicznie się uśmiechają. I to podejście zobaczymy w następnych dniach – coś wybuchnie, zostanie zniszczone, ktoś zginie”.

„Na ile Berlinowi i Paryżowi starczy sił, by wyjaśnić partnerom w USA i UE, że nie powinni reagować na prowokacje bez zrozumienia ich przyczyn, na tyle realizacja planu będzie skuteczniejsza”. Dodaje, że jeśli Bruksela znowu zdecyduje się na sankcje, to uderzą one w tę konstrukcję.

Zaś cytowany przez „Komsomolską Prawdę” politolog Fiodor Łukjanow ocenia, że „wprowadzanie sankcji w tym momencie byłoby strzałem w stopę, a może nawet w głowę”. Co do oczywistego amerykańskiego sprzeciwu wobec procesu pokojowego Łukjanow wierzy, że Merkel umówiła się z Obamą i na razie powstrzyma się on od torpedowania porozumienia.

Ale ekspert jest pewien, że USA nie będzie w pierwszym szeregu tych, którzy pomogą je realizować. Jeśli zaś USA uznają, że Europa za bardzo idzie na rękę Rosji, to szybko tę politykę „skorygują”.

Więcej na ten temat

Warte przeczytania

Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Historia

O Niemcach, którzy z konieczności zostali Polakami

Książka naszego redakcyjnego kolegi Piotra Pytlakowskiego „Ich matki, nasi ojcowie”, której fragment publikujemy, opowiada o losach niemieckich dzieci mieszkających na ziemiach, które po II wojnie światowej przypadły Polsce.

Piotr Pytlakowski
15.09.2020
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną