Europarlamentarzyści na szlaku z Brukseli do Strasburga

Wielkie wędrowanie
Europarlament co kilka tygodni przenosi się z Brukseli do Strasburga, gdzie odbywa sesję plenarną. Ta stała wędrówka nadaje mu naturę nomadyczną.
Pracownicy sekcji logistyki Parlamentu Europejskiego pakują skrzynie z dokumentami, by przewieźć je z powrotem do Brukseli.
Piotr Małecki/Polityka

Pracownicy sekcji logistyki Parlamentu Europejskiego pakują skrzynie z dokumentami, by przewieźć je z powrotem do Brukseli.

Siedziba PE w Strasburgu
Piotr Małecki/Polityka

Siedziba PE w Strasburgu

Przeprowadzka niemal całego parlamentu jest wymuszona tym, że PE ma kilka siedzib.
Piotr Małecki/Polityka

Przeprowadzka niemal całego parlamentu jest wymuszona tym, że PE ma kilka siedzib.

Siedziba PE w Strasburgu pozostaje pusta.
Piotr Małecki/Polityka

Siedziba PE w Strasburgu pozostaje pusta.

Woźny Tsepouras w Strasburgu
Piotr Małecki/Polityka

Woźny Tsepouras w Strasburgu

Woźny Tsepouras w Brukseli
Piotr Małecki/Polityka

Woźny Tsepouras w Brukseli

Tłumaczka Suzan w Strasburgu
Piotr Małecki/Polityka

Tłumaczka Suzan w Strasburgu

Tłumaczka Suzan w Brukseli
Piotr Małecki/Polityka

Tłumaczka Suzan w Brukseli

Administrator Piotr w Strasburgu
Piotr Małecki/Polityka

Administrator Piotr w Strasburgu

Administrator Piotr w Brukseli
Piotr Małecki/Polityka

Administrator Piotr w Brukseli

Tylko sprawna logistyka pozwala na wielokrotne wędrówki ton dokumentów miedzy siedzibami Parlamentu Europejskiego.
Piotr Małecki/Polityka

Tylko sprawna logistyka pozwala na wielokrotne wędrówki ton dokumentów miedzy siedzibami Parlamentu Europejskiego.

Kierowcami dowodzą Włosi.
Piotr Małecki/Polityka

Kierowcami dowodzą Włosi.

Posłowie pakują się do stojących na korytarzu kantyn.
Piotr Małecki/Polityka

Posłowie pakują się do stojących na korytarzu kantyn.

W Strasburgu trudniej się spotkać, bo wszyscy mają napięte grafiki.
Piotr Małecki/Polityka

W Strasburgu trudniej się spotkać, bo wszyscy mają napięte grafiki.

Tak, siedziba Parlamentu Europejskiego w Strasburgu wygląda na marnotrawstwo. Tak wielkie jak sam budynek w kształcie wieży Babel, stojący na brzegu rzeki Ill. Świeci pustkami przez 317 dni w roku, ale nigdy nie popada w letarg. Normalnym trybem działają ogrzewanie i klimatyzacja. Stołówka wydaje posiłki, choć w jałowych tygodniach karmi przeważnie zwiedzających, rozmaite wycieczki szkolne i członków klubów seniora. Strażnicy pilnują, ogrodnicy strzygą trawę. Myte są hektary okien. Sprzątane parkingi podziemne, kilometry korytarzy, sala plenarna, sale konferencyjne i zebrań, setki pokojów biurowych i obszerne centrum prasowe. Zespół troszczący się o obiekt nie zapomina nawet o regularnym spuszczaniu wody w nieużywanych toaletach, co także spłuczkom nie pozwala popadać w bezczynność.

Utrzymywany w pełnej gotowości gmach zapełnia się średnio 13 razy w ciągu roku, gdy PE zbiera się na posiedzenia plenarne. Każdy z takich zlotów wygląda podobnie: trwa od poniedziałku do czwartku. Prace ruszają na serio dopiero późnym poniedziałkowym popołudniem. Pierwszy poranek tygodnia przeznaczony jest przede wszystkim na dojazd do stolicy Alzacji.

Przybycie posłów i personelu

Posłowie, główni uczestnicy zlotu, jadą ze swoich okręgów równomiernie pokrywających Europę od Finlandii po Portugalię i Cypr. Z reguły, mając prawo do biletu w klasie biznes, lecą samolotami i lądują albo na marnie skomunikowanym lotnisku pod Strasburgiem, albo np. w nieodległym Frankfurcie nad Menem, skąd są dowożeni samochodami. Podobnie z różnych zakątków Europy przyjeżdżają tłumacze – wolni strzelcy i część dziennikarzy obsługujących sesję oraz goście parlamentu, np. działacze organizacji pozarządowych czy głowy państw. Gdyby, co się nie zdarza, stawili się nawet wszyscy eurodeputowani – zeszłej jesieni wybraliśmy ich 751 – i gdyby przybyły jakieś wyjątkowo liczne delegacje, a dziennikarzy ponadstandardowo zaciekawiłyby obrady, to i tak grupa europejska nie dorówna liczebnością karawanie ciągnącej z Brukseli.

Ze stolicy Belgii jadą: asystenci pracujący w biurach poselskich. Tłumacze zatrudnieni w parlamencie na stałych etatach. Funkcjonariusze grup politycznych i lobbyści. Europejscy komisarze i urzędnicy instytucji unijnych mających siedziby w Brukseli. Akredytowani tam korespondenci. Fotoreporterzy, kamerzyści, oświetleniowcy i dźwiękowcy. Osoby dystrybuujące tradycyjną pocztę i dbające o obieg papierowych dokumentów. Sekretarki i sekretarze, personel rozliczający diety i informatycy. Wreszcie woźni, rozpoznawalni po białych muszkach, szytych na miarę czarnych frakach i posrebrzanych łańcuchach z zawieszonym na nich ryngrafem z 12 gwiazdami.

Przeprowadzka niemal całego parlamentu jest wymuszona tym, że PE ma kilka siedzib. Główna, ale rzadziej używana, znajduje się właśnie w Strasburgu. Brukselska jest mniej ważna, za to wykorzystywana na co dzień. To tam posłowie spotykają się na posiedzeniach komisji parlamentarnych i – no cóż, to urok unijnego żargonu – miniplenarkach, dodatkowych sesjach całej izby. Trzecia siedziba jest w Luksemburgu, gdzie pracuje sekretariat i sporządza się m.in. pisemne przekłady materiałów wydawanych przez PE.

Czytaj także

Ważne w świecie

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną