Hollywood na piaskach Sahary

Berberzy czekają na kino
Osama bin Laden sprzedaje marlboro. Bóg dał mi szansę zagrania terrorysty w czterech filmach – pokazuje fotosy. Kiedy nie gra, dorabia gawędziarstwem.
Atlas, studio filmowe w marokańskim Quarzazate u wrót Sahary. To tu powstały „Kleopatra”, „Kundun”, „Asteriks i Obeliks”, „Gladiator”, „Gra o tron”.
Jakub Ciećkiewicz

Atlas, studio filmowe w marokańskim Quarzazate u wrót Sahary. To tu powstały „Kleopatra”, „Kundun”, „Asteriks i Obeliks”, „Gladiator”, „Gra o tron”.

Abdelaziz cztery razy grał bin Ladena i raz Mojżesza.
Jakub Ciećkiewicz

Abdelaziz cztery razy grał bin Ladena i raz Mojżesza.

Abdelilah Wahbi trzy razy grał Jezusa i raz Judasza.
Jakub Ciećkiewicz

Abdelilah Wahbi trzy razy grał Jezusa i raz Judasza.

Twórcą tego Hollywood na piaskach jest Souheil Ben Barka.
Jakub Ciećkiewicz

Twórcą tego Hollywood na piaskach jest Souheil Ben Barka.

Miejscowy szef castingu ma dane 3 tys. ludzi gotowych w każdej chwili statystować w filmie.
Jakub Ciećkiewicz

Miejscowy szef castingu ma dane 3 tys. ludzi gotowych w każdej chwili statystować w filmie.

Słynna kasba Ait Benhaddou, którą skojarzy zapewne niejeden kinoman, bo zagrała w wielu filmach. A kręcili tu Martin Scorsese i Ridley Scott.
Jakub Ciećkiewicz

Słynna kasba Ait Benhaddou, którą skojarzy zapewne niejeden kinoman, bo zagrała w wielu filmach. A kręcili tu Martin Scorsese i Ridley Scott.

Gotowe dekoracje czekają na następnych twórców filmowych.
Jakub Ciećkiewicz

Gotowe dekoracje czekają na następnych twórców filmowych.

Jezus mieszka w glinianym domu z dziurą w dachu. Ma dwie żony, czarną i białą, czworo dzieci, kozę oraz plazmowy telewizor. Żyje z pożyczek. Całymi dniami przesiaduje w kawiarni. Pytany, dlaczego nie załata dziury, z której się leje do mieszkania, wzrusza ramionami: – Murarza to ja mogę zagrać.

Średniowieczny podróżnik ma depresję. Przesiaduje w lepiance na przedmie-ściu i ogląda z synem włoski serial, w którym wciąż umiera. Ból duszy łagodzi ha-szyszem.

Rzymski żołnierz prowadzi stoisko na lokalnym suku. Biblijny patriarcha sprzedaje bułki w sklepie. Sługa faraona oprowadza Francuzów po muzeum filmu. Więzień Guantanamo, paląc ekologiczne uprawy z okolic Tangeru, jak nazywa skrę-ty, opowiada o swej przyjaźni z Bradem Pittem...

W marokańskim Ouarzazate, u wrót Sahary, kilkadziesiąt tysięcy ludzi czeka na kino. Wszyscy wiedzą, jaki film powstanie w studiach na pustyni, kiedy, jakiej produkcji i z jakim budżetem. Jeśli biblijny – zapuszczają brody. Jeśli akcji – popra-wiają sprawność. Każdy chce zostać statystą, kierowcą, dostawcą, zrobić cokolwiek, co przyniesie pieniądze.

Być jak Federico

Twórca Ouarzazate, słynny reżyser, producent i przyjaciel gwiazd, 72-letni Souheil Ben Barka nie udziela wywiadów, ale przyjmuje gości. Jego rezydencja mieści się w pobliżu pałacu królewskiego w Rabacie, wśród otoczonych murami i strzeżonych przez gwardię posiadłości rodziny panującej. W salonie, obok dzieł sztuki afrykańskiej, wiszą festiwalowe nagrody.

Życie Ben Barki przypomina film. Wychował się w Timbuktu – mitycznej osa-dzie w głębi Sahary. W wieku 16 lat otrzymał stypendium na studia matematyczne do Rzymu. – Po kilku miesiącach autobus, którym jeździłem na uczelnię, przy-padkowo wjechał na plan filmowy – opowiada rozbawiony. – Wysiadłem, żeby się rozejrzeć, zostałem do wieczora i nigdy już nie wróciłem na uniwersytet. Film nosił tytuł „Osiem i pół”, reżyserował Federico Fellini.

Souheil zrezygnował ze studiów – w Maroku uznano go za szaleńca po raz pierwszy. Stracił stypendium, nocami pracował w barze, za dnia studiował w szkole filmowej, aż w 1966 r. operator Vittorio Storaro ściągnął go na plan do Piera Paola Pasoliniego. Kręcili „Króla Edypa” na Saharze. – W tamtym czasie dotarcie do Ouarzazate było wyczynem – wspomina Ben Barka. – Autobus jechał 10 go-dzin po krętych górskich drogach. Osada przypominała Timbuktu. Na miejscu nie było nic. Studia, hotelu, stacji benzynowej, banku. Wokoło krążyli nomadzi na wiel-błądach. Pieniądze dowożono nam helikopterem kopalni ołowiu.

Społeczność osady podchodziła do filmowców z dystansem, choć w Maroku nakręcono wiele filmów: „Le Cavalier Marocain” braci Lumière (1897 r.), obrazy Jose-fa von Sternberga, Alfreda Hitchcocka, Orsona Wellesa, ale statystów traktowano jak dzikusów. Pracowali w zamian za jedzenie.

Czytaj także

Ważne w świecie

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną