Świat

Dwa lata i basta

Tata na tacierzyńskim, czyli nowe rodzicielstwo nadciąga

50 tygodni urlopu, który ojciec i matka mogą podzielić miedzy siebie tak, jak chcą. Tak jest w Wielkiej Brytanii. 50 tygodni urlopu, który ojciec i matka mogą podzielić miedzy siebie tak, jak chcą. Tak jest w Wielkiej Brytanii. Kate Ballis/Cultura RM / Getty Images
Urlopy macierzyńskie to za mało. Pomogły kobietom wejść na rynek pracy, ale hamują ich kariery i zarobki. Idzie nowe – zrównoważone rodzicielstwo. Z tatą w roli głównej.
Urlop rodzicielski w Szwecji trwa 480 dni.Johner RF/Getty Images Urlop rodzicielski w Szwecji trwa 480 dni.

W serialu „Wojna domowa” z lat 60. odcinek „Dzień matki” zaczyna się od dobrych intencji, a kończy na katastrofie. Ojciec i syn próbują uszczęśliwić mamę (w podwójnej roli pani domu i kierowniczki pralni najsłynniejsza polska kobieta pracująca – Irena Kwiatkowska), ale wywołują tylko serię tragikomicznych zdarzeń, które przysparzają jej nowych obowiązków i rujnują mieszkanie.

Reżyser serialu Jerzy Gruza trafnie uchwycił pewną przewrotność. 10 lat później dobre chęci wobec matek miały również państwa opiekuńcze, które – aby ułatwić im życie – wprowadziły płatne urlopy macierzyńskie. Z początku pozytywy były oczywiste, z czasem jednak okazało się, że przesadna opiekuńczość ma też swoje efekty uboczne – już nie takie dobre dla mam.

Wówczas, w latach 70., kluczowe było zapewnienie bezpieczeństwa zdrowotnego kobietom i dzieciom. Dziś dyskusja przeniosła się na inną płaszczyznę – dotyczy faktycznego równouprawnienia na rynku pracy, perspektyw rozwoju zawodowego, osobistego spełnienia kobiet pracujących, a także dobra całych gospodarek. I coraz częściej słychać, że wpływ urlopów na życie kobiet jest w najlepszym razie niejednoznaczny. Przyniósł niespodziewane obciążenia. Aby im zaradzić, coraz więcej krajów wzywa na pomoc ojców.

Lepszy gorszy mężczyzna?

Dwa miesiące temu zrobiła to Wielka Brytania, dotąd chwaląca się rocznym płatnym urlopem macierzyńskim, a więc jednym z najdłuższych w Europie. Od kwietnia zastąpił go urlop rodzicielski, wynoszący 50 tygodni, który mama i tata mogą podzielić między siebie tak, jak chcą. Matka ma obowiązek być z dzieckiem jedynie przez pierwsze 14 dni po porodzie, a później rodzice mogą się zmieniać lub opiekować dzieckiem wspólnie. Przez 37 tygodni jedno z nich otrzymuje 90 proc. dotychczasowego wynagrodzenia, reszta urlopu jest bezpłatna. Nowa regulacja obejmuje także rodziców adopcyjnych, żyjących w związkach partnerskich, rodziców tej samej płci oraz wychowujących dziecko z poprzedniego związku jednego z nich.

Brytyjczycy od lat dyskutowali o potrzebie bardziej zrównoważonego modelu opieki nad małymi dziećmi, czyli większego zaangażowania ojców. W 2007 r. Nicola Brewer, szefowa Komisji Równości i Praw Człowieka, ostrzegała przed „niezamierzonymi skutkami” skupienia świadczeń opiekuńczych tylko na kobietach: „Sprawiają, że są one mniej atrakcyjne dla pracodawców”.

Yvette Cooper, pierwsza w historii Wysp minister, która w 2001 r. wzięła urlop macierzyński, mówiła o utajonej dyskryminacji i o 50 tys. kobiet, które nie mają dokąd wracać po zakończeniu opieki nad dziećmi. Wtórował im sir Alan Michael Sugar – słynny biznesmen i doradca polityczny – podkreślając, że wielu pracodawców pomija aplikacje kobiet w wieku rozrodczym. Perspektywa rozstania z pracownicą na rok powoduje, że skłaniają się ku kandydatom męskim o podobnych, a nawet niższych kwalifikacjach.

Brytyjski rząd liczy na to, że nowa regulacja umożliwi bardziej sprawiedliwy podział nieobecności na rynku pracy, ale nie spodziewa się cudów. Szacuje się, że w najbliższych latach ojcowie przejmą od mam od 2 do 8 proc. czasu urlopów rodzicielskich. Średnia w krajach, które takie regulacje wprowadziły niedawno, np. Czechach, Austrii, Polsce czy Francji – wynosi 3 proc. Ale może być znacznie lepiej.

Kwota ojcowska

Nowe regulacje na Wyspach to ruch w kierunku wyznaczonym przez Skandynawów już w połowie lat 80. ubiegłego stulecia. Najbardziej radykalne i prorównościowe podejście prezentują Szwedzi, unikając w dokumentach nawet określeń „matka” czy „ojciec”. Urlop rodzicielski trwa tam najdłużej – aż 480 dni. Przez 390 dni opiekun, który zostaje z dzieckiem, otrzymuje 80 proc. dotychczasowej pensji (zasiłek otrzymują także wcześniej niezatrudnieni). Ale 60 dni urlopu jest zarezerwowanych tylko dla taty – to stosowana także w Norwegii i Islandii „kwota ojcowska”, której nie można odstąpić drugiemu rodzicowi. Niewykorzystana przepada. Efekt? Co czwarta osoba korzystająca z urlopu rodzicielskiego to ojciec.

W Norwegii „kwota ojcowska” została wprowadzona w 1994 r. i wynosi 14 tygodni (tyle co matki), poza tym rodzice mają 18 tygodni w pełni płatnego urlopu do podziału. Norwescy ojcowie, którzy odbyli swoją „kwotę”, lepiej i chętniej zajmują się dziećmi – badania pokazują m.in., że spędzają później z nimi o godzinę dłużej każdego dnia, chętniej je myją, ubierają i karmią. A dzieci lepiej się rozwijają, np. lepiej rozwiązują testy poznawcze.

Teraz ojcowie w Norwegii wykorzystują średnio 8,5 z 14 przysługujących im odpłatnych tygodni urlopu. Tylko co trzeci tata w Oslo wziął cały urlop. Jeśli kwoty zostaną zlikwidowane, stanie się najpewniej to, co w Danii – większość opieki spadnie znów na matki. Żeby zachęcić ojców do dłuższych urlopów, Norwegia i Szwecja dopłacają rodzinom równomiernie dzielącym się opieką.

W innych częściach Europy postulaty są mniej radykalne, a sukcesy – adekwatnie mniejsze. Polska także wprowadziła urlop rodzicielski i elastyczne formy dzielenia się opieką. Płatny urlop macierzyński trwa 20 tygodni, z czego 14 tygodni obowiązkowo odbywa matka. Dodatkowym urlopem macierzyńskim (6 tygodni) i urlopem rodzicielskim (26 tygodni) opiekunowie mogą się podzielić dowolnie. Mężczyznom przysługują też dwa tygodnie urlopu ojcowskiego. Łącznie – rok płatnej opieki nad dzieckiem, co plasuje nas w średniej europejskiej. Wzorem dla polskich ojców mogą być sąsiedzi zza Odry. Gdy w 2006 r. wprowadzono tam urlopy rodzicielskie, niemieccy ojcowie spędzali z dziećmi zaledwie 3 proc. możliwego do wykorzystania czasu. Dziś już ponad 30 proc.

Urlopy rodzicielskie to wyraźny trend w krajach rozwiniętych, od lat stosują go m.in. Australijczycy i Nowozelandczycy. Ale jest zaskakujący wyjątek.

USA jak Papua

„Jako jedyne państwo rozwinięte na kuli ziemskiej nie gwarantujemy płatnego urlopu zdrowotnego ani urlopu macierzyńskiego swoim obywatelom” – grzmiał niedawno prezydent Barack Obama podczas corocznego orędzia w Kongresie. Według Międzynarodowej Organizacji Pracy równie bezlitośnie ze swoimi obywatelami postępują tylko Papua-Nowa Gwinea oraz Oman, może jeszcze Suazi.

Rząd USA sam nie zapewnia płatnego urlopu macierzyńskiego ani też nie obliguje do jego opłacania pracodawców. Amerykańskim matkom przysługuje 12 tygodni bezpłatnego urlopu macierzyńskiego, ale dotyczy to jedynie pań w firmach zatrudniających ponad 50 osób i wykonujących tę samą pracę przez co najmniej rok (zaledwie połowa zatrudnionych). Nawet rząd federalny nie daje urlopów macierzyńskich swoim pracownicom.

W praktyce Amerykanki przy porodzie wykorzystują zaoszczędzone urlopy wypoczynkowe i zdrowotne. Kilka stanów, m.in. Kalifornia, New Jersey i Waszyngton, stworzyło regulacje wspierające, np. wydłużają urlopy, obejmują nimi mniejsze firmy czy wprowadzają dodatkowe podatki na świadczenia macierzyńskie. Efekt jest taki, że z urlopu po porodzie korzysta tylko nieco ponad 10 proc. Amerykanek.

Przytłaczająca większość Amerykanów – 86 proc. – chciałaby wprowadzenia płatnych urlopów macierzyńskich, zgodnie mówią o tym wyborcy demokratów i republikanów. Mimo tego szans na kompleksową zmianę nie ma. Kolejne projekty ustaw tworzone przez demokratyczną senator Rosę DeLauro od dekady trafiają w próżnię. Ma poparcie wielu demokratów, ale ani jednego republikanina w Kongresie. Dlatego nawet Hillary Clinton, która ma szansę zostać pierwszą kobietą prezydentem USA, mówi, że urlopy macierzyńskie to na razie tylko „polityczna niemożliwość”.

Macho-zasady

Według raportu Międzynarodowej Organizacji Pracy świat ma jednak powody do zadowolenia – 85 proc. państw dostosowało się do jej standardów i zapewnia matkom co najmniej trzy miesiące urlopu macierzyńskiego, płatnego z budżetu państwa lub kiesy pracodawców. W krajach rozwiniętych jest dobrze, a w rozwijających się – coraz lepiej. Ale wciąż tylko połowa krajów przewiduje urlopy ojcowskie (zaledwie od 5 do 15 dni).

W sprawie tzw. tacierzyńskiego przeszkodą pozostaje kultura, w tym kultura korporacyjna. Bez względu na region globu matka jest wciąż postrzegana jako główny opiekun dzieci. A ponieważ kobiety wciąż zarabiają gorzej niż mężczyźni (uśredniona europejska dysproporcja to ok. 16 proc.), biorą urlopy, podczas gdy mężczyźni pracują, awansują i... zwiększają swoje zarobki, pogłębiając dysproporcje.

W większości firm nieobecność ojca w pracy akceptowana jest tylko tuż po porodzie. Natomiast ci ojcowie, którzy próbują łączyć pracę zawodową z dłuższą opieką nad dzieckiem, zderzają się z tym samym – a może i twardszym – murem niechęci, na jaki od dekad wpadają kobiety.

Badania przeprowadzane w różnych krajach Europy na przestrzeni czterech dekad – a więc odkąd urlopy macierzyńskie stały się normą – nie dają jednoznacznych, pozytywnych wyników. Z jednej strony wiadomo, że kobiety, które mogą liczyć na płatny urlop i gwarantowany powrót na stanowisko, chętniej wchodzą na rynek pracy i decydują się na dzieci, po czym wracają do ról zawodowych. Dzięki temu udało się zmniejszyć różnice w liczbie zatrudnionych kobiet i mężczyzn. Pojawiły się jednak inne komplikacje.

We Francji, gdzie świadczenia urlopowe i zasiłki dla rodzin należą do najhojniejszych, pracuje 60 proc. kobiet i 68 proc. mężczyzn w wieku 15–64 lata, ale aż 30 proc. kobiet w niepełnym wymiarze godzin (wśród mężczyzn to tylko 7 proc.). Dzieje się tak, bo kobiety starają się godzić role rodzicielskie z zawodowymi, poświęcając te drugie. Praca w niepełnym wymiarze godzin to niższe zarobki, niższe świadczenie emerytalne, a także mniejsze szanse awansu i utknięcie na niskim stanowisku.

Nie zasiedź się w domu

Kompleksowy raport OECD (Organizacja Współpracy Gospodarczej i Rozwoju) o wpływie urlopów macierzyńskich na rynek pracy, opublikowany w ubiegłym roku, dowodzi również, że jeśli kobiety zostają w domu z dziećmi pełne dwa lata, ich umiejętności i wiedza się dezaktualizują, a szanse na powrót na rynek pracy drastycznie maleją. A hojne świadczenia zachęcają do pozostawania w domu. Im dłuższe urlopy kraj oferuje, tym dłużej kobiety nie wracają do pracy, a im większe zasiłki dostają, tym mniejszą mają motywację.

To kluczowy wniosek z wielu badań w krajach OECD: po 24 miesiącach urlop macierzyński ma już wyraźnie kontrproduktywny wpływ na profesjonalne życie kobiety. Ale w zasadzie każdy rok poza rynkiem słono kosztuje. We Francji kobiety po roku na urlopie zarabiają od 7 do 17 proc. mniej niż przed nim. W Niemczech – od 6 do 20 proc. mniej. W 2007 r. urlop rodzicielski skrócono tam o połowę, do 12 miesięcy.

Nie wiadomo, czy spadek wynagrodzeń jest trwały. Różne badania pokazują, że kobiety mogą odzyskać wysokie pensje po około trzech latach (Kanada) lub nie udaje się to nawet po dekadzie (Francja). Według raportu OECD najlepiej zawodowo radzą sobie te kobiety, które opiekowały się dzieckiem nie dłużej niż przez 20 tygodni urlopu. Dlatego wiele matek z wyższym wykształceniem zajmujących wysokie pozycje stara się wracać do pracy jak najwcześniej.

Najbardziej kontrowersyjnym przykładem takiej determinacji była decyzja Rachidy Dati, minister sprawiedliwości w rządzie Nicolasa Sarkozy’ego, o powrocie do pracy już pięć dni po cesarskim cięciu. Hiszpańska minister obrony Carme Chacon także pracowała niemal do porodu – świat obiegły zdjęcia z przeglądu wojsk, jakiego dokonywała w zaawansowanej ciąży.

Bardziej równomierny podział urlopu rodzicielskiego to nie tylko kolejny krok do ekonomicznego równouprawnienia kobiet, ale szansa lepszego wykorzystania kapitału ludzkiego w ogóle. M.in. w Europie, USA, Kanadzie czy Australii kobiety są lepiej wykształcone niż mężczyźni. Poświęcają kariery, opiekując się dziećmi, choć mają realne szanse być w pracy bardziej produktywne i twórcze niż mężczyźni, a także więcej od nich zarabiać. Wniosek? Nie stać nas, aby kobiety siedziały w domu z dziećmi, a mężczyźni pracowali.

Polityka 22.2015 (3011) z dnia 26.05.2015; Świat; s. 49
Oryginalny tytuł tekstu: "Dwa lata i basta"
Więcej na ten temat

Warte przeczytania

Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Społeczeństwo

Janusz Majewski: Trzeba pokonać inteligencki wstyd

Rozmowa z reżyserem Januszem Majewskim o tym, jak się zachowywać w trudnych czasach, czy istnieje recepta na dobry film oraz o ogładzie, która była ważna nawet u czerwonoarmistów.

Martyna Bunda
09.01.2021
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną