Świat

Spadek po Hitlerze

Odnaleziono kontrowersyjne dzieła sztuki nazistowskiej

Odnalezione po latach konie z brązu Josefa Thoraka. Odnalezione po latach konie z brązu Josefa Thoraka. Uwe Anspach/EPA / PAP
Niemcy odnaleźli właśnie kilka monumentalnych pamiątek po III Rzeszy. Jeszcze 20 lat temu schowaliby je do magazynów, ale dziś uważają, że to najgorsze rozwiązanie.
Konie stały przed zbudowanym w 1938 r. gmachem Nowej Kancelarii Rzeszy.AKG Images/EAST NEWS Konie stały przed zbudowanym w 1938 r. gmachem Nowej Kancelarii Rzeszy.
Rzeźba Arno Brekera „Die Wehrmacht”BEW Rzeźba Arno Brekera „Die Wehrmacht”

Artykuł w wersji audio

Podczas ogólnokrajowej obławy w Heikendorf koło Kilonii funkcjonariusze niemieckiej policji natrafili na posąg nagiego wojownika, dzierżącego miecz w wyciągniętej lewej ręce. To prawdopodobnie oryginał słynnej rzeźby Arno Brekera „Die Wehrmacht”, zdobiącej niegdyś jedno z wejść do Nowej Kancelarii Rzeszy. Z kolei w Bad Dürkheim, niedaleko granicy z Francją, w ręce śledczych wpadły inne dzieła Brekera, rzeźby Fritza Klimscha i dwa gigantyczne rumaki dłuta Josefa Thoraka.

Dzieła skonfiskowane przez policję to tzw. sztuka nazistowska – powstały w czasach III Rzeszy na zamówienie totalitarnego państwa. Teraz wszystkie znaleziska – przez lata uważane za zaginione – staną się własnością federalną. I federalnym problemem.

W Niemczech to wciąż delikatny temat. Dowodem była choćby dyskusja, która przetoczyła się tutaj w 2006 r., tuż przed piłkarskimi mistrzostwami świata. Rozgorzał wówczas spór o rzeźby stojące przed Stadionem Olimpijskim w Berlinie. Powstały w latach 30. (wśród projektantów znów pojawia się Breker) i, zdaniem krytyków, ukazują rasistowski ideał człowieka.

„Wyburzyć wszystko!” – postulował Ralph Giordano, zmarły w ubiegłym roku pisarz żydowskiego pochodzenia. Inni chcieli, by przynajmniej na czas mundialu rzeźby zostały zasłonięte. Ostatecznie zostawiono je w spokoju, a kibice byli prawdopodobnie zbyt przejęci meczami, aby je zauważyć.

Zniszczyć, ukryć, zapomnieć

„Wyburzyć wszystko!” – tej dewizy chętnie trzymano się w pierwszych latach i dekadach po wojnie. Niezależnie od tego, że część nazistowskich rzeźb, malowideł czy budynków nie przetrwała działań wojennych, wiele zostało świadomie zniszczonych już po 1945 r.

Siedziba kanclerza Rzeszy, w której urzędował Adolf Hitler, z wojny wyszła tylko lekko uszkodzona. Jako jeden z centralnych symboli reżimu została jednak wyburzona na przełomie lat 40. i 50. Decyzję w tej sprawie wydała Radziecka Komisja Kontroli w Niemczech. Nie chciano również zachować pobliskiego bunkra Hitlera. Po wojnie Armia Radziecka próbowała (nieskutecznie) wysadzić go w powietrze. Pozostałości zniszczono krótko przed upadkiem NRD, podczas budowy osiedla mieszkaniowego.

„Amerykanie zniszczyli 90 proc. moich berlińskich rzeźb” – skarżył się w wywiadzie udzielonym w 1979 r. Arno Breker. Niedawne wydarzenia sugerują jednak, że były to zawyżone szacunki. – Po ostatnim odkryciu nasuwa się wniosek, że przetrwało więcej, niż myśleliśmy do tej pory – przekonuje Arthur Brand, holenderski detektyw, który pomógł niemieckim śledczym dotrzeć do dzieł przechowywanych w Bad Dürkheim.

Co jakiś czas sztuka nazistowska pojawia się też w oficjalnej sprzedaży. W maju 2012 r. w monachijskim domu aukcyjnym Hermann Historica zlicytowano za 7,5 tys. euro popiersie Rudolfa Hessa dłuta Thoraka. W maju w domu aukcyjnym Schloss Ahlden pod młotek poszła figura dziesięcioboisty z brązu, zaprojektowana przez Brekera z okazji olimpiady w Berlinie. Kolekcjoner ze stolicy Niemiec wyłożył 125 tys. euro.

Setki tysięcy ludzi na całym świecie zbierają pamiątki nazistowskie. Szczególnie w USA, Niemczech, Wielkiej Brytanii, Rosji i w Ameryce Południowej – mówi Brand. – Niektórzy z nich to prawdziwi neonaziści, ale wielu po prostu uważa te przedmioty za ważne ze względów historycznych. Wiadomo nawet, że zdarzają się kolekcjonerzy żydowscy.

Rzeźby teraz odnalezione przeszły niemalże odyseję. Monumentalne rumaki Thoraka zdobiły pierwotnie – tak jak „Die Wehrmacht” – Nową Kancelarię Rzeszy, otwartą kilka miesięcy przed wybuchem drugiej wojny światowej. Jesienią 1943 r., w obawie przed bombardowaniami, zostały przeniesione do miejscowości Wriezen w Brandenburgii, godzinę drogi samochodem od Berlina. 16 kwietnia 1945 r. do Wriezen wkroczyła Armia Czerwona. Tuż po wojnie gigantyczne konie z brązu na długo zniknęły, wywiezione w nieznanym kierunku.

Pod radziecką opieką

W drugiej połowie lat 80. okazało się, że – przemalowane na złoty kolor – upiększają plac sportowy na terenie koszar sowieckich w enerdowskim Eberswalde. Krótko przed upadkiem NRD zapadły się pod ziemię po raz drugi. Rosyjscy oficerowie twierdzili później, że trafiły na złom. Pierwsze sygnały, że rumaki są na sprzedaż na czarnym rynku, śledczy w Berlinie otrzymali w 2013 r.

Gdyby dzieła Thoraka odnaleziono pół wieku temu, to przypuszczalnie trafiłyby do magazynu. – W pierwszych latach i dekadach po 1945 r. ludzie byli szczęśliwi, że wreszcie skończyła się dyktatura. Nie chciano, by sztuka o niej przypominała – mówi prof. Christoph Zuschlag, historyk sztuki z uniwersytetu w Koblencji-Landau.

Powściągliwość w wystawianiu dzieł nazistowskich tłumaczono na różne sposoby. Koronnym argumentem był szacunek dla ofiar III Rzeszy, w tym społeczności żydowskiej. Twierdzono też jednak, że sztuka powstała na zamówienie nazistów jest artystycznie bezwartościowa, a zarazem wciąż obawiano się jej uwodzicielskiej mocy.

W 1947 r. do USA trafiła bogata kolekcja propagandowych niemieckich dzieł sztuki z czasów III Rzeszy, wśród nich wiele obrazów sławiących Wehrmacht. Większość tych zbiorów, skonfiskowanych przez ekipę kpt. Gordona W. Gilkeya w ramach denazyfikacji Niemiec, w latach 80. została zwrócona RFN. Trafiły jednak nie na wystawy, lecz do magazynów Bawarskiego Muzeum Armii w Ingolstadt.

Owszem, w tych samych latach 80. w zamku Nörvenich koło Kolonii otwarto Muzeum Arno Brekera. Od początku była to jednak placówka prywatna. Państwowy mecenas jeszcze długo sprawiał wrażenie, że umywa ręce od tego kontrowersyjnego artysty. Według ustaleń tygodnika „Der Spiegel”, rząd Angeli Merkel już jesienią 2011 r. otrzymał informacje, że zaginione rzeźby Brekera znajdują się na terenie Niemiec, ale wówczas władze odmówiły zajęcia się tą sprawą.

Rzeźby wychodzą z magazynów

Od tego czasu coś się zmieniło. Prof. Monika Grütters, pełnomocniczka rządu ds. kultury i partyjna koleżanka Merkel, uważa, że skonfiskowane niedawno rzeźby powinny zostać udostępnione publiczności, np. w Niemieckim Muzeum Historycznym (DHM) w Berlinie. „Sztuka powstająca pod mecenatem państwowym była ważną częścią propagandy i była przez nią systematycznie instrumentalizowana” – tłumaczy pani minister. I dodaje, że zmierzenie się z tym tematem to naturalna część rozliczeń z dyktaturą.

Z takim podejściem w pełni zgadza się prof. Christoph Zuschlag. – Uważam, że opinia publiczna ma prawo zobaczyć te dzieła w muzeach i na wystawach. Trzeba jednak wyjaśnić kontekst historyczny, w jakim powstały, a to wymaga dobrej dydaktyki – wyjaśnia.

Na czym polega dobra dydaktyka, pokazuje Norymberga. W tym mieście na południu Niemiec w czasach III Rzeszy z pompą organizowano zjazdy partyjne nazistowskiej NSDAP. W przyszłości uczestnicy mieli się zbierać w gigantycznej hali kongresowej dla 50 tys. ludzi. Hali jednak nie ukończono. Po wojnie planowano ją wyburzyć, ale przeszkodą okazały się wysokie koszty przedsięwzięcia. W 2001 r. w północnym skrzydle budynku otwarto centrum dokumentacyjne ze stałą wystawą o przyczynach i skutkach dyktatury Hitlera. Każdego roku to miejsce odwiedza ponad ćwierć miliona osób. Architektura nazistowska stała się pretekstem, by ciekawie opowiedzieć o ciemnych stronach reżimu.

Centrum dokumentacyjne działa też od kilkunastu lat w Prorze nad Bałtykiem. W latach 1936–39 w tej malowniczej okolicy na wyspie Rugii powstawał kurort dla 20 tys. urlopowiczów. W czasach NRD był tu wojskowy obszar zamknięty. Dziś „kolos z Rugii” – długie na 4,5 km bloki z betonu – ma status zabytku. W centrum dokumentacyjnym można się dowiedzieć, jak w państwie totalitarnym organizowano obywatelom czas wolny od pracy.

Nie taki diabeł straszny

W kwietniu 2007 r. warszawskie kino Iluzjon zorganizowało przegląd filmów propagandowych. Pokazano wtedy m.in. produkcje z czasów III Rzeszy: „Triumf woli” (1935 r.) Leni Riefenstahl, „Żyda Süssa” (1940 r.) Veita Harlana i „Powrót” (1941 r.) Gustava Ucicky’ego. W Niemczech podobne pokazy mogłyby się odbyć tylko za specjalną zgodą – i tylko wówczas, gdyby filmom towarzyszyły odpowiednie wprowadzenie i fachowa dyskusja. O legalnej szerokiej dystrybucji w ogóle nie ma mowy.

Równie stanowczo broniono niemieckich odbiorców przed zetknięciem z „Mein Kampf”. Rząd Bawarii, właściciel praw autorskich do niesławnej książki Hitlera, ścigał do tej pory każdego, kto chciał zarabiać na tej biblii nazizmu. Prawa autorskie wygasną jednak z końcem bieżącego roku. W tej sytuacji Instytut Historii Najnowszej w Monachium zdecydował się wypuścić na rynek wydanie z krytycznym komentarzem. Premiera jest planowana na początek przyszłego roku.

Dzieła sztuki są świadectwem swoich czasów. „Czy więc reżim, który popełnił najokropniejsze zbrodnie, musiał również stworzyć najokropniejszą, najniebezpieczniejszą, budzącą największą grozę sztukę?” – zastanawia się na łamach „Die Zeit” prof. Wolfgang Ullrich, historyk sztuki z Lipska. On uważa, że nie.

W gruncie rzeczy nie było bowiem sztuki typowo nazistowskiej. Niespełniony malarz Adolf Hitler i jego poplecznicy mieli raczej tradycyjne wyobrażenia o „wielkiej sztuce”. Odrzucali awangardę. Do łask wróciło malarstwo krajobrazowe, popularne w XIX w. W architekturze i rzeźbie garściami czerpano z antyku. W cenie był monumentalizm.

Monumentalność, czerpanie wzorców z klasyki były jednak charakterystyczne nie tylko dla reżimu Hitlera. Historycy sztuki wskazują tu na reprezentatywne budowle socrealizmu czy na neoklasyczny paryski pałac Chaillot, zbudowany na potrzeby Wystawy Światowej w 1937 r. Taki był duch epoki. Nawet kult ciała nie był wyłącznie fenomenem nazistowskim. Wystarczy obejrzeć dokument Andrzeja Munka „Kierunek – Nowa Huta!” (1951 r.).

Czy więc wiejskie pejzaże albo rzeźby muskularnych mężczyzn mogą zauroczyć ideologią nazistowską? W ukryciu, owszem, mogą kusić niczym zakazany owoc. Wystawione na widok publiczny szybko powinny zostać odczarowane. Wydaje się, że takie właśnie podejście zwycięża dziś w Niemczech.

Akurat w dniu, w którym niemiecka policja prowadziła rewizje w Bad Dürkheim i innych miejscowościach, w Nowej Pinakotece w Monachium otwarto wystawę „Gegen Kunst” (Przeciwko sztuce). Twórcy ekspozycji zestawili awangardowe dzieła wyklęte w III Rzeszy jako „sztuka zdegenerowana” (Entartete Kunst) z tymi, które powstały na zlecenie narodowych socjalistów (np. „Dwoje ludzi” Thoraka). Autorzy wystawy nie mają wątpliwości, że z tej artystycznej próby sił zwycięsko wyjdą te pierwsze.

Polityka 27.2015 (3016) z dnia 30.06.2015; Świat; s. 54
Oryginalny tytuł tekstu: "Spadek po Hitlerze"
Więcej na ten temat

Warte przeczytania

Reklama

Czytaj także

Ludzie i style

Drapacze chmur, które zmienią oblicze Nowego Jorku

W 2020 r. na Manhattanie zostaną oddane do użytku dwa rekordowo wysokie wieżowce. Już dominują nad panoramą miasta. A stoją przy tej samej ulicy.

Aleksander Świeszewski
25.01.2020
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną