Atak tureckich bombowców na pozycje Państwa Islamskiego jest jak przyznanie się do błędu

Turecka wojna z wszystkimi
Współcześni Turcy dokonali rzeczy niebywałej – doprowadzili do sytuacji, w której atakowani są jednocześnie przez dwie strony walczące ze sobą na śmierć i życie po drugiej stronie granicy.
U.S. Naval Forces Central Command/U.S. Fifth Fleet/Flickr CC by 2.0

Ankara dotychczas nie dostrzegała większego zagrożenia ze strony Państwa Islamskiego (PI): dla prezydenta Recepa Tayyipa Erdoğana większe niebezpieczeństwo dla Turcji stanowiły kurdyjskie bojówki, które po drugiej stronie granicy walczą właśnie z PI.

Do zmiany zdania skłoniły go z pewnością wydarzenia ostatniego tygodnia. 20 lipca w Suruç po tureckiej stronie granicy z Syrią zamachowiec z PI wysadził się w powietrze w tłumie lewicowych aktywistów. Zginęły 32 osoby, w tym wielu Kurdów.

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną