Brytyjska lewica nie stawia już na młodość

Idzie stare
Jeremy Corbyn może zostać najbardziej lewicowym przywódcą brytyjskiej Partii Pracy od 30 lat. Spadkobiercy Tony’ego Blaira są przerażeni.
Jeremy Corbyn ma 66 lat i nie jest nowym człowiekiem w brytyjskiej polityce.
Fiona Hanson/AP/EAST NEWS

Jeremy Corbyn ma 66 lat i nie jest nowym człowiekiem w brytyjskiej polityce.

W latach 80. angażował się w akcje typowe dla ówczesnej zachodniej lewicy: walczył z apartheidem w RPA i wspierał Ruch na Rzecz Rozbrojenia Nuklearnego.
David Hunt/Wikipedia

W latach 80. angażował się w akcje typowe dla ówczesnej zachodniej lewicy: walczył z apartheidem w RPA i wspierał Ruch na Rzecz Rozbrojenia Nuklearnego.

Dziś na spotkania z Corbynem przychodzą tłumy: 1300 osób w Liverpoolu, 1500 w Camden. Wynajęte sale okazują się za małe.
David Holt/Wikipedia

Dziś na spotkania z Corbynem przychodzą tłumy: 1300 osób w Liverpoolu, 1500 w Camden. Wynajęte sale okazują się za małe.

Jeszcze w czerwcu nikt nie dawał mu żadnych szans – wydawał się zbyt radykalny. Dopisano go do listy kandydatów na 15 minut przed upływem terminu zgłoszeń, aby „członkowie partii mieli do wyboru szeroki wachlarz kandydatów”, jak dyplomatycznie powiedział jeden z jego zwolenników.

Bukmacherzy dawali wówczas Corbynowi szansę 100:1. Na pierwszym miejscu w wyścigu o przywództwo w Partii Pracy była umiarkowana Yvette Cooper. Lewicowy tygodnik „New Statesman” nie widział powodu, aby zrobić z nim wywiad, bo – jak przekonywała redakcja – „tak bardzo przewidywalne wydawały się jego poglądy i tak kompletnie wydawał się pozbawiony znaczenia”.

Nawet Corbyn nie bardzo wierzył w swoje szanse. „Potrzebujemy debaty w partii – powiedział wówczas serwisowi „Daily Politics”, który zapytał go, po co kandyduje. – Mam nadzieję, że po tej debacie Partia Pracy bardziej stanowczo przeciwstawi się polityce oszczędności i zubożeniu najbiedniejszych Brytyjczyków”.

Dziś na spotkania z Corbynem przychodzą tłumy: 1300 osób w Liverpoolu, 1500 w Camden. Wynajęte sale okazują się za małe. W ostatnim tygodniu lipca poparł go potężny związek zawodowy Unison, zrzeszający głównie pracowników sektora publicznego. Parę dni wcześniej opowiedział się za nim największy brytyjski związek Unite (1,4 mln członków). Do głosowania na Corbyna wezwało ponad 150 terenowych organizacji partyjnych – więcej niż na każdego z kontrkandydatów.

1.

Jeremy Corbyn ma 66 lat i nie jest nowym człowiekiem w brytyjskiej polityce. Został wybrany do Izby Gmin z okręgu Islington North w północnym Londynie w 1983 r. i od tego czasu zasiada w niej nieprzerwanie. Nigdy jednak nie piastował żadnej przywódczej funkcji w partii. Jak skrupulatnie policzyli jego przeciwnicy, należał przez te lata do parlamentarzystów najczęściej buntujących się przeciwko władzom partii.

Jego ojciec był inżynierem elektrykiem, matka – nauczycielką matematyki. Oboje byli aktywnymi działaczami ruchu na rzecz pokoju i rozbrojenia w latach 50. i 60. Corbyn studiował w niezbyt prestiżowej North London Polytechnic, ale nigdy nie skończył studiów. „Przypomina lewicowego wykładowcę socjologii z około 1978 r.” – napisał o nim Jason Cowley z „New Statesman”: nie nosi krawata i zakłada charakterystyczne beżowe marynarki. Ascetyczny wegetarianin, nie pije alkoholu, uprawia własny ogródek działkowy i nie ma samochodu – za to codziennie jeździ na rowerze. Pracował jako dziennikarz, nauczyciel, działacz związkowy i lokalny radny.

W latach 80. angażował się w akcje typowe dla ówczesnej zachodniej lewicy: walczył z apartheidem w RPA i wspierał Ruch na Rzecz Rozbrojenia Nuklearnego (dziś jest jego wiceprzewodniczącym). Protestował przeciwko rozmieszczaniu w zachodniej Europie amerykańskich rakiet średniego zasięgu – co wielu działaczy opozycji w ówczesnym bloku socjalistycznym uważało za faktyczne sprzyjanie interesom Związku Radzieckiego.

Był zdecydowanym przeciwnikiem – jak sam mówi – „izraelskiej okupacji” terytoriów palestyńskich oraz zwolennikiem negocjacji z terrorystami z Hamasu i Hezbollahu. Spotkał się nawet kiedyś z przywódcą Hamasu Chalidem Meszalem. Dziś jednak deklaruje, że „popiera prawo Izraela do istnienia”. Popiera też Juliana Assange’a, twórcę WikiLeaks.

Corbyn był żonaty trzy razy: jego ostatnia żona, Meksykanka Laura Alvarez, zajmuje się importem kawy fair-trade (sprzedawanej w taki sposób, aby farmerzy dostali za nią więcej pieniędzy niż w typowym komercyjnym systemie upraw). Podobno drugie małżeństwo Corbyna skończyło się dlatego, że jego żona chciała wysłać jednego z trzech synów do elitarnej prywatnej szkoły średniej, na co on nie chciał się zgodzić (prywatna szkoła w bardzo wyczulonej na klasowe podziały Wielkiej Brytanii to jeden z symboli przynależności do grupy lepiej sytuowanych). Kiedy w końcu to zrobiła, Corbyn wystąpił o rozwód.

2.

„Dzisiaj wpłaciłem pierwszy raz pieniądze na rzecz Partii Pracy od czasu, kiedy zostałem jej członkiem na początku lat 90.” – napisał do „New Statesman” jeden z czytelników. „Dlaczego? Ponieważ Jeremy Corbyn dał mi nadzieję, że partia może wrócić do swoich korzeni”.

Program Corbyna – który przysporzył mu takiej popularności – rzeczywiście nawiązuje do tradycji brytyjskiej socjaldemokracji sprzed czasów, kiedy pogodziła się ona z kapitalizmem i wolnym rynkiem (albo, jak mówią zwolennicy Corbyna, „sprzedała się mu”). Historyczną postacią, z którą najbardziej się identyfikuje, jest Salvador Allende – zamordowany w prawicowym zamachu stanu w 1973 r. prezydent Chile.

Corbyn proponuje m.in. podniesienie płacy minimalnej do 10 funtów za godzinę (dziś 6,70); podwyższenie podatków dla najbogatszych; radykalny program budownictwa komunalnego (dziś mieszkania w Wielkiej Brytanii, zwłaszcza w Londynie, są bardzo drogie i często niedostępne dla młodych); gigantyczny program inwestycji w infrastrukturę, finansowany z długu publicznego; zniesienie czesnego na publicznych uniwersytetach. Według Corbyna wzrost gospodarczy jest możliwy dzięki większym inwestycjom publicznym – oraz wyższym płacom, które napędzą konsumpcję. Chce odmrozić płace w sektorze publicznym (wcześniej Partia Pracy poparła rząd Davida Camerona, który je zamroził). Urzędnicy, policjanci i nauczyciele mieliby dostać wyraźną podwyżkę, a potem ich płace miałyby być indeksowane według inflacji (obecnie bliskiej zera). Rewolucyjny jest także jego program renacjonalizacji – obejmujący m.in. koleje brytyjskie i usługi komunalne, sprywatyzowane przez Margaret Thatcher w latach 80. W ten sposób znaczna część brytyjskiej gospodarki powróciłaby w ręce państwa. Proponuje też ponowną nacjonalizację częściowo sprywatyzowanej poczty. „Nie można pozwolić na to, aby zyskowne części poczty zostały wydzielone i oddane firmom, które ograniczają się do dostarczania lukratywnych przesyłek w centrum Londynu” – mówi kandydat na przywódcę laburzystów.

Corbyn proponuje także przewrót ustrojowy: powołanie w pełni wybieranej Izby Lordów (obecnie 92 lordów dziedziczy tytuł i miejsce w izbie). Co prawda jest republikaninem, ale na razie nie żąda zniesienia monarchii. „Moim priorytetem jest sprawiedliwość społeczna – odpowiada na pytanie o przyszłość królestwa. – Skala poważnej nędzy w Wielkiej Brytanii jest absolutnie odrażająca”.

Uważa, że Wielka Brytania powinna pozbyć się broni jądrowej („broń atomowa jest niemoralna”) i wycofać się z NATO. Przez długi czas pozostawał eurosceptykiem: dopiero 29 lipca wydał oświadczenie, że Brytyjczycy powinni jednak pozostać w Unii Europejskiej. „Punktem zwrotnym w historii UE były czasy Thatcher i traktatu z Maastricht, kiedy zmieniono UE w system rynkowy” – mówił. Brutalne traktowanie Grecji wzbudziło jego „wielkie wątpliwości”. Z drugiej strony, Corbyn uważa, że sprawa opodatkowania korporacji międzynarodowych i polityka klimatyczna wymagają wspólnego działania, a do tego Europa jest niezbędna.

3.

Tupet, skłonność do przesady i składania obietnic bez pokrycia oraz brak wizji kraju w przyszłości – to tylko niektóre z długiej listy zarzutów, jakie stawiają Corbynowi jego koledzy. Rosnąca popularność kandydata wzbudziła panikę wśród dużej części przywódców Partii Pracy – zwłaszcza tych, którzy wyrośli w czasach Tony’ego Blaira i tzw. Nowej Lewicy (New Labour).

Neil Kinnock, przywódca partii pod koniec lat 80., oraz Peter Mandelson, wówczas jego najbliższy współpracownik, ostrzegają przed „powrotem do podziałów z lat 80.”. Wieszczą, że gdy lewica będzie debatować o programie Corbyna – który jest i tak nierealistyczny – konserwatyści zaczną obcinać wydatki na usługi publiczne i sprawy socjalne. Chris Leslie, minister finansów w „rządzie cieni” Labour, powiedział, że plan Corbyna, aby finansować infrastrukturę z pożyczonych pieniędzy, podniesie inflację oraz stopy procentowe, wyciśnie pieniądze ze szkół i szpitali. „To oczywiste, że Jeremy jest faworytem – mówiła „Guardianowi” konkurentka Corbyna Liz Kendall, ostrzegając równocześnie, że jeśli zostanie wybrany, w następnych wyborach partia przegra z kretesem. – Wielu młodych ludzi potrzebuje namiętności w polityce, ale nie są wystarczająco dorośli, żeby pamiętać, że polityka, jaką proponuje Corbyn, doprowadziła Labour do dekady przegranych wyborów w latach 80.”.

Konkurenci zarzucają mu także, że jego kampania opiera się na lewicowych radykałach oraz tajnych zwolennikach torysów, którzy deklarują się jako sympatycy Labour tylko po to, żeby zagłosować na Corbyna – w nadziei, że zniszczy to partię (rejestracja kosztuje 3 funty). Sam zainteresowany apeluje do bardziej umiarkowanych od niego laburzystów, aby zostali w partii, jeśli zostanie wybrany, i przestali grozić rozłamem. Głosowanie w Partii Pracy zacznie się w połowie sierpnia i potrwa do 10 września, a zwycięzca zostanie ogłoszony na zjeździe laburzystów dwa dni później.

4.

Wzrost popularności Corbyna to efekt – jak podkreśla wielu komentatorów – zarówno kryzysu samej Partii Pracy, jak i szerszych zmian społecznych obejmujących praktycznie wszystkie kraje Zachodu. W majowych wyborach Ed Miliband uzyskał dla partii najgorszy wynik wyborczy od 1983 r. Miliband, powszechnie krytykowany za brak charyzmy („jest równie charyzmatyczny jak mokra kartka papieru” – napisała o nim jedna z lewicowych komentatorek), podał się do dymisji. Partia zaczęła wtedy dyskutować nad przyczynami klęski. Radykałowie uważali, że Labour przegrała te wybory, bo była za mało lewicowa i zbyt podobna do torysów. SNP – szkoccy nacjonaliści – którzy sytuowali się na lewo od Labour, zdobyli w Szkocji 56 z 59 miejsc w parlamencie. W południowej Anglii (poza Londynem) Partia Pracy z kolei dramatycznie przegrała z konserwatystami i nacjonalistyczną UKIP – ma tam tylko 11 ze 197 miejsc w parlamencie.

Radykalizacji sprzyja także kryzys. W 2014 r. płace realne w Wielkiej Brytanii spadły o 1,6 proc., do poziomu sprzed dekady (spadają już szósty rok z rzędu, co stanowi najgorszy wynik od 150 lat). Brytyjczycy są przyzwyczajeni do stałego wzrostu płac przynajmniej od czasów rewolucji przemysłowej w połowie XIX w. Gospodarka nie odbiła się jeszcze od dna po kryzysie finansowym: wprawdzie bezrobocie pozostaje niskie, ale PKB na głowę mieszkańca jest nadal o 4 proc. niższe niż w 2007 r. To znów najgorszy wynik w historii ostatnich 200 lat – gospodarka Wielkiej Brytanii szybciej wróciła do zdrowia po najgorszym w historii kapitalizmu kryzysie lat 30.

5.

Wśród wyborców Corbyna powszechne jest przekonanie, że pokolenie polityków Nowej Lewicy – do którego należeli Blair w Wielkiej Brytanii, Bill Clinton w USA i Gerhard Schröder w Niemczech – uległo już całkowitemu wypaleniu. Ostatnim symbolem kapitulacji Labour przed wielkim biznesem stała się złożona przed wyborami w 2015 r. propozycja w sprawie płacy minimalnej: Ed Miliband zaproponował podniesienie jej do 8 funtów w 2020 r., a konserwatyści przebili jego ofertę o funta.

Kryzys przyniósł także ostateczny kres wielu złudzeń lewicy, które były powszechne w latach 90. – np. że stały wzrost gospodarczy przyniesie dobrobyt dla wszystkich. Wzrost przełożył się głównie na narastanie nierówności społecznych, które w Wielkiej Brytanii są już zbliżone do amerykańskich i powróciły niemal do poziomu sprzed pierwszej wojny światowej.

Wielu wyborców partii ma dość nieustannych nawoływań, że trzeba zacisnąć pasa, a wzrost gospodarczy powróci za rok czy pół roku. Po kryzysie 2007 r. cała europejska socjaldemokracja w imię „racjonalności” poparła politykę oszczędności i zapłaciła za to drogo – oddając pole czy to konkurentom na lewicy (jak Podemos w Hiszpanii i Syriza w Grecji), czy też nacjonalistycznym populistom (jak UKIP w Wielkiej Brytanii).

W tle całego sporu o szanse Corbyna pozostaje także szersze pytanie. O ile lata 80. i 90. przyniosły sprzeciw wobec wysokich podatków i redystrybucji oraz popularność liberalnych idei, dziś młodzi Europejczycy – w tym młodzi członkowie Labour, w większości popierający Corbyna – przypominają sobie o ideałach starej socjaldemokracji, takich jak publiczna kontrola nad gospodarką i redystrybucja. Z ich perspektywy wolnorynkowa polityka zawiodła oczekiwania: przyniosła kryzys, bezrobocie i brak życiowych szans na karierę w przyszłości.

W lipcu 1945 r. laburzysta Clement Attlee wygrał wybory w Wielkiej Brytanii przytłaczającą 146-osobową większością. Jego rząd przeprowadził gigantyczną falę nacjonalizacji przemysłu i transportu oraz zaczął budować państwo opiekuńcze. Attlee powiedział wtedy, że jego socjaldemokratyczny program nie był niczym egzotycznym, ale „naturalną ewolucją brytyjskiego pragnienia wolności”. Corbyn mógłby się z nim zgodzić.

Autor jest dziennikarzem „Gazety Wyborczej”.

Czytaj także

Ważne w świecie

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną