Jak Gruzini współpracują z Osetyjczykami

Niewidzialna granica
Jeśli Rosjanom zachciałoby się wejść na autostradę M1 i postawić na niej blokadę, Gruzja zostałaby podzielona na dwie części. I obie – jak dwa kawałki przepołowionej dżdżownicy – będą musiały funkcjonować samodzielnie.
Dawit Waniszwili. Od kiedy Rosjanie odgrodzili go drutami od dawnych gruzińskich sąsiadów, żyje w swoim domu po osetyjskiej stronie jak w więzieniu.
Ziemowit Szczerek/Polityka

Dawit Waniszwili. Od kiedy Rosjanie odgrodzili go drutami od dawnych gruzińskich sąsiadów, żyje w swoim domu po osetyjskiej stronie jak w więzieniu.

Widok jest taki: M1 łączy stolicę Gruzji, Tbilisi, z pozostałymi najważniejszymi miastami kraju: Kutaisi i Batumi. Oś Gruzji. Po skwierczącym asfalcie sunie kawalkada marszrutek wypakowanych turystami: jedni nad morze, drudzy w góry. Suną też tiry, bo M1 łączy Baku i Teheran ze Stambułem i Ankarą. Azję z Europą.

300 metrów od krawędzi jezdni tkwią zielone znaki graniczne Osetii Południowej, postawione tu niedawno przez Rosjan. Z M1 widać je bardzo wyraźnie.

Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów z POLITYKI oraz wydań specjalnych otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj