Miej własną politykę.

Pierwszy miesiąc prenumeraty tylko 11,90 zł!

Subskrybuj
Świat

Krwawo przed wyborami

Pogrzeb ofiar zamachów w Ankarze. Pogrzeb ofiar zamachów w Ankarze. Depo Photos / EAST NEWS

Sobotnie zamachy na pokojową manifestację w Ankarze były najkrwawsze w historii współczesnej Turcji. Rząd doliczył się już ponad 100 ofiar po tym, jak dwóch terrorystów samobójców zaatakowało antyrządową demonstrację kurdyjskich i lewicowych organizacji. Zamach wpisuje się w gwałtowną polaryzację polityczną przed przyspieszonymi wyborami do parlamentu, które odbędą się 1 listopada. Mimo że prokuratura już bada udział tzw. Państwa Islamskiego (PI) w zamachach, od polityków zbliżonych do prezydenta Recepa Tayyipa Erdoğana płyną sugestie, że za tę krwawą prowokację odpowiada kurdyjska partyzantka, przeciwko której Ankara prowadzi ofensywę we wschodniej Turcji. Może to być próba obarczenia współodpowiedzialnością umiarkowanej kurdyjskiej partii HDP, której dobry wynik w poprzednich, czerwcowych wyborach uniemożliwił konstytucyjne wzmocnienie roli prezydenta, o czym marzy Erdoğan.

Po nowych wyborach może to być jeszcze trudniejsze, bo prezydent Turcji najwyraźniej próbuje powtórzyć nieudany manewr José Maríi Aznara. W 2005 r. w Madrycie doszło do serii zamachów terrorystycznych (191 ofiar) na trzy dni przed wyborami. Ówczesny prawicowy premier Aznar natychmiast zrzucił winę na baskijskich separatystów, obawiając się, że jeśli atak był dziełem Al-Kaidy, to wyborcy ukarzą prawicę za zaangażowanie w amerykańską wojnę z terrorem. Islamiści jednak szybko przyznali się do ataku i ugrupowanie Aznara poniosło klęskę. Erdoğan w podobny sposób chce zrzucić winę na Kurdów, podczas gdy wiele wskazuje na to, że zamachy w Ankarze to dzieło islamistów. Jeśli to oni w najbliższych dniach przyznają się do ataku, wyborcy mogą obwinić prezydenta, bo przyłączył Turcję do amerykańskiej koalicji przeciwko PI.

Polityka 42.2015 (3031) z dnia 13.10.2015; Ludzie i wydarzenia. Świat; s. 6
Reklama