Oferta na pierwszy rok:

4 zł/tydzień

SUBSKRYBUJ
Osoby czytające wydania polityki

Wiarygodność w czasach niepewności

Wypróbuj za 24,99 zł!

Subskrybuj
Świat

Stronnictwo czarnej owcy

SPL w ostatnich wyborach zgarnęła głos co czwartego Szwajcara. SPL w ostatnich wyborach zgarnęła głos co czwartego Szwajcara. Arnd Wiegmann/Reuters / Forum

Szwajcarska Partia Ludowa, największe ugrupowanie w parlamencie tego kraju, nie przejmuje się międzynarodową krytyką i na swoich plakatach ponownie przedstawia obcokrajowców jako czarną owcę wykopywaną poza obszar narodowej flagi przez białą krewną. Po taką symbolikę SPL sięga regularnie już od 2007 r. Tym razem to element kampanii przed niedzielnym referendum, w którym obywatele zadecydują, czy poprzeć nową ustawę pozwalającą na przymusowe wysiedlanie cudzoziemców, którzy w ciągu 10 lat dwukrotnie popełnią przestępstwo.

Stojący na czele partii Christoph Blocher ogłosił, że w kwietniu wraz z resztą zarządu przejdzie na emeryturę. To właśnie 75-letni miliarder przekształcił niewielkie ugrupowanie centrowo nastawionych rolników w partię nacjonalistyczną, która w ostatnich wyborach zgarnęła głos co czwartego Szwajcara. Blocher do swoich największych sukcesów zalicza osłabienie więzów z Unią Europejską (np. przez zaostrzenie warunków imigracyjnych dla jej obywateli) czy zakaz budowy minaretów. Teraz schedę w partii przejmuje po nim córka Magdalena, która w ostatnich wyborach została posłanką ugrupowania. Z tego powodu krytycy nazywają tę rodzinę „szwajcarskimi Le Penami”, ale sam Blocher nie lubi porównań do francuskiego Frontu Narodowego, który uważa za „partię zbyt lewicową”.

Polityka 9.2016 (3048) z dnia 23.02.2016; Ludzie i wydarzenia. Świat; s. 8
Reklama