Unijna schizofrenia w Zjednoczonym Królestwie

Flejtuch kontra Picuś
Spór Borisa Johnsona i Davida Camerona o Unię Europejską to jednocześnie starcie ekscentryzmu i pragmatyzmu – dwóch cech, na których opiera się brytyjskość.
Boris, jak nazywa go większość Brytyjczyków, nie jest aż tak wielkim eurosceptykiem – ma tureckie korzenie, był zagranicznym korespondentem i mówi płynnie po hiszpańsku, włosku i niemiecku, a także – o zgrozo – po francusku.
Stefan Rousseau/Pool/Reuters/Forum

Boris, jak nazywa go większość Brytyjczyków, nie jest aż tak wielkim eurosceptykiem – ma tureckie korzenie, był zagranicznym korespondentem i mówi płynnie po hiszpańsku, włosku i niemiecku, a także – o zgrozo – po francusku.

Pokój w siedzibie premiera przy 10 Downing Street. Na podłodze tarzają się dwaj dżentelmeni, David Cameron i Boris Johnson. Pierwszy trzyma w ręku pomiętą kartkę z wydrukiem, drugi usiłuje mu ją wyrwać. Obaj zdradzili biografom tę właśnie historyjkę. Kiedy mer Londynu przyszedł do premiera omawiać budżet miasta, ten chciał mu narzucić ostre cięcia. Zdradził jednak nieopatrznie, że ma na kartce wytyczne do tej rozmowy z ministerstwa finansów. Wtedy tęgi mer rzucił się na Camerona i przygniótł młodszego o dwa lata rywala.

Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów z POLITYKI oraz wydań specjalnych otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj