Świat

Grecja na skraju szaleństwa

Spotkanie ostatniej szansy. Czy Europa pozwoli Grecji upaść?

. . Maureen Barlin / Flickr CC by 2.0
We wtorek unijni ministrowie finansów będą debatować w Brukseli, czy Ateny spełniły warunki i zasługują na kolejną transzę pomocy.
.Tumblr .

O spotkaniu ostatniej szansy mówiło się już przed szczytem, który odbył się na początku maja, ale wtedy nie udało się wypracować kompromisu. Grecy nie przekonali wierzycieli, że przeprowadzają reformy i tną wydatki na tyle szybko i skutecznie, żeby ci chcieli ich dalej wspierać. Na razie eurogrupa zablokowała kolejną transze pożyczki.

Poszło o to, że Grecja, mimo przyjęcia w ostatniej chwili pakietu cięć w systemie emerytalnym i podatkowym, spełniła tylko część postawionych przez wierzycieli warunków, a w dodatku w przyszłości może mieć trudności z domknięciem zaplanowanego budżetu. Tym bardziej że kryzys imigracyjny, z którym Grecy zmagają się od wielu miesięcy, w ustabilizowaniu gospodarki nie pomaga.

Ponadto okazało się, że Grecy mają stworzyć dodatkowy bufor finansowy – 3,6 mld euro – z którego w razie kompletnej katastrofy i niewypłacalności kraju wierzyciele automatycznie mogliby czerpać. Pieniądze z bufora miałyby być uruchomione tylko wtedy, jeśli Grecji w 2018 r. nie udałoby się wypracować nadwyżki pierwotnej w budżecie, czyli liczonej bez kosztów obsługi długu w wysokości 3,5 proc. Do czerwca ma też powstać zarząd funduszu prywatyzacyjnego, który ma pomóc w sprzedaży majątku Grecji, i spłacić w ten sposób część zadłużenia.

Grecy denerwują się i mówią, że o żadnym buforze finansowym na „w razie czego” nie było wcześniej mowy. Nie można zmieniać reguł umowy w trakcie jej trwania – napominają. A premier Alexis Tsipras namawia kolejny raz do umorzenia chociaż części długu, bo kraj po siedmiu latach pomocowej kroplówki i ogromnych wyrzeczeń jest już umęczony. Poza tym sam premier i jego partia w greckim parlamencie mają tylko trzyosobową przewagę, więc coraz trudniej przekonywać do kolejnych ustępstw.

Ateński spektakl powtarza się od lat. Niezależnie od tego, kto jest akurat u władzy, próbę reform podejmuje się dopiero tuż przed datą kolejnej transzy pomocowej. Za pięć dwunasta rząd staje na baczność, domaga się refom, przegłosowuje je, przekonując wszystkich, że tym razem państwo jest już blisko katastrofy. Wszystko jest teatralne i emocjonalne. Nie ma żadnej systemowej i konstruktywnej debaty na temat lepszych bądź innych niż kolejne cięcia budżetowe i podwyżki podatków rozwiązań.

Grecy na hasło „reformy” dostają już gęsiej skórki. Podobnie reagują już na informacje o pomocy z Brukseli. Jednocześnie bez wsparcia wierzycieli za chwilę może im zabraknąć pieniędzy na spłatę zapadających w lipcu obligacji.

Z kolei Europa stoi dzisiaj przed ogólniejszym pytaniem: czy honorować zeszłoroczną umowę, która zakłada ratowanie Aten, czy zmusić lewicowy rząd Tsiprasa do poddania się walkowerem i w ten de facto sposób stworzyć upadłe państwo w Europie, bankruta, który będzie pogrążał inne kraje.

Niezależnie od sporu o bufor finansowy wygląda na to, że jedynym rozwiązaniem, które może zakończyć kryzys, jest restrukturyzacja zadłużenia. Ekonomiści z Międzynarodowego Funduszu Walutowego już dawno o tym mówili. Podkreślali, że Grecja jest zbyt biedna, żeby spłacić swoje długi i bez umorzenia nie będzie mogła się rozwijać, a negocjacje utkną w martwym punkcie. Do tej pory jednak ani Niemcy, ani pozostali przedstawiciele eurogrupy nie chcieli słyszeć o restrukturyzacji, ponieważ obawiali się, że jak tylko Grecy się o tym dowiedzą, to ich zapał do reformowania zniknie.

Teraz Niemcy otwierają się na możliwość odciążenia Grecji. Przy czym w praktyce nie chodzi wcale o obniżenie wartości nominalnej długu, tylko np. o obniżenie oprocentowania kredytów i maksymalne wydłużenie terminów spłat.

Wszyscy od dawna wiedzą, że Grecja do strefy euro załapała się trochę jako pasażer na gapę, ponieważ nie jest w stanie skutecznie konkurować pod względem strukturalnym ani gospodarczym z najsilniejszymi członkami tego klubu.

Do tej pory udawano, że Grecja jest takim samym członkiem strefy euro jak inne państwa, ale w sytuacji kryzysu imigracyjnego, rosnącego populizmu i obaw o bezpieczeństwo nikt nie ma już ochoty na podobny teatr. Zresztą sami Grecy też powoli mają już dość tego spektaklu z ich udziałem. Coraz częściej mówią, że „przetrzymywanie w odosobnionej celi bardziej doprowadza człowieka do szału niż wiedza, że zostanie się straconym”.

Grecki rząd wprowadził przez ostatnie miesiące wiele bolesnych reform, ostatnie przegłosował dwa dni temu. Pożyczkodawcy muszą uzgodnić bardziej realistyczny plan pomocy dla Grecji i dać jej jakąś szansę na jaśniejszą przyszłość. Poza tym dzisiejsza walka to nie tylko bitwa o umorzenie długów, ale też o coś, co górnolotnie można byłoby nazwać duszą Europy. Jest to spór pomiędzy oblężonym centrum, którego przedstawicielami są m.in. kraje eurogrupy, odradzającą się nacjonalistyczną i rasistowską prawicą, a unowocześnioną skrajną lewicą. I prośba Greków o anulowanie długu sprawia, że w centrum Europy powstaje pytanie: po której ono samo jest stronie?

Oczywiście na tym, że kraje eurogrupy zdecydują się kolejny raz wyciągnąć rękę do Grecji, stracą ich obywatele, czyli podatnicy w Niemczech, Francji czy Holandii. Oczywiście może przez to powstać precedens, który w przyszłości zachęci inne kraje do negocjowania warunków spłaty ich długów. Ale może też dzięki temu, że Grecja dostanie swoją kolejną szansę, po pierwsze nie zaczną w niej rządzić populiści, a po drugie Europa nie będzie miała na swoim pokładzie bankruta i jako całość jeszcze przez jakiś czas popłynie do przodu.

Więcej na ten temat

Warte przeczytania

Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Kultura

Niezwykły film o Tonym Haliku

Nowy film przypomina postać Tony’ego Halika – polskiego podróżnika, honorowego „białego Indianina”, nieustraszonego reportera, który realizm magiczny uprawiał w życiu i pracy.

Aneta Kyzioł
18.09.2020
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną