Piszemy o wszystkim, co ważne

Codziennie coś nowego. Bądź w centrum wydarzeń.

Subskrybuj
Świat

Róbmy sojusz ze Szkotami!

Francja i Niemcy chcą ściślejszej Unii. Polska się na to nie pisze

Tyler Merbler / Flickr CC by 2.0
Tandem francusko-niemiecki proponuje ściślejszą Unię. Ale polski rząd dawał już do zrozumienia, że taka Unia mu nie odpowiada.

Take back control! – Odzyskajmy dowodzenie! To było główne hasło Borisa Johnsona i brytyjskich suwerenistów, którzy twierdzili, że Brytanią rządzi Bruksela, a przecież kraj należy do miejscowych (angielskich?) patriotów.

Ledwie jednak ogłoszono wyniki referendum, funt szterling poleciał na łeb, ranking kraju obniżono, ale co gorsza – w środowiskach bankowych rozeszły się plotki, że banki JP Morgan London ostrzegł pracowników, że powinni się szykować do przeprowadzki na kontynent, choć nie wiadomo gdzie, a londyński HSBC podobno już zdecydował się na Paryż.

I zaraz po gromkim okrzyku „Take back control!” kto tylko mógł, zszedł ludziom z oczu. Zwycięzca Boris Johnson najwyraźniej nie spieszy się, by zepchnąć przegranego Davida Camerona i rzeczywiście przejąć stery. Cameron – zgodnie z brytyjską regułą honorową – zapowiedział dymisję, lecz dopiero na zjeździe partii w październiku. A co przez cały kwartał? Premier, pozbawiony autorytetu, będzie kulawą kaczką, której nikt nie chce ustrzelić?

Partnerzy unijni chcą, żeby Londyn oficjalnie notyfikował zamiar wystąpienia – na podstawie sławnego art. 50 Traktatu – i wtedy rozpoczną się negocjacje na temat warunków wyjścia. Ale zamieszanie w Londynie może też oznaczać brytyjską chytrość: Londyn, tak wygrany, jak przegrany, nie spieszy się z oficjalną deklaracją. Chciałby najpierw wysondować, jakie ma w Unii widoki na przyszłość. Najpierw wasze propozycje, a potem notyfikacja – zdaje się mówić Londyn. Nie, najpierw wy ogłoście oficjalnie, że wychodzicie, będziemy wiedzieli, na czym stoimy. I potem negocjujmy warunki – odpowiada Bruksela.

Ten impas może służy Londynowi, jednak nie służy Unii, która ma za dużo problemów do rozwiązania, by teraz tylko gadać po korytarzach. Tymczasem w Londynie nie ma jakoś kandydatów do negocjacji warunków wyjścia. Cameron publicznie oświadczył, że to nie jego rola, a ze zwycięzców referendum nikt się nie kwapi do zadania, które najwyraźniej przerasta siły Johnsona czy Nigela Farage’a, bo i kurs funta leci i Szkocja grozi wystąpieniem, i Irlandia Północna w strachu. Szkoci, jak wiadomo, masowo głosowali za Unią.

Nawiasem mówiąc, zamieszanie w Londynie przypomina zamieszanie w Warszawie. Oto nasz główny europejski sojusznik wskazany w exposé ministra Waszczykowskiego znikł za horyzontem, Niemcy niedobrzy, Komisja UE ingeruje i poucza.

Co robić? Ano rozwinąć myśl strategiczną – zwołać wszystkich do Warszawy! Co mieli tam nasi partnerzy nowego usłyszeć? Nie bardzo wiadomo. W każdym razie wielu ochotników do słuchania wykładów naszego ministra nie było, a najgorsze, że studenci wyszehradzcy, na których budujemy naszą pozycję, bezczelnie zwagarowali. Teraz pani premier Szydło prosi ich do Brukseli, gdzie we wtorek zaczyna się szczyt Unii, na początek jeszcze z Cameronem, ale pod koniec, kiedy będą omawiane sprawy Brexitu, premier brytyjski będzie poproszony o poczekanie w przedpokoju.

Jedyny konkretniejszy dokument, który leży na stole, to 9-stronicowy komunikat ze spotkania ministrów spraw zagranicznych Francji i Niemiec. Koła dyplomatyczne podkreślają nieoficjalny charakter dokumentu. Musi być przecież jakaś podstawa rozmów – mówią francuscy dyplomaci. Ale dokument nie pozostawia najmniejszych wątpliwości co do intencji Francji i Niemiec. Oto kluczowe zdania: „Nasze dwa kraje dzielą wspólne przeznaczenie i wspólne wartości, które dają podstawy dla coraz ściślejszej Unii między naszymi społeczeństwami. Będziemy więc iść dalej ku politycznej Unii w Europie i zapraszamy inne kraje, by przyłączyć się do nas w tym dziele”.

Nowy rząd w Warszawie już kilkakrotnie dawał do zrozumienia, że ściślejsza Unia mu nie odpowiada, bo nie chce płynąć w głównym unijnym nurcie. Jeśli nasz rząd pójdzie za Anglią – nawołuję prounijnych kolegów, byśmy zawarli sojusz ze Szkotami i wsparli Europę. Szkoci to dzielny naród, wytrzymały, a ich narodowy bohater Bonnie Prince Charlie był prawnukiem króla Jana Sobieskiego.

Więcej na ten temat
Reklama

Warte przeczytania

Czytaj także

Kultura

Memy jak kamienie. Dlaczego świat gardzi Amber Heard

Nie trzeba czekać do końca „procesu dekady”, aby wiedzieć, że najważniejszy wyrok już zapadł. Opinia publiczna na nowo zakochała się w Johnnym Deppie i jego romantycznym wizerunku bad boya. Dla Amber Heard to pożegnanie z wiarygodnością i koniec kariery w Hollywood.

Agata Szczerbiak
23.05.2022
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną