Brazylijczycy wcale nie są zachwyceni olimpiadą, wręcz przeciwnie

Olimpijski smutek tropików
Tak smutnego Rio jeszcze nie widziałem. Nie przypominam sobie takiego złorzeczenia, wściekłości i frustracji.
Artur Domosławski/Polityka

Artur Domosławski/Polityka

Artur Domosławski/Polityka

Gdy w 2009 r. Rio de Janeiro zostawało oficjalnie siedzibą igrzysk olimpijskich i ówczesny prezydent Luiz Inacio Lula da Silva ogłaszał spełnienie jednego z marzeń swojego życia, nikomu – nawet w najczarniejszych snach – nie śniło się, że 7 lat później Lulę będzie ścigał wymiar sprawiedliwości, a Brazylijczycy zamiast oddać się wielkiej fieście, będą prześcigali się w złorzeczeniu sobie nawzajem.

Mimo że oznaki pogorszenia gospodarczego były widoczne już w trakcie mundialu dwa lata temu, mimo ówczesnej irytacji na faraoniczne wydatki na stadiony i okołomundialową infrastrukturę, mimo protestów na ulicach wciąż czuło się brazylijski dryg do fiesty, chęć świętowania POMIMO trudności.

Dziś niemal nic z tego nastroju nie zostało. Wprawdzie ostatniej nocy biegnący pod eskortą wojska i policji sportowcy ze zniczem olimpijskim wywoływali zainteresowanie mieszkańców Copacabany (dzielnicy klasy średniej), to już w biednych dzielnicach Baixady Fluminense – wokół Rio – zdarzało się, że byli obrzucani złym słowem i tym, co było pod ręką.

Wieczorem brazylijskiego czasu – w Polsce będzie noc – na otoczonym legendą stadionie Maracana odbędzie się oficjalne otwarcie olimpiady i, jak to w Brazylii, na pewne będzie kolorowo, wesoło i wystrzałowo. Brazylijczycy znają się rzeczy: są czempionami dobrej zabawy i uwodzenia. Za to m.in. świat kocha Brazylię i Brazylijczyków. Ale miejscowym nie w głowie olimpijskie zawody.

Brazylijczycy startują na co dzień w zawodach dopinania domowego budżetu. Brazylia przechodzi głęboki kryzys gospodarczy spowodowany przede wszystkim spadkiem na świecie cen swoich dóbr eksportowych, z których żyła przez ostatnie lata i które były źródłem dobrobytu obywateli. Wzrosły ceny, bezrobocie i zaciągnięte w bankach w czasach prosperity kredyty konsumpcyjne (odsetki, jakie serwują klientom tutejsze banki, wołają o pomstę, względnie rewolucję!). A przecież Brazylia miała w czasie olimpiady chwalić się swoim modelem rozwoju, łączącym liberalną ortodoksję gospodarczą z egalitarną polityką społeczną.

Jeszcze głębszy jest kryzys polityczny. Rządząca od 2003 r. do maja tego roku lewicowa Partia Pracujących została na fali rozliczeń afer korupcyjnych odsunięta od władzy. Prezydenta Dilma Rousseff – mimo że nie dowiedziono jej udziału w żadnej z owych afer – została poddana procesowi impeachmentu, który ma zakończyć się tuż po olimpiadzie (jeszcze pod koniec sierpnia lub w pierwszych dniach września). Przejściowym prezydentem jest obecnie Michel Temer, jej wice, który wraz ze swoją partią koalicyjną dokonał politycznej zdrady* lub wolty* (*niepotrzebne skreślić). Ironią losu jest to, że większość opozycji w kongresie i senacie, która odsunęła Dilmę od władzy, stanowią politycy mający na koncie zarzuty korupcyjne zwykle poważniejsze niż towarzysze partyjni Dilmy.

W dniu oficjalnego otwarcia igrzysk na Alei Atlantyckiej przy Copacabanie odbyła się manifestacja przeciwników odsunięcia Dilmy Rousseff od władzy pod hasłami „Temer precz!”. Pojawiło się też jednak wiele sztandarów i banerów z innym hasłem: „Precz wszyscy!” – precz ze wszystkim skorumpowanymi politykami, także tymi z Partii Pracujących. I precz z Dilmą, która nie jest skorumpowana, ale na początku swojej drugiej kadencji wprowadziła politykę zaciskania pasa, łamiąc składane w kampanii wyborczej obietnice. Narasta wrogość między zwolennikami i przeciwnikami impeachmentu. Ale coraz więcej ludzi odrzuca całą klasę polityczną.

Do czego to doprowadzi? Czy pojawi się w przyszłości brazylijski Donald Trump? Jakiś latynoamerykański faszysta nowo-starego wzoru?

Jak kiepski żart, w najlepszym razie pobożne życzenie, brzmi felieton w dzisiejszej gazecie „O Globo” autorstwa... tymczasowego prezydenta Temera. Pisze w nim m.in., że olimpiada to moment dialogu, współpracy i solidarności. Kogo z kim? Między kim a kim? Gazeta, która stwarzała klimat wrogości wobec poprzedniczki Temera, pisze w odredakcyjnym komentarzu o optymizmie, jaki niosą igrzyska.

Socjolog sportu prof. Mauricio Murad, z którym rozmawiałem rano w dniu inauguracji, powiedział, że rzeczywistość pokazywana w wielkich mediach i realia ulicy to dwa równoległe światy. – Widz telewizji „O Globo” [część tego samego koncernu co gazeta o tym tytule – A.D] może nabrać przekonania, że Brazylijczycy są zachwyceni olimpiadą. Wystarczy jednak wyjść na ulicę i porozmawiać z kilkoma przypadkowymi osobami, żeby przekonać się, że jest dokładnie na odwrót.

Tak smutnego Rio jeszcze nie widziałem. Przyjeżdżam tu od dwudziestu lat, zdarzało się, zwłaszcza w drugiej połowie lat 90., że było to dość niebezpieczne miasto – przynajmniej w wielu dzielnicach – z wysoką liczbą pospolitych napadów i zabójstw (80 zabójstw na 100 tys. mieszkańców; dziś – 24). Ale nawet z tamtego czasu nie przypominam sobie takiego złorzeczenia, wściekłości, frustracji, które po chwilach eksplozji zamieniają się w apatię, przygnębienie, poczucie braku nadziei.

To będzie dziwna olimpiada. Miała symbolicznie obwieścić nadejście lepszej przyszłości, a tymczasem – jak w wielu częściach świata – do drzwi załomotała stara historia.

Ważne w świecie

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną