Europa żegna Kohla. Kanclerz nie wyobrażał sobie, by w zjednoczonej Europie mogło nie być Polski
Uroczystość pogrzebowa na cześć Helmuta Kohla była świętem idei europejskiej.
Pożegnanie Helmuta Kohla w Parlamencie Europejskim w Strasburgu
Francois Lenoir/Reuters/Forum

Pożegnanie Helmuta Kohla w Parlamencie Europejskim w Strasburgu

Trumnę kanclerza zjednoczenia Niemiec okrywała w sali plenarnej Parlamentu Europejskiego w Strasburgu flaga Unii Europejskiej. Taka sama, jaką niedawno w polskim Sejmie darł na mównicy młody obywatel RP.

Na uroczystość zjechali przywódcy europejscy, w tym były prezydent Rosji, Miedwiediew. Z powodów medycznych nie było Michaiła Gorbaczowa i starszego Busha, bez których nie byłoby zjednoczenia Niemiec. Był prezydent Clinton, premier Izraela Netanjahu.

Nie prezydent Duda, ale Tusk przemawiał w Strasburgu

Polskę reprezentował prezydent Duda. O głos nikt go nie poprosił, choć o Polsce i innych krajach nowej Unii wielokrotnie wspominano. Kohl, kanclerz zjednoczenia Niemiec, orędował jednocześnie za zjednoczeniem obu części Europy rozdartej zimną wojną na bloki. Nie wyobrażał sobie, by w zjednoczonej Europie mogło nie być Polski i innych państw byłego obozu radzieckiego.

Obecny prezydent Polski, tak jak premier Szydło, należy do pokolenia politycznej prawicy, które choć korzysta z owoców zjednoczenia, ma do niej stosunek obojętny, jeśli nie sceptyczny. Polskim politykiem, który głęboko rozumiał i podzielał chrześcijańsko-demokratyczną wizję Europy Helmuta Kohla, był oczywiście Tadeusz Mazowiecki. Zmarł przed Kohlem, a to on powinien był żegnać kanclerza w Strasburgu w imieniu Polski.

Słusznie wspomniał o nim w swym pożegnaniu Donald Tusk. Nie było to pożegnanie tak efektowne jak przemówienie Clintona, lecz w polskich uszach brzmiało doskonale. Pamiętajmy przy tym, że uroczystość była w całości transmitowana przez największą globalną telewizję świata, BBC. Tusk zajmuje dziś miejsce przy stole, które na własne życzenie odpuścili politycy pisowcy.

Ważne gesty podczas pożegnania Helmuta Kohla

Nie przemawiał premier Orbán, czego ponoć chciała wdowa po Kohlu, być może organizatorzy uznali, że byłby to jakiś zgrzyt, gdy Węgry pod rządami Orbána są dziś postrzegane w Brukseli, tak jak Polska, jako kraj odśrodkowy, coraz mniej zainteresowany integracją europejską. Można było wyczuć, że Juncker i inni liderzy UE wysyłają przy okazji pozytywne sygnały do nowej Unii: tworzymy wspólnotę.

Przemówienia liderów UE, w tym Donalda Tuska, Clintona i Miedwiediewa, były szczerze i przekonująco pochwalne. Mówcy unikali przy tym upolitycznienia uroczystości po linii partykularnych interesów. Wspominali Kohla jako patriotę niemieckiego, a zarazem europejskiego. To, co nie mieści się w kalkulacjach europejskich nacjonalistów, w Strasburgu było motywem przewodnim: jedność, współpraca, pokój, wolność, prawa człowieka jako przyszłość Europy.

Strasburskie pożegnanie kanclerza Kohla, jednego z największych mężów stanu powojennej i pozimnowojennej Europy, było widowiskiem imponującym powagą, mądrością, prostotą i skromnością. W Strasburgu Europa pokazała swą miękką siłę. Pocałunek pokoju między prezydentem Macronem i kanclerz Merkel, kontynuatorką dziedzictwa Kohla, to symboliczny gest przyjaźni, nadziei i ostrożnego optymizmu: jeszcze Unia nie zginęła!

Czytaj także

Ważne w świecie

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną