Kim jest Sebastian Kurz? I czy zostanie nowym kanclerzem Austrii?

Anty-Macron
Sebastian Kurz przypomina nowego prezydenta Francji. Ale tylko w formie, nie w treści.
Gładki i gibki, w skrojonej na miarę krótkiej marynarce, z zaczesanymi do góry, wyżelowanymi włosami, bardziej jednak sprawia wrażenie prymusa wśród studentów prawa niż politycznego przywódcy.
Ronald Zak/AP/EAST NEWS

Gładki i gibki, w skrojonej na miarę krótkiej marynarce, z zaczesanymi do góry, wyżelowanymi włosami, bardziej jednak sprawia wrażenie prymusa wśród studentów prawa niż politycznego przywódcy.

Zwycięstwo Emmanuela Macrona we Francji skwitował znamienną uwagą, że to klęska lewicy – nie wspominając o zatrzymaniu przez wyborców Marine Le Pen.
Alessandro Bianchi/Reuters

Zwycięstwo Emmanuela Macrona we Francji skwitował znamienną uwagą, że to klęska lewicy – nie wspominając o zatrzymaniu przez wyborców Marine Le Pen.

Tekst ukazał się w POLITYCE w lipcu 2017 r.

W poprzedni weekend 30-letni Kurz został szefem Austriackiej Partii Ludowej (ÖVP). Oznacza to, że w październiku poprowadzi swoją partię do wyborów, a po nich – wszystko na to wskazuje – będzie rządził krajem. Gładki i gibki, w skrojonej na miarę krótkiej marynarce, z zaczesanymi do góry, wyżelowanymi włosami, bardziej jednak sprawia wrażenie prymusa wśród studentów prawa niż politycznego przywódcy.

Od Zbigniewa Ziobry odróżnia go sympatyczna twarz, elegancki język, szczere spojrzenie. Ale w sprawach uchodźców ma poglądy bardziej „pisowe” niż „merkelowe”. Austriak szczyci się, że zamknął dla nich trasę bałkańską. I, podobnie jak rząd w Warszawie, jest przekonany, że można także zamknąć trasę śródziemnomorską, odstawiając uchodźców do obozów w północnej Afryce. Zwycięstwo Emmanuela Macrona we Francji skwitował znamienną uwagą, że to klęska lewicy – nie wspominając o zatrzymaniu przez wyborców Marine Le Pen. Może dlatego, że sam wywodzi się ze środowiska, które serce ma raczej po prawej niż lewej stronie.

Austria barometrem w UE

Błyskawiczny pochód Kurza w kierunku urzędu kanclerskiego to symptom daleko wykraczający poza austriacką politykę, bo też Austria jest dobrym barometrem pogody w Unii Europejskiej. Nie leży na przeciągu wschód–zachód, za to blisko Bałkanów i Turcji. „Niezaangażowana” w czasach zimnej wojny, była faworyzowanym miejscem spotkań i tarczą obrotową podzielonej Europy. Od 1995 r. w UE, ale nadal poza NATO, bardziej niż inni w regionie wpadła w kryzys tożsamości. Austriacki pisarz Robert Menasse lubi powtarzać: Jesteśmy ostatnim narodem, który powstał w Europie, ale też pierwszym, który się w niej rozpłynie.

W dzisiejszej Austrii nie ma już nic imperialnego. Jeszcze 17 lat temu Jörg Haider i jego zwolennicy mrugali do wielkoniemieckich dziadków z SS, ściągając na Austrię towarzyskie sankcje ze strony UE. Dziś jego Wolnościowa Partia Austrii (FPÖ) broni już tylko lokalnej tożsamości. Pomstuje na uchodźców i mruga nie tyle do trucheł III Rzeszy, co do dzisiejszych mocnych ludzi, jak Władimir Putin. Choć po porażce Marine Le Pen we Francji i Geerta Wildersa w Holandii jakby z mniejszym przekonaniem. W końcu austriacki Andrzej Duda – Norbert Hofer, gładki 40-latek – kandydujący z ramienia FPÖ, w grudniu ubiegłego roku przegrał wyścig do prezydentury z 72-letnim kandydatem Zielonych Alexandrem van der Bellenem.

„W sprawach społecznych jestem lewicowym liberałem” – wyznaje van der Bellen w rozmowie z redaktorem „Die Zeit”. 7 czerwca siedzą na scenie wiedeńskiego Akademietheater. Prezydent sprawia sympatyczne wrażenie roztargnionego profesora. Przyznaje, że z niechęcią podpisał „ustawę integracyjną” zakazującą kobietom zasłaniania twarzy w miejscach publicznych, choć sam czuje się nieswojo, widząc zakwefione muzułmanki.

Od jego prezydenckiego zwycięstwa zaczęło się w UE to przejaśnienie, które we Francji wyniosło do władzy Emmanuela Macrona, a w Wielkiej Brytanii przygniotło Theresę May. W Niemczech pogoda stabilna. Na zastąpienie Angeli Merkel przez koalicję socjaldemokratów, lewicy i zielonych się nie zanosi. Ale już w październiku może się okazać, że austriackie przejaśnienie było tylko chwilowe, bo nad Dunajem populiści w nowych konstelacjach partyjnych i pokoleniowych trzymają się mocno, a nawet zdobywają teren.

Czytaj także

Ważne w świecie

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną