Odsunięty premier Katalonii wyjechał do Brukseli. Czy stanie przed sądem w Madrycie?
Prezydent jednostronnie ogłoszonej Republiki Katalońskiej nie zamierza się na razie, a może w ogóle, stawić w sądzie, dokąd został wezwany.
Prokurator przygotował akty oskarżenia przeciwko Puigdemontowi, jego ministrom, szefowej katalońskiego parlamentu i jej współpracownikom, w sumie wobec 20 osób.
Flickr CC by 2.0

Prokurator przygotował akty oskarżenia przeciwko Puigdemontowi, jego ministrom, szefowej katalońskiego parlamentu i jej współpracownikom, w sumie wobec 20 osób.

Politycy i media hiszpańskie przedstawiają wyjazd prezydenta jednostronnie ogłoszonej Republiki Katalońskiej Carlesa Puigdemonta wraz z pięciorgiem jego ministrów jako ucieczkę przed wymiarem sprawiedliwości. Puigdemont oskarżenia odrzuca, choć nie deklaruje, kiedy wróci do Barcelony.

Wydaje się, że jego wizyta w Brukseli, czyli stolicy Unii Europejskiej, ma na celu umiędzynarodowienie kryzysu katalońskiego, aby zwrócić na sytuację jeszcze więcej uwagi opinii europejskiej i utrudnić Madrytowi normalizację w Katalonii po myśli władz centralnych i przeciwnej wyjściu z Unii z Hiszpanią części społeczeństwa katalońskiego.

Puigdemont podczas spotkania z mediami w Klubie Prasy w Brukseli zaznaczył, że jego ewentualny proces sądowy – pod zarzutami działań antypaństwowych i niezgodnych z konstytucją oraz zarzutem malwersacji funduszy publicznych – mógłby być nieuczciwy i skrajnie upolityczniony.

Czy Puigdemont stanie przed sądem?

Faktycznie, zarzuty są tak ciężkie i zagrożone karą do 30 lat więzienia, że powinny być lepiej udokumentowane przez hiszpańskiego prokuratora generalnego. Trudno przecież zarzucać stosowanie przemocy władzom katalońskim, gdy od początku kryzysu apelowały o dialog i ostrzegały przed jej użyciem.

Prokurator przygotował akty oskarżenia przeciwko Puigdemontowi, jego ministrom, szefowej katalońskiego parlamentu i jej współpracownikom, w sumie 20 osób. Dwaj organizatorzy nieuznawanego przez Madryt referendum niepodległościowego z 1 października siedzi w areszcie. Policji państwowej nie postawiono natomiast żadnych zarzutów, choć jej interwencje w przebieg głosowania dość powszechnie uznano (poza Madrytem) za przesadne, jeśli nie brutalne.

W tej sytuacji prezydent jednostronnie proklamowanej republiki nie zamierza się na razie, a może w ogóle, stawić w sądzie w Madrycie, dokąd został wezwany. Wezwanie dostali też ministrowie autonomii katalońskiej. Nakazano im wpłacenie kaucji w wysokości 6,2 mln euro. Jeśli nie wpłacą, grozi im zajęcie części majątku.

Puigdemont nie wykluczył udziału w wyborach lokalnych w Katalonii ogłoszonych przez Madryt. Mają się odbyć 21 grudnia. Kto wygra, nie jest bynajmniej jasne, choć rząd centralny zapewne liczy, że niepodległościowcy, odsunięci od władzy w Katalonii i skonfrontowani z katalońskim unionistami, poniosą porażkę i bezpowrotnie stracą wpływy.

Być może, choć wydaje się to mało prawdopodobne. Sondaże raz przewidują wygraną unionistów, raz niepodległościowców. Jednak dwa miliony Katalończyków zagłosowało w referendum za deklaracją odłączenia.

Oni są tak samo obywatelami Katalonii jak unioniści. Mają też wciąż swą demokratycznie wybraną reprezentację parlamentarną, swój rząd i prezydenta. W ich oczach interwencja Madrytu poszła za daleko. Argument siły przeważył nad siłą argumentu. Za to Puigdemontowi udaje się, jak dotąd, trafiać do opinii europejskiej z argumentem, że w Katalonii wystawione na próbę są wartości europejskie.

Czytaj także

Ważne w świecie

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną