Boliwia: los pucybuta bez twarzy

Maski ulicy
Zamaskowanych pucybutów, w dużej części dzieci, jest tak dużo, że stali się symbolem La Paz. W przewodnikach uspokaja się turystów, by się ich nie bali.
La Paz z El Alto tworzą największą aglomerację w Boliwii.
Marzena Wystrach

La Paz z El Alto tworzą największą aglomerację w Boliwii.

Jako pucybuci pracuje tu ok. 3,5 tys. osób, większość zakrywa twarz. Dla Babasa (powyżej) kominiarka jest jak maska supermana, dodaje mu pewności siebie.
Marzena Wystrach

Jako pucybuci pracuje tu ok. 3,5 tys. osób, większość zakrywa twarz. Dla Babasa (powyżej) kominiarka jest jak maska supermana, dodaje mu pewności siebie.

Zamaskowani pucybuci bywają przewodnikami alternatywnych wycieczek po La Paz. Kiedyś wielu z nich sypiało w pustych grobach na głównym cmentarzu.
Marzena Wystrach

Zamaskowani pucybuci bywają przewodnikami alternatywnych wycieczek po La Paz. Kiedyś wielu z nich sypiało w pustych grobach na głównym cmentarzu.

Skrzynki z przyborami do czyszczenia butów to dla nich coś więcej niż narzędzie pracy. Każdy ozdabia swoją inaczej.
Marzena Wystrach

Skrzynki z przyborami do czyszczenia butów to dla nich coś więcej niż narzędzie pracy. Każdy ozdabia swoją inaczej.

Gazeta współtworzona przez pucybutów ukazuje się już 12 lat. Dziś sprzedają 7 tys. egz.
Marzena Wystrach

Gazeta współtworzona przez pucybutów ukazuje się już 12 lat. Dziś sprzedają 7 tys. egz.

Płyty z ich muzyką, pocztówki, a także ulotka o fundacji pomagającej dzieciom ulicy.
Marzena Wystrach

Płyty z ich muzyką, pocztówki, a także ulotka o fundacji pomagającej dzieciom ulicy.

Babas (36 l.): – Zakładam kominiarkę, bo to coś, co mnie identyfikuje. Jest jak maska supermana. Moja teściowa nie wie, czym się zajmuję, myśli, że mam firmę sprzątającą.

Manuel (32 l.): – Zacząłem zakrywać twarz, od kiedy poszedłem do szkoły. Teraz to także coś, co mnie wyraża, gdy rapuję.

Ricardo (27 l.): – Dyrektorka mojej szkoły wie, czym się zajmuję, ale koledzy już nie. Niektórzy widzieli, jak to robię, ale chyba nikomu nie powiedzieli.

Gazeta dla superbohaterów

Mural na ścianie jednej z ulic La Paz w Boliwii: człowiek w kominiarce, obok skrzynka pucybuta i napis „Każda praca jest godna”. Jednak tutejsi pucybuci (hiszp. lustrabotas), prawdopodobnie jako jedyni na świecie, zakrywają twarze. Dlaczego?

Praca, jaką wykonują, jest marginalna społecznie i niestabilna ekonomicznie. Zazwyczaj są to osoby, które wychowały się na ulicy lub wciąż na niej żyją. Ludzie uważają ich za bandziorów i narkomanów – tłumaczy Jaime Villalobo, założyciel fundacji El Hormigón Armado (hiszp. żelbeton). Jego pierwszym pomysłem, w 2005 r., było stworzenie ulicznej gazety. Podpatrzył to w Wielkiej Brytanii, gdzie funkcjonuje tytuł współtworzony i sprzedawany przez bezdomnych. Jaime sam był jeszcze hipisem, chciał zmieniać świat. Projekt miał się skupić na dzieciakach związanych z ulicą, ale okazało się, że większość z nich na jakimś etapie swojego życia była pucybutami.

Villalobo zebrał do pomocy kilku przyjaciół i zaprosił 40 osób z ulicy do swojego domu. Trochę go to przerosło: – To nie były dzieciaki, do jakich przywykliśmy. Ciche i nieufne. Jeden wyciągnął drut i zaczął się ciąć. Byłem przerażony. Ale potem jakoś poszło.

Na początku nikt gazety nie kupował. Przy trzecim numerze przyjechał słynny muzyk Manu Chao. Podczas koncertu poprosił publiczność o pomoc. – O kurde, wtedy to ruszyło! Teraz 7 tys. egz. rozchodzi się jak ciepłe bułeczki – mówi Jaime. Sprzedawcami są pucybuci, 75 proc. zarobku trafia do ich kieszeni, reszta idzie na ubezpieczenie zdrowotne, a gazeta jest utrzymywana z reklam. Biorą też udział w jej tworzeniu, z pomocą wolontariuszy robią wywiady i piszą teksty. – Dzięki temu są inaczej postrzegani. Ale nie docieramy do wszystkich. Oni wciąż doznają ogromnej agresji ze strony społeczeństwa – tłumaczy Jaime.

Waleczne mrówki

Choć praca ponoć nie hańbi, to wstyd jest tak mocno zakorzeniony, że kominiarek nie ściągają. Zmieniło się jednak trochę znaczenie tej zasłony: maska superbohatera, wyraz artystyczny. Zdjęcie profilowe fundacji na Facebooku to zamaskowany pucybut w czerwonej pelerynie ze znakiem supermana na piersi.

Kiedyś wielu z nas sypiało w pustych grobach, bo cieplej – opowiada turystom Babas, który na kilka godzin staje się jednym z 14 zamaskowanych przewodników alternatywnych wycieczek po La Paz. To zajęcie jest dla nich sporą pomocą finansową. I pozwala otwierać się na ludzi. Patrzymy teraz na was, gringos, jak na braci, a nie jak na obcych.

Gdy nikt nie celuje w nich aparatem, ściągają maski. Na spotkaniach w fundacji też nikt nie zasłania twarzy. To jest czas, kiedy zamiast się chować, mogą wyrażać siebie. – Większość instytucji pomocowych jest skupiona na najważniejszych potrzebach: zdrowotnych, żywnościowych. My zapoznajemy ich z muzyką, teatrem, literaturą. Zapraszamy psychologów, seksuologów, piosenkarzy – opowiada Gabi z HA. – Zdajemy sobie jednak sprawę, że jeśli nie damy im wsparcia ekonomicznego, to oni nie będą w tym uczestniczyć.

Sprawę postawiono jasno: jeśli chcą zarabiać na gazetach, muszą przychodzić na spotkania. To być może nie zmieni drastycznie ich życia, ale otworzy nowe drogi, uwrażliwi, przywróci wiarę w siebie.

Mieliśmy warsztaty rapu, a później nagraliśmy płytę. Ludzie nas usłyszeli na YouTube i komentowali: wow!, mnóstwo talentów jest wśród pucybutów, to nie byle kto. Jestem szczęśliwy, kurde, że tak o nas myślą – opowiada z dumą Manuel, raper pod pseudonimem Lustra MC. Także przewodnik i ojciec trójki dzieci.

Przy HA jest też piekarnia ciastek, stworzona głównie z myślą o kobietach-matkach. Oprócz wypieków uczą się zarządzania grupą i generowania przychodów. Zgłaszający się do fundacji mogą ponadto liczyć na pomoc szpitali i szkół, adwokatów i psychologów. Niektórzy dostali stypendia i studiują. Część z nich wychodzi z ulicy i uzależnień.

To smutne, jak potraktowało ich życie. Ale piękna jest siła, z jaką walczą. Dlatego nazwaliśmy fundację i gazetę Hormigon Armado – mówi Jaime. To taka gra słów. Bo choć faktycznie oznacza żelbeton, to hormigon nawiązuje do hormiguero, mrowiska, a armado to uzbrojony. Są to więc uzbrojone mrówki w walce z biedą w betonowej dżungli.

Jedną z nich był Babas, który trafił na ulicę, gdy miał 9 lat. Opuściła go matka, a ojciec stworzył nową rodzinę. – Nie mogłem zrozumieć, dlaczego mnie zostawili. Musiałem nauczyć się bić i kombinować jedzenie. Ciąłem się i tatuowałem – pokazuje tygrysa na piersi, blizny na przedramionach. – Każdy tatuaż to jakaś historia, żebym nigdy nie zapomniał.

W mieście na wysokości ok. 4 tys. m n.p.m. w nocy robi się naprawdę zimno. – Szukasz kartonów i miejsca do spania. Mniej więcej do północy jest w porządku, ale potem wdziera się zimno. Zakładasz na siebie worki, by było cieplej. O trzeciej jest już nie do zniesienia. Pijesz, by zasnąć – opowiada Babas.

Któregoś razu, gdy grał z kolegami w piłkę, przyszła dziewczyna z zadaniem ze szkoły – zrobić wywiad z chłopakami z ulicy. Zakochali się w sobie. Gdy zaszła w ciążę, obydwoje wylądowali na ulicy. Ale to dzięki niej się ocknął (– Pewnie już dawno leżałbym gdzieś zaćpany). Obecnie wynajmują dom w El Alto, wychowują trójkę dzieci, które dają im siłę, by już nigdy się nie zatracić. Dwoje to przyrodnie rodzeństwo Babasa, którym zajął się, gdy umarł ojciec. Nie żywi do niego urazy i żałuje, że nie wie, gdzie jest jego grób, by chociaż kwiat położyć. Odstawił narkotyki, owszem, czasami trochę wypije. Jako pucybut pracuje dużo, by kiedyś opłacić dzieciom studia.

Nie każdy jednak tę walkę uzbrojonych mrówek wygrywa. – Przez te 12 lat pochowaliśmy wielu przyjaciół – przyznaje Jaime Villalobo.

Skutki latania

America pierwszy raz uciekła z domu, gdy miała 13 lat (teraz ma 24). Nie mogła znieść brata, który ją bił, a matka udawała, że tego nie widzi. Wynoś się stąd – wykrzyczał pewnego razu. Poszła pod most. Spało tam ze 20 nastolatków. Jedyne, czego się bała, to dziewczyn, bo są skomplikowane i zazdrosne.

Czytaj także

Ważne w świecie

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną