Ile Wielka Brytania zapłaci za brexit? Londyn mięknie

Rachunek za brexit
Wygląda na to, że Wielka Brytania, która bardzo chciałaby już przejść do drugiego etapu brexitowych negocjacji, zgodziła się zapłacić 50 mld euro (44 mld funtów) za rozwód z Unią.
Theresa May, premier Wielkiej Brytanii
Number 10/Flickr CC by 2.0

Theresa May, premier Wielkiej Brytanii

Chociaż oficjalnego dokumentu jeszcze nie ma i kwota, na którą Wielka Brytania rzekomo przystała, w różnych źródłach waha się między 40 a 55 mld euro. Jeśli jednak pieniądze, które Wielka Brytania byłaby w stanie wyłożyć, będą zbliżone do proponowanych sum, negocjacje ruszą.

Ruszą i może uda się nawet jeszcze w grudniu przejść do drugiego etapu rozmów, tak jak wymarzyli sobie Brytyjczycy. Do tej pory rozmowy ślimaczyły się i utykały. Wielkiej Brytanii zależy na porozumieniu w sprawie handlu z Unią, ale Unia chce najpierw zamknąć trzy sprawy: rachunek za rozwód, prawa obywateli UE mieszkających na Wyspach oraz granicę z Irlandią. A kwota, jaką Zjednoczone Królestwo ma wyłożyć w ramach brexitu, była jednym z głównych punktów spornych w pierwszej rundzie negocjacji z Unią.

Ile Wielka Brytania zapłaci za brexit?

Unia twierdzi, że Wielka Brytania musi zapłacić swoje rachunki, zanim odejdzie. Brytyjczycy nie mają z tym problemu, ale uważają (choć dziś można pisać o tym w czasie przeszłym), że rachunek za rozstanie jest zbyt wysoki. Jeszcze we wrześniu Theresa May proponowała Unii 20 mld euro i odgrażała się, że żadnej innej kwoty nie uzna. Bruksela wyliczyła jednak, że koszt wyjścia Brytyjczyków z Unii, zawierający m.in. pokrycie wszystkich zobowiązań, które Brytyjczycy podjęli jeszcze w kończącym się w 2020 roku budżecie, może wynosić nawet 60 mld euro.

Oprócz zobowiązań budżetowych Unia przedstawia Brytyjczykom też inne kwestie, takie jak choćby emerytury dla ludzi, którzy pracowali i wciąż pracują w instytucjach unijnych, sposób, w jaki wkład Wielkiej Brytanii w te wypłaty będzie obliczany. Albo projekty budowlane, na które Wielka Brytania nie tylko przystała, ale też dużo wcześniej zgodziła się je współfinansować. Realizacja tych projektów w wielu przypadkach dopiero się rozpocznie, ale Bruksela chce dostać gwarancję, że Brytyjczycy będą sumiennie na te projekty łożyć, nawet po formalnym wyjściu z Unii.

Co z wydatkami na rolnictwo, rybołówstwo czy z programami edukacyjnymi, które wygasną dopiero za nieco ponad dwa lata? Bruksela musi wiedzieć, czy zaplanowany już w końcu budżet teraz nie zacznie jej się rozłazić.

Po przedłużających się od czerwca rozmowach wszyscy oczekują wreszcie konkretów. Theresa May wije się, ponieważ nie może pójść na zbyt duże ustępstwa na rzecz Brukseli, bo w kraju już słychać głosy, że rząd działa tak, jak im Bruksela zagra. A Nigel Farage twierdzi, że kraj się wyprzedaje i że nawet jeśli za tę sumę Wielka Brytania uzyskałaby dostęp do unijnych rynków bez cła, to cena jest i tak zbyt wysoka. Z drugiej jednak strony wiadomo, że oferta musi być satysfakcjonująca dla przywódców państw członkowskich Unii, żeby nie czuli się pokrzywdzeni i zgodzili się pójść w negocjacjach dalej.

Następne spotkanie w Brukseli 4 grudnia. Unijny szczyt – dziesięć dni później. Jeśli dzisiejsza decyzja zostanie potwierdzona i rozmowy przestaną być tylko teatrem, to negocjacje powinny naprawdę ruszyć. Obie strony miałyby wtedy czas poważnie zastanowić się nad różnymi rozwiązaniami i przed marcem 2019 roku, na kiedy planowany jest rzeczywisty brexit, wszyscy mogliby rzeczywiście uznać, że rozstajemy się w przyjaźni.

Czytaj także

Ważne w świecie

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną