Miej własną politykę.

Pierwszy miesiąc prenumeraty tylko 11,90 zł!

Subskrybuj
Świat

Imadło ciśnie dalej

Wizyta Kanclerz Niemiec w Warszawie

Angela Merkel Angela Merkel Mateusz Włodarczyk/NurPhoto / Forum

Klakierzy PiS triumfują. Wizyta Angeli Merkel zaraz po zaprzysiężeniu jej czwartego rządu dowodzi, że twarda polityka jest skuteczna. Pani kanclerz przyjeżdża do Warszawy tuż po Paryżu, mimo że PiS pokazuje Unii gest Kozakiewicza w sprawie „reformy” sądownictwa, Berlinowi kładzie na stole żądanie reparacji, a w swych mediach tak skutecznie podkręca wrogość do zachodniego sąsiada, że notowania Niemców na polskim termometrze sympatii znów dramatycznie spadają w okolice Żydów i Arabów. A więc niemiecka kanclerz korzy się, podczas gdy prawdziwi Polacy wstają z kolan i odrzucają narzucaną im przez Zachód „kulturę wstydu”.

Realia są zupełnie inne. Obie gospodarki są ze sobą ściśle związane. Ale dwa lata rządów PiS wystarczyły, by budowana od zjednoczenia Niemiec polsko-niemiecka wspólnota działania została drastycznie zredukowana. Co prawda Berlin krytykę Warszawy w sprawie praworządności pozostawia Brukseli, a nowy minister spraw wewnętrznych, Horst Seehofer z CSU, ma zrozumienie dla postawy PiS w sprawie uchodźców, to jednak PiS nigdy się nie starał w Niemczech o politycznych partnerów – i ich nie ma.

Angela Merkel swą protokolarną wizytą wciąż jeszcze podtrzymuje żelazną regułę polityki niemieckiej od czasów Helmuta Kohla, że stosunki z Polską mają dla Niemiec równie priorytetowe znaczenie jak z Francją, ale wobec zamykania się Warszawy we własnych wyziewach nie ma z Dudą, Morawieckim i Czaputowiczem wspólnego języka do rozmowy o Europie. Również dlatego, że to nie prezydent ani premier czy minister spraw zagranicznych, lecz zamknięty w swym bunkrze nieformalny „naczelnik państwa” decyduje o polskiej polityce europejskiej.

To chwalebne, że kanclerz Merkel wytrwale podtrzymuje polsko-niemiecki most w nadziei, że dotrwa on czasów po PiS.

Polityka 12.2018 (3153) z dnia 20.03.2018; Ludzie i wydarzenia. Świat; s. 11
Oryginalny tytuł tekstu: "Imadło ciśnie dalej"
Reklama