Mike Pence – następca Trumpa?

Groźba Pence’a
Wiceprezydent USA Mike Pence może sprawić, że przeciwnicy Donalda Trumpa jeszcze za nim zatęsknią.
Jako polityczny lider ewangelikalnych chrześcijan i ultrakonserwatysta, Pence zapewnia prezydentowi poparcie twardej prawicy, a zwłaszcza potężnych w Partii Republikańskiej religijnych fundamentalistów.
James Lee/USN/Polaris/EAST NEWS

Jako polityczny lider ewangelikalnych chrześcijan i ultrakonserwatysta, Pence zapewnia prezydentowi poparcie twardej prawicy, a zwłaszcza potężnych w Partii Republikańskiej religijnych fundamentalistów.

Jako wiceprezydent Pence bije wszelkie rekordy płaszczenia się przed Trumpem. Po każdej szokującej wypowiedzi prezydenta albo kolejnej medialnej rewelacji stawiającej go w złym świetle zawsze znajdzie wytłumaczenie, że wszystko jest OK.
Shealah Craighead/Wikipedia

Jako wiceprezydent Pence bije wszelkie rekordy płaszczenia się przed Trumpem. Po każdej szokującej wypowiedzi prezydenta albo kolejnej medialnej rewelacji stawiającej go w złym świetle zawsze znajdzie wytłumaczenie, że wszystko jest OK.

audio

AudioPolityka Tomasz Zalewski - Groźba Pence'a

Kiedy na miesiąc przed wyborami w 2016 r. usłyszeliśmy na nagraniu, jak Donald Trump chełpi się, że może bezkarnie łapać kobiety wiadomo gdzie, kierownictwo Partii Republikańskiej wpadło w panikę. Poradziło mu, żeby wycofał swą kandydaturę. Gdyby Trump posłuchał, zastąpiłby go wyznaczony na wiceprezydenta Mike Pence, który dał do zrozumienia, że gotów jest podjąć się tej roli. Miliarder-celebryta został jednak prezydentem, a Pence obiecał, że będzie starał się pomóc w zbawieniu jego duszy.

Bo jest to specjalność wiceprezydenta – zawsze, jak sam podkreśla, traktował politykę jako środek do wyższego celu: nawracania Ameryki na drogę wiary. Dziś scenariusz wymiany Trumpa na Pence’a znowu jest możliwy, jeśli nawet odległy. Chmury gęstnieją wokół prezydenta wraz z postępami dochodzenia prokuratora Roberta Muellera w sprawie rosyjskiego udziału w pogrążaniu w wyborach Hillary Clinton. Kim jest więc człowiek, który zamieszkałby w Białym Domu, gdyby doszło do skrócenia kadencji Trumpa?

Wszystko jest OK

Jako wiceprezydent Pence bije wszelkie rekordy płaszczenia się przed Trumpem. Po każdej szokującej wypowiedzi prezydenta albo kolejnej medialnej rewelacji stawiającej go w złym świetle zawsze znajdzie wytłumaczenie, że wszystko jest OK i kraj powinien być szczęśliwy, że ma takiego przywódcę. Po spotkaniu z Władimirem Putinem i kompromitującym wystąpieniu Trumpa w Helsinkach, kiedy nawet inni współpracownicy prezydenta, zakłopotani, dyskretnie milczeli, Pence oświadczył (choć wcale nie musiał), że szczyt był ogromnym sukcesem.

Jego wazeliniarstwo stało się tematem dowcipów, wiceprezydenta porównuje się do „Stepford wife”, żony uległej i spełniającej wszelkie kaprysy męża – jak w książce Iry Levina i opartym na niej filmie o wymarzonych przez mężczyzn żonach robotach. W efekcie powstał wizerunek polityka żałosnego, więc mało znaczącego. Tymczasem to pozór – Pence jest w otoczeniu Trumpa postacią kluczową, w dodatku o ogromnych ambicjach.

Jako polityczny lider ewangelikalnych chrześcijan i ultrakonserwatysta, Pence zapewnia prezydentowi poparcie twardej prawicy, a zwłaszcza potężnych w Partii Republikańskiej religijnych fundamentalistów. Mieli oni powody, by nie ufać miliarderowi po dwóch rozwodach, z liberalnego Nowego Jorku, a Trump, szukając kandydata na wiceprezydenta, skłaniał się raczej ku gubernatorowi New Jersey Chrisowi Christie, umiarkowanemu republikaninowi o podobnym wizerunku outsidera i twardego faceta. Christie jednak odpadł po skandalu w swoim stanie i doradcy Trumpa wskazali Pence’a, ówczesnego gubernatora Indiany.

Wśród religijnych ultrasów miał nieposzlakowane kwalifikacje. Słynął z codziennych modłów w swym biurze, forsował absolutny zakaz przerywania ciąży i ustawę o „przywróceniu wolności religii”, pozwalającą biznesom na odmowę obsługiwania homoseksualistów. W Kongresie proponował, by teorię ewolucji zastąpić teorią inteligentnego projektu. Nie nawrócił jednak swego stanu: nawet dla Indiany okazał się zbyt ekstremalny – po protestach musiał złagodzić ustawę o wolności religii. Zyskał jednak mir wśród ewangelikalnych chrześcijan w całym kraju.

Jego pierwsze spotkanie z Trumpem zaaranżował szef kampanii prezydenckiego kandydata... Paul Manafort. Pruderyjny, sztywny Pence nie od razu spodobał się Trumpowi, ale zdobył sobie jego serce, gdy zasypał go komplementami, powtórzonymi potem w wywiadach telewizyjnych.

Powstrzymać liberałów

Małżeństwo z rozsądku okazało się zadziwiająco mocne i trwałe. Fundamentaliści religijni poparli Trumpa w wyborach, kiedy obiecał im nominacje ultrakonserwatywnych sędziów do Sądu Najwyższego. Ponieważ obietnicy dotrzymuje – mianował już dwóch – popiera go nadal prawie 90 proc. ewangelikalnych wyborców, większy odsetek niż poprzednich republikańskich prezydentów.

W ostatnich dekadach religijna prawica przegrywała toczącą się w Ameryce wojnę kulturową – Kongres zalegalizował małżeństwa gejów, nie zgodził się na modlitwę w szkołach publicznych ani cenzurowanie pornografii. I nie kwapi się do przywrócenia zakazu aborcji. Zdesperowani przywódcy religijnej „moralnej większości” dostrzegli wyjście w pakcie z diabłem, który stwarza im szanse na powstrzymanie liberalnych trendów w USA przy pomocy państwa. Zwłaszcza że stoi u jego boku wiceprezydent, któremu Bóg nie schodzi z ust.

Czytaj także

Ważne w świecie

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną