Geopolityka: nowa pasja Polaków

Potęgologia
Polacy mają nowe hobby – geopolitykę. Proponuje ona recepty na wielkość Rzeczpospolitej i wytrychy do rozumienia świata.
Satyryczna mapa z 1877 r.
Heritage Images/Getty Images

Satyryczna mapa z 1877 r.

„Jacek Bartosiak za sprawą swoich talentów wyniósł polską geopolitykę z cienia do światła”.
Adam Chełstowski/Forum

„Jacek Bartosiak za sprawą swoich talentów wyniósł polską geopolitykę z cienia do światła”.

audio

AudioPolityka Jędrzej Winiecki - Potęgologia

„Jest pan według mnie najlepszym co się mogło przydarzyć Polsce”(pisownia oryginalna). Taki komplement zawisł w serwisie YouTube pod nagraniem spotkania autorskiego dr. Jacka Bartosiaka. Mecenas Bartosiak we wrześniu stanął na czele spółki, która na mazowieckich równinach będzie budować Centralny Port Komunikacyjny. „Jedna z najciekawszych decyzji personalnych w tej kadencji. Mam tylko nadzieję, że nie ucierpią na tym jego następne książki” – pochwalił nominację wicepremier Jarosław Gowin.

Najnowsza książka Bartosiaka, 800-stronicowa „Rzeczpospolita między lądem a morzem. O wojnie i pokoju”, dopiero co miała swoją premierę. Ekscytująca, wnikliwa i aktualna, zachwala na okładce były dowódca US Army w Europie. 89,90 zł za wydanie w twardej oprawie lub 59,00 zł za e-book. W ofercie są jeszcze mapy w formacie A1, np. plansza Eurazja i ocean światowy oczami geostratega, z zaznaczonymi czerwoną linią granicami I Rzeczpospolitej (komplet za 145 zł) oraz koszulka geopolityczna (94 zł).

Książka musiała powstać, przyznaje autor we wstępie, „pisana jest ze środka trzewi (…), zmierzyłem się z imperialną historią Rzeczpospolitej, jej geografią oraz wielkim, niedocenianym obecnie potencjałem geopolitycznym, które łącznie »zmuszają« do myślenia z dużym rozmachem, by należycie obsługiwać interesy państwa polskiego”.

Jacek Bartosiak za sprawą swoich talentów wyniósł polską geopolitykę z cienia do światła – przyznaje dr Leszek Sykulski, pomysłodawca, współzałożyciel i pierwszy prezes Polskiego Towarzystwa Geopolitycznego. Był analitykiem ds. bezpieczeństwa w kancelarii prezydenta Lecha Kaczyńskiego, a jeszcze wcześniej m.in. sekretarzem seminariów prowadzonych w mieszkaniu na warszawskim Powiślu przez Leszka Moczulskiego, nestora środowiska.

Kolegów po fachu Bartosiak i Sykulski przebijają popularnością. Służą komentarzem w mediach, piszą i mówią, na żywo i w internecie – tam z wielotysięczną widownią. Wywiad z Bartosiakiem, specjalizującym się w snuciu geostrategicznej ballady, zatytułowany „Czy tworzy się nowy porządek świata?” w trzy lata obejrzało 299 tys. osób. A choć Sykulski reprezentuje nurt bardziej wymagającego wykładu, to sporo z jego prezentacji odtworzono po co najmniej kilkanaście tysięcy razy. Np. pogadanka o rosyjskim eurazjanizmie i koncepcjach Aleksandra Dugina ma przeszło 8 tys. kliknięć.

Za to rozgłos prawdziwie światowy, nie tyle za sprawą materii, co formy, zyskał dr Jerzy Targalski, prawicowy publicysta znany z tropienia esbeckich układów w III RP. W Telewizji Republika w programie „Geopolityczny tygiel” prowadzi mocno autorską analizę, zasiadając w domowym fotelu. Stali widzowie „Tygla” przywykli, że po Targalskim w trakcie audycji przechadzają się mieszkające z nim koty. Do globalnej wyobraźni wdarły się po tym, gdy jeden z nich, rudy Lisio, wspiął się Targalskiemu na ramiona i ogonem zasłonił oczy opiekunowi, gdy ten opowiadał holenderskiej telewizji o Polsce, będącej w istocie Ubekistanem.

Łączenie kropek

– Geopolityka jest dziedziną wiedzy. Bada wpływ geografii na politykę, daje teorię pozwalającą łączyć w linię kropki pojedynczych wydarzeń – tłumaczy Sykulski. Geopolitycy patrzą globalnie. Analizę prowadzą na przestrzeni całych dziejów. Dlatego gdy przyglądają się starciu mocarstw morskich i lądowych, odnoszą je do historycznych konfliktów, między Rzymem i Kartaginą, Spartą i Atenami, Wielką Brytanią i Niemcami, Stanami Zjednoczonymi i Związkiem Radzieckim. Wreszcie kierują się realizmem, co oznacza, że nie zaprzątają sobie głowy wartościami i ideami. Koncentrują się na układach sił i interesów, wiążą je z przebiegiem szlaków transportowych, zasobów surowców, ociepleniem klimatu itd.

Chętnie korzystają przy tym z katalogu własnych pojęć i terminów. Rimland, z grubsza obszar nadmorski Eurazji, ściera się z Heartlandem, głębią lądu. I tak, wzrost potęgi chińskiej uruchomił mechanizm nazywany pułapką Tukidydesa. Z kolei osłabnięcie gospodarcze Stanów Zjednoczonych po 2008 r. spowodowało efekt domina, nazywany pułapką Kindlebergera. Brak ograniczeń w czasie i przestrzeni oraz operowanie precyzyjnie brzmiącymi, uniwersalnymi pojęciami pozwalają geopolitykom mierzyć się właściwie z dowolną kwestią. Przy tym stawiają diagnozy i nie obawiają się wypisywania odważnych recept.

Bartosiak podkreśla, że Polska musi zadbać o swoje interesy nad Morzem Czarnym. Należy przeć śladem królów i wielkich hetmanów m.in. ku Bramie Mołdawskiej. W „Rzeczpospolitej…” przypomina, że w II RP – pozostającej punktem odniesienia i inspiracją polskich geopolityków – planowano w okolicach Lwowa założyć śródlądowy odpowiednik Gdyni, aby połączyć polsko-rumuńskimi kanałami Wisłę przez San, Dniestr i Prut z Dunajem, z kluczową rolą mołdawskiego dziś portu Giurgiuleşti. A tak się składa, że teraz interesują się nim przewoźnicy morscy z Chin.

Gdyby wówczas kanał wybudowano, uruchamia wyobraźnię Bartosiak, można by ogromny port pod Lwowem połączyć z miejscowym lotniskiem, przebudowanym na Euro 2012. Następnie skomunikować z lwowską obwodnicą, dociągnąć z Polski trasę kolejową o normalnotorowym rozstawie. I tak powstałoby gigantyczne centrum logistyczne, grające istotną rolę w handlu międzynarodowym.

A gdyby jeszcze dobudować autostradę i szybką kolej z Warszawy do rumuńskiej Konstancy, otworzyłyby się dla Lwowa (i dla obszaru rdzeniowego Polski) perspektywy współpracy gospodarczej z Nadczarnomorzem, które w najbliższych dekadach ma być jednym z najszybciej rozwijających się regionów świata. Jednocześnie Lwów zacząłby ciążyć ku Polsce. I tu dochodzimy do sedna pomysłu: „Rzeczpospolita zyskałaby w tej sytuacji dominującą pozycję dla kontroli ruchu i reguł gry gospodarczej w Nadczarnomorzu”.

W analizie geopolitycznej Polska nie leży po prostu w Europie, ale na pomoście bałtycko-czarnomorskim, na przecięciu jednych z najstarszych szlaków handlowych i wojennych. Geopolitycy dostrzegają, że rzeki dawnej Rzeczpospolitej miały szczególnie rozwinięte dopływy po prawej stronie, dlatego właśnie I RP ekspandowała na wschód.

Geografia sprawia, że Polska dla własnego bezpieczeństwa powinna prowadzić politykę ofensywną (inaczej na równinach się nie da), zabiegać o odzyskanie kontroli nad Bramą Smoleńską, utraconą setki lat temu, dziś leżącą na pograniczu białorusko-rosyjskim. Innymi słowy – zmierzać do integracji pod swoim przewodnictwem całego pomostu oraz szykować się na to, że wojna z Rosją zostanie stoczona także na terytorium Białorusi.

Zagrożenie kordonem

Geopolityka przeżywa moment triumfu po długim okresie niepogody. Sprzyjać ma kończąca się pauza strategiczna, wywołana utratą wiary w możliwości USA. Rosną Chiny, a Rosja na Krymie i w Donbasie pokazała, że nie przestała się liczyć twarda siła, że wojna w Europie jest możliwa i wcale nie doszło do liberalnego końca historii. W naszym regionie dochodzi jeszcze wątpliwość, czy w ogóle opłaca się nam gonić Zachód, dostosowywać się do zachodnich wartości i tamtejszych porządków społecznych. Jednocześnie nie słychać szczególnie entuzjastycznych pochwał geopolityków dla postawy obecnego polskiego rządu.

Przykładem geopolitycznego myślenia w decyzjach PiS mają być trzy przedsięwzięcia: Trójmorze, projekt Centralnego Portu Komunikacyjnego i postulat stałych baz amerykańskich w Polsce. Tyle że Trójmorze w obecnym wariancie – bez Białorusi oraz Ukrainy – jest tylko inicjatywą gospodarczą i dyplomatyczną. Nie sprawdzi się jako skuteczny blok oddzielający Rosję od Niemiec. Istnieje wręcz zagrożenie, że w takiej formie zostanie sprowadzone do czegoś, co George Friedman, amerykański strateg wieszczący Polsce pozycję mocarstwa regionalnego, nazwał kordonem sanitarnym. A to już brzmi groźnie. Z kolei bazy zależą od Amerykanów. Zostaje więc port w Baranowie.

Czytaj także

Ważne w świecie

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną