Osoby czytające wydania polityki

„Polityka” - prezent, który cieszy cały rok.

Pierwszy miesiąc prenumeraty tylko 11,90 zł!

Subskrybuj
Świat

Powrót oligarchów

Andrej Babiš Andrej Babiš Michal Cizek/AFP / EAST NEWS
Wybór Zełenskiego na prezydenta Ukrainy to kolejny przykład, jak neofeudalizm wypiera demokrację w Europie Wschodniej.
Ihor KołomojskiSinitsa/UPG/Reporter Ihor Kołomojski

Pierwsza Rzeczpospolita stała książętami kresowymi, których dzisiaj zapewne nazywalibyśmy oligarchami. Powiedzieć, że książęta – podobnie jak oligarchowie – stali ponad prawem, to nic nie powiedzieć: w sarmackiej Rzeczpospolitej prawo znaczyło tyle, że wyrokami sądowymi byle szerepetka podbijał sobie płaszcz, a i na współczesnej Ukrainie prawo nie jest więcej warte.

Nawet zwykli obywatele najczęściej idą ścieżką zupełnie inną od tej prawnej, nieformalną, dziką. Po chodnikach się nie chodzi, bo tam czeka mnóstwo nieoczekiwanych przeszkód poustawianych przez urzędników i władze. Za to na skos przez trawnik, wydeptaną ścieżką, poza oficjalnymi szlakami, tam, gdzie czekają już rzeczeni urzędnicy z wyciągniętymi rękami, to zupełnie coś innego. To ostatnie powoli zaczyna się na Ukrainie zmieniać. Ale rola oligarchów w ukraińskim systemie politycznym – nie bardzo.

1.

Jeden z oligarchów właśnie wstawił swojego pionka, komedianta Wołodymyra Zełenskiego, na urząd prezydenta. Mowa o Ihorze Kołomojskim, który już wcześniej zachowywał się tak jak książę kresowy pełną gębą. Gdy na wschodzie Ukrainy rozpoczęło się wspierane przez Rosję antykijowskie powstanie i gdy wynikło zagrożenie rozprzestrzenienia tej hybrydowej inwazji na inne części Ukrainy, Kołomojski nie oglądał się na Kijów, bo wiedział, że nie ma na co się oglądać.

Państwo istniało tylko teoretycznie, a tak naprawdę było patchworkiem, kompozycją rzeczywistości podległych temu bądź innemu oligarsze właśnie, z niewielkimi dominiami, w których mogła sobie działać władza centralna. Czyli w zasadzie tak, jak wyglądał świat w średniowiecznej, feudalnie rozbitej Europie, gdzie nominalny władca królestwa szarpał się o każdy kawałek władzy z feudalnymi panami.

Kołomojski, jeden z władców kresowych, jak Jarema Wiśniowiecki w czasach powstania Chmielnickiego, wziął po prostu sprawy w swoje ręce i Dniepropietrowsk, którym rządził, obronił sam.

Polityka 23.2019 (3213) z dnia 04.06.2019; Świat; s. 48
Reklama