Miej własną politykę.

Pierwszy miesiąc prenumeraty tylko 11,90 zł!

Subskrybuj
Świat

Modi bez Delhi

Demonstracja przeciw ustawie o obywatelstwie. Demonstracja przeciw ustawie o obywatelstwie. Javed Sultan/Anadolu Agency / Getty Images

Rządząca Indiami pod sztandarami hinduskiego nacjonalizmu partia BJP Narendry Modiego nie będzie władać 20-milionową stolicą, mimo że bardzo się starała. A w maju ub.r. wygrała tu bezkonkurencyjnie wybory parlamentarne. Teraz zafundowała Delhi kosztowną i skrajnie agresywną kampanię wyborczą, którą kierował minister spraw wewnętrznych Amit Shah, prawa ręka Modiego. Skończyło się totalną klapą: BJP zdobyła ledwie 8 miejsc w delhijskim parlamencie, a zdecydowanie zwyciężyła, jak poprzednim razem, lokalna AAP, Partia Zwykłych Ludzi Arvinda Kejriwala. Powstała na gruncie protestów przeciwko korupcji, ma za symbol miotłę i w 2015 r. wymiotła w mieście cały establishment, uzyskując 67 z 70 mandatów (a teraz ledwie o 5 mniej). Z dala od wielkiej polityki zajmowała się sprawami przyziemnymi: rozbudową taniej służby zdrowia, elektryfikacją, edukacją i zasypywaniem nierówności. Co, sądząc po wynikach, spodobało się delhijczykom.

Modi rzucił na Delhi tyle sił i środków oraz cały wypróbowany język nienawiści, z którego partia słynie (np. Kejriwala systematycznie nazywano terrorystą i ostrzegano, że jego ludzie „przyjdą do waszych domów gwałcić wasze żony”), bo bardzo potrzebował tego zwycięstwa. Wybory w stolicy miały mieć wymiar referendum, wspierającego jego kontrowersyjne kroki ustawodawcze. Zwłaszcza ustawę zezwalającą na nadawanie obywatelstwa uchodźcom wszystkich religii poza islamem. Od trzech miesięcy wywołuje ona wielką falę protestów. BJP Modiego przegrała ostatnio w dwóch ważnych wyborach stanowych, ale na szczytach ciągle trzyma się mocno. Także słabością opozycji, szczególnie Kongresu klanu Gandhich, który zresztą teraz w Delhi nie zdobył żadnego mandatu.

Polityka 8.2020 (3249) z dnia 18.02.2020; Ludzie i wydarzenia. Świat; s. 13
Reklama