Przejdź do treści
Reklama
Reklama
Świat

Koronawirusowi też damy radę. List z Irlandii

Irlandczycy reagują na kryzys z poczuciem humoru. Placówka realizująca testy na Covid-19 Irlandczycy reagują na kryzys z poczuciem humoru. Placówka realizująca testy na Covid-19 Niall Carson/PA Images / Forum
Wciąż pytamy: czy po pandemii wszyscy będą mogli wrócić do tej samej pracy i zdołają utrzymać swój status materialny? Ile osób na dobre straci zajęcie? Pisze irlandzki dziennikarz.

Wszystkie europejskie kraje są w podobnie trudnej sytuacji, ale jest coś, co Irlandię wyróżnia. Centroprawicowy rząd premiera Leo Varadkara przegrał bowiem lutowe wybory, pogodził się, że musi odejść, a kolejną kadencję spędzi w ławach opozycji. Ale przez pandemię nie było czasu na tworzenie nowego gabinetu i Varadkar pozostał przy władzy. Rząd działa niczym gabinet wojenny – zdeterminowany, by spowolnić rozprzestrzenianie się wirusa i dać służbie zdrowia tyle czasu, ile potrzeba, aby sprostać wyzwaniom.

Czytaj też: Skąd wziąć pieniądze, żeby wydobyć Włochy z dołka

Wzbudzić spokój, zatrzymać panikę

Pierwszym przypadkiem Covid-19 w Irlandii była kobieta, która 28 lutego wylądowała na lotnisku w Dublinie. Leciała z północnych Włoch. Kiedy 11 marca stwierdzono pierwszy zgon, już następnego dnia rząd wdrażał restrykcje, począwszy od zamknięcia szkół i uczelni. Władze starały się działać ostrożnie, ale zdecydowanie. Po kilku dniach wprowadzono kolejne obostrzenia: zamknięto puby i bary, także w hotelach. Na tym etapie na całej wyspie odnotowano 275 przypadków zachorowań.

27 marca statystyki były dużo gorsze: 2121 zachorowań i 22 zgony. Następnego dnia rząd ogłosił, że wszyscy mają zostać w domach do 12 kwietnia, wprowadził poważne ograniczenia poruszania się i pracy, wdrożył zakaz zgromadzeń prywatnych czy publicznych, ograniczył możliwość wychodzenia poza dom w celach rekreacyjnych do promienia 2 km i ogłosił, że tylko niektóre sklepy mogą być otwarte. Działania pomyślano tak, aby wzbudzić w kraju spokój i zatrzymać panikę.

Raport ICL: Ile z 40 mln zagrożonych śmiercią osób uda się uratować?

Szybkie zapomogi dla potrzebujących

Od tamtej pory liczba zachorowań wzrosła do 6074 (263 zgony) i choć składa się na nią wiele tragedii, to nastroje Irlandczyków są raczej pozytywne – znakomita większość stosuje się do obostrzeń i stara jak najlepiej dostosować do tej trudnej sytuacji. Początkowo dało się odczuć pewną dozę paniki: zamykały się kolejne miejsca pracy, zwalniano ludzi. Ale bardzo szybko zareagował resort pracy, wprowadzając nadzwyczajną zapomogę wypłacaną przez 12 tygodni wszystkim pracownikom dotkniętym kryzysem, w tym samozatrudnionym.

Irlandzkie banki wraz z ministrem finansów Paschalem Donohoe ogłosiły szereg krótkoterminowych rozwiązań, takich jak przerwa w spłacie rat kredytów mieszkaniowych i pożyczek, odroczenie wdrażania postępowań sądowych czy zapewnienie kapitału obrotowego dla przedsiębiorstw. Irlandczycy mogli cofnąć się znad krawędzi przepaści i skupić na bieżącym kryzysie.

Czytaj też: Mało zgonów w Niemczech, dużo we Włoszech. Skąd różnice?

Jaki zapłacimy rachunek?

Kiedy opadnie już kurz i kraj będzie powoli wracał do normalności, za sześć–osiem miesięcy mogą pojawić się ogromne problemy. Irlandczycy pytają: czy wszyscy wrócą do dawnych miejsc pracy i zdołają utrzymać swój status materialny? Ile osób na dobre straci zajęcie? Co z tymi, którzy teraz korzystają z zapomogi i będą jej wciąż potrzebowali, bo ich miejsce pracy przestanie istnieć? Rząd będzie musiał zmierzyć się z tymi pytaniami, samotnie lub w ramach ogólnoeuropejskich działań. Na razie jest za wcześnie, żeby powiedzieć, na ile pogorszy się sytuacja po pandemii, ale z pewnością nic już nie będzie takie samo.

W Irlandii, jak w każdym innym kraju, celem jest spłaszczenie krzywej zachorowań, by służba zdrowia mogła sobie poradzić z napływem chorych. Health Services Executive rozszerzyła swój budżet, by pokryć koszty dodatkowych łóżek w szpitalach, punktów segregacji pacjentów i – co najważniejsze – dodatkowego personelu. Liczba osób zajmujących się chorymi zwiększyła się dzięki pracownikom służby zdrowia wracającym z zagranicy czy emerytury.

Publiczna ochrona zdrowia przed wybuchem epidemii była w złej kondycji: długie kolejki na izbach przyjęć, jeszcze dłuższe listy oczekujących na niezbędne zabiegi i opiekę. W tej chwili rząd trzyma się jednak zasady: „nikogo nie zostawimy bez pomocy”. To trafne działania, choć ich długofalowe skutki finansowe mogą się okazać gigantyczne.

Czytaj też: Jaki świat wyłoni się z tej pandemii

Z kryzysem finansowym daliśmy sobie radę

Na naszych oczach dokonują się przemiany społeczne – niekiedy małe, ale bardzo znaczące. Rodzice angażują się dużo bardziej niż do tej pory w nauczanie swoich dzieci, wiele osób po raz pierwszy pracuje z domu, a społeczności utrzymują kontakt w inny sposób niż zazwyczaj. Zacieśniają się więzy rodzinne. Nie wiadomo, ile to potrwa, ale z pewnością niektóre z tych zmian już przyniosły pozytywne skutki dla lokalnych społeczności i rodzin w całej Irlandii.

Na razie Irlandczycy nieźle radzą sobie z Covid-19, i choć nikt nie wie, jak dotkliwy okaże się ostatecznie ten kryzys, to z pewnością w walce z nim widać prawdziwie irlandzkie podejście: połączenie hasła „damy radę” i poczucia humoru, wypróbowane już nieraz w trudnych czasach. Wszyscy martwią się o to, jak długo będą musieli znosić ograniczenia i trudności, więc niezbędny jest ciągły przepływ informacji. Możliwe, że problemy zaczną się, gdy państwo będzie musiało zapłacić rachunek za działania. Ale skoro Irlandczycy podnieśli się z kryzysu finansowego sprzed dekady, to może i teraz mają w rękach wszystkie narzędzia, żeby sobie poradzić.

Hiszpanie: Czy tej tragedii można było uniknąć

Ken Sweeney jest założycielem i redaktorem „Europa United”, magazynu online zajmującego się sprawami europejskimi.

Więcej na ten temat
Reklama

Warte przeczytania

Czytaj także

null
Świat

Lęk przed drugą Jałtą. Trzech drapieżców gra już nowy koncert mocarstw? Trudny czas dla Europy i Polski

Amerykańska interwencja w Wenezueli i zapowiedzi Donalda Trumpa o zagarnięciu Grenlandii zapowiadają inny porządek świata. Fatalny dla takich krajów jak Polska.

Tomasz Zalewski z Waszyngtonu
13.01.2026
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną